środa, 16 grudnia 2015

Rozdział 14

Czułek z pizzeri wrócił dość późno. Emmy nigdzie nie było...Znikła...Postanowił ją poszukać, bo na prawdę martwił się o nią. Założył strój ninjy i wyszedł. Miał przeczucie, że coś się stało, coś poważnego. Czy znalazł dziewczynę? Tak...Znalazł ją w klubie w jednym z pokoi. Naszedł ją jakiś facet i on miał broń palną. Emma siedziała w koncie. Bała się, że strzeli. Wtedy do środka wparował Dezy przyszpilając faceta do ściany i zabierając mu broń. Mężczyzna uciekł...
- Emma nic ci nie jest!? - zielonooki pobiegł do wystraszonej dziewczyny i wziął ją na ręce.
- Puść mnie. - powiedziała drżącym głosem. Bała się Dezego, ale czemu? Co zrobił jej tamten facet że się bała?
- Emma nie bój się. Nic ci nie grozi. Jesteś bezpieczna. Obiecuję że już nic ci się nie stanie. - mówił kojącym i uspakajającym głosem. Prawie szeptał a jego ruchy były wolne jakby się bał że jego impulsywność wystraszy dziewczynę.
- Boję się. - powiedziała prawie nie słyszalne.
- Naprawdę nie masz czego... Wracamy do domu obejrzymy jakąś komedie albo coś. - jego głos i dotyk był dla niej najlepszym lekarstwem. W domu byli już po paru minutach. Dezy był bardzo ciekawy co ten facet chciał od niej i co jej zrobił, ale wiedział, że rozmowa na ten temat sprawi Emmie ból tak więc siedział cicho. Ułożył dziewczynę na kanapie, a sam poszedł do kuchni zrobić kanapki. Zaczęły męczyć go myśli o rodzicach...Gdzie oni są? Matka mogła pójść do koleżanki i u niej nocować, często tak robiła, ale ojczym? Po chwili blondyn wrócił do czarnowłosej z jedzeniem. Coś bardzo go niepokoiło. Sam nie wiedział co, ale coś było nie tak...Nagle zadzwonił telefon. Chłopak odebrał. To co usłyszał wprawiło go w osłupienie. Wiedział, że coś jest nie tak i miał rację. Gdy usłyszał kolejne zdanie upuścił telefon. Oczy mu się zaszkliły, a dłonie miał tak mocno zaciśnięte, że wbijał sobie paznokcie w skórę.
- Idziemy do szpitala! - powiedział po chwili. Głos mu się łamał. Kto mógł zrobić coś takiego!? "Zabije gnoja, który to zrobił! " pomyślał. Wyszedł z domu i zaczął biec. Nie zważał na panujące ciemności, na chłodny wiatr, nie zwracał uwagi na nic. Oczy tak szczypały, że nie wytrzymał. Kilka łez poleciało razem z wiatrem. Miał ochotę płakać. Usiąść w kącie i płakać. Nie mógł uwierzyć w to co się stało. Jak to możliwe, że ktoś go pobił!? Że jest z nim tak źle? I że muszą go operować!?
- Cholera! - krzyknął gdy przebiegł przez pasy i samochód prawie go przejechał. Nie wiedział czy Emma biegnie za nim, czy zdezorientowana siedzi w domu. Nie obchodziło go to. Biegł dalej mimo to, że nogi odmawiały posłuszeństwa. Wbiegł na parking szpitala, a potem do budynku. Bał się, że nie zdąży...Ale zdążył. Wbiegł bez pozwolenia do gabinetu lekarza.
- Co z nim!? - krzyknął dysząc. Jego serce zaraz wyrwie się z piersi.
- Z kim? - spytał doktor.
- No z moim bratem!! Florianem Skowronem! - krzyknął nadal dysząc jak pies.
- Trzeba szybko wykonać transfuzję krwi, inaczej jego życie może być bardzo zagrożone. - powiedział poważnie patrząc w kartę swojego pacjenta.
- No to transfuzujcie tą krew! - powiedział młody Skowron nadal nie wierząc w to, że ktoś pobił jego brata, co najgorsze Dezy obawiał się, że to jest ktoś z kim np: kiedyś walczył. Nie chciał wciągać brata w całe to zakręcone i niebezpieczne życie bohatera, ale najwyraźniej nie udało mu się.
- Tego nie da się zrobić od tak. Najpierw musimy znaleźć dawcę co nie będzie najłatwiejsze. Pański brat posiada rzadką grupę krwi. - powiedział smutno.
- Mamy tą samą grupę krwi, więc zgłaszam się!! - krzyknął Dezy. Nie umiał się uspokoić, ani racjonalnie myśleć.
- Dobrze, przyniosę papiery, które pan podpisze i będziemy mogli pobrać krew. - powiedział mężczyzna i wyszedł na krótko z gabinetu. Dezydery czekał siedząc w poczekalni na te zasrane papiery. Myślał, że mijają godziny chociaż tak na prawdę minęło 5 minut.
- Pan Dezydery Skowron? - spytała brązowowłosa pielęgniarka.
- Tak. - powiedział szybko.
- To dokumenty dotyczące transfuzji krwi, niech pan je wypełni, a potem pójdzie pan na salę numer 3. - wytłumaczyła z uśmiechem i odeszła. Dezy na kolanach zaczął wypełniać kartki. Ręka mu się trzęsła z pośpiechu i strasznie bazgrał, ale to w tej chwili nie jest ważne. Nawet nie zauważył, że Emma tutaj jest i siedzi obok niego. Pobiegła tu od razu za chłopakiem, ale ten jakoś tego nie dostrzegł. Nagle blondyn zerwał się z krzesła i pobiegł do sali numer trzy. Oddał papiery jakiejś pani. Potem ta sama pani kazała mu usiąść na krześle. Po paru minutach krew była pobrana. Wszystko było już przygotowane do operacji Florka. Dezy czekał przed salą operacyjną cały w nerwach. Czuł się bardzo słabo, to pewnie przez pobranie krwi.
"Dzięki za krew bracie" usłyszał w swojej głowie chłopak. To pewnie Skkf!! Skontaktował się z nim!
"E tam to drobiazg" pomyślał, ale kolejnej myśli swojego brata już nie usłyszał. Widocznie cała ta transfuzja się zaczęła...
- Boże Dezy no!! Dałeś tą krew i wszystko będzie okey co sie tak denerwujesz!? Nic mu nie będzie przecież. - powiedziała Emma już nieco zirytowana tym, że Czułek chodzi w tę i z powrotem mamrocząc coś pod nosem.
- Emma...Ja wiem, że nic mu nie będzie. - odpowiedział szczerze trochę się uspokajając. Dziewczyna nic z tego nie rozumiała. Popatrzyła na niego pytająco, lecz on to zignorował. Czarnowłosa postanowiła nie pytać. Dezy usiadł na krześle i zaczął intensywnie myśleć. Co jeśli to ktoś kogo zna? Co jeśli wpakował brata w straszne bagno? Teraz zielonooki nie był już pewny niczego. Jeszcze niedawno był niemal pewny tego, że zgłosi sie do tej organizacji, a teraz? Teraz sam już nie wie co ma robić. Czy mieszać sie we wszystkie te sprawy? Nie lepiej byłoby zrezygnować i zostać normalnym chłopakiem? Najwyraźniej nie było mu to dane. Gdyby los chciał żeby był zwykły to nie dałby mu takiej okazji, takiego daru... Nie miał do tego wszystkiego siły, ale nie mógł się tak po prostu poddać choćby nie wiem co. Patrzenie w biel płytek już go bardzo znużyła, ale mimo to siedział czekając aż to coś się skończy. Nagle z sali wyszedł mężczyzna w białym kitlu. Dezy poddenerwowany wstał.
- I co? - spytał, a lekarz odpowiedział, że transfuzja powiodła się. Już bardziej uspokojony z powrotem usiadł na krześle. 

piątek, 6 listopada 2015

Rozdział 13

Zostawiła go uciekła...On patrzył zdezorientowany, cała ta sytuacja bardzo go zaskoczyła...Jego rozmyślenia przerwał telefon.
- Halo?
- Spotkajmy się koło baru. - powiedział znajomy głos...Po jego tonie można stwierdzić, że nie będzie to miłe spotkanie. Dezy od razu poszedł pod bar. Znajoma postać siedziała już przy stoliku.
- Cześć. - powiedział blondyn do swojego brata i usiadł na przeciw niego.
- Słuchaj, wiem, że planujesz zapisać się do tej grupy antyterrorystycznej. - Dezy westchnął, nawet nie próbował kłamać, jego brat i tak czyta w myślach.
- Masz tego nie robić pod żadnym pozorem! - podniósł ton, jednak nadal był spokojny.
- Nie możesz mi rozkazywać! To moje życie! - odpowiedział Czułek. Przecież jego brat nie może decydować za niego!
- Ale to niebezpieczne! Może ci się coś stać! - krzyknął Florek. Na prawdę martwił się o Dezego...
- Robię to już kilka lat i żyję, poza tym pomyśl ile ludzi jeszcze mogę uratować! - argumentował.
- Dezydery! Jeśli nie zrezygnujesz wszyscy dowiedzą się kim jest ninja! - Florek nie wytrzymał. Chciał chronić swojego brata, ale jednocześnie groził mu, groził swojej jakby drugiej połówce(chodzi o braterską więź zboczuchy jedne).
- Zrozum, że jestem twoim bratem i... - zaczął, jednak Dezy nie miał zamiaru słuchać takich rzeczy.
- Dopóki nie zaakceptujesz tego kim jestem nie jesteś moim bratem! - krzyknął Masterczułek i wyszedł z baru...Może trochę za ostro postąpił, ale Florian nie może decydować za niego, musi zrozumieć, że jego braciszek nie ma już tylko 10 lat. "Jak zwykle mój braciszek jest starszy i wie lepiej! Przecież zawsze komuś może się coś stać, wystarczy, że wyjdziesz z domu....Mój brat powinien akceptować to co robię i mnie wspierać." myślał Czułek, jednak z prędkością światła dostał wyrzutów sumienia..."Przecież to mój brat, sam nie chcę by wstępował do tej organizacji, ale mimo to ja w niej będę...To pojebane! Ech..." Dezy tego nie ogarniał, chciał dobrze, ale jednak powiedział coś, czego nie powinien. I w dodatku ten pocałunek z Emmą! Ona coś do niego czuje, czy po prostu to był impuls? Nagle Dezy zawrócił. Widział jak jego brat wychodzi z baru cały roztrzęsiony, z skwaszoną miną. Był nieźle wpieniony. Czułek nie wahając sie podszedł do niego.
- Sory, porozmawiajmy. - przeprosił młodszy.
- Nie mamy o czym. - warknął Skkf. Był na prawdę wkurzony, a Czułek wcale mu się nie dziwił.
- Przepraszam. Zawsze byłeś, jesteś i będziesz moim bratem nie zależnie od tego co zrobisz zawsze ci wybaczę, ale zrozum, że to dla mnie ważne...Bardzo się wtedy wkurzyłem jak powiedziałeś, że zdradzisz mój sekret jeśli wejdę do tej organizacji, ale wróciłem tu bo zrozumiałem, że ja sam nie chciałem byś ty był w tej organizacji. Możesz mnie nienawidzić, rozumiem cię. To narka. - zakończył temat Dezydery i zatrzymał się, ku jego zdziwieniu Florian też się zatrzymał.
- Ja też cię przepraszam. - tego się Dezy nie spodziewał.
- Nie powinienem ci tego zabraniać, ale i tak będę sie martwił, w końcu jesteś moim młodszym braciszkiem. - wyszczerzył sie Florek.
- Ty mi tu nie braciszkuj! - zaśmiał sie Czułek i razem poszli do pizzeri.

poniedziałek, 26 października 2015

Rozdział 12 Przepraszam

Po śniadaniu Dezydery i Emma wyszli na spacer...Wiecie tak pogadać, tak po przyjacielsku, ale czy przypadkiem czarnowłosa dziewczyna nie chciała czegoś więcej? Kiedy miała 12 lat, jej koleżanki ciągle się zakochiwały, oprócz niej, ona była zawsze roześmiana i wesoła bo nie cierpiała z miłości...Wtedy stwierdziła, że chłopcy przynoszą tylko cierpienie, więc miłość nie ma sensu...Postanowiła, więc, że nie będzie mieć chłopaka i będzie szczęśliwa sama, ale teraz? Czułek upiększał jej życie i sprawiał, że Emma mogła zapomnieć o swoich problemach...Jednak nadal miała problem z zaufaniem mu...Bała się, że on ją zawiedzie, ale zaraz?! Ona go nie zawodzi?! Przecież ona go zabije!? Kto tu kogo więc zawiedzie?
- Czemu tu sie przeprowadziłaś? - spytał Dezy spoglądając...Dziewczyna zaczęła szybko coś wymyślać.
- Postanowiłam coś zmienić w swoim nudnym życiu. - odpowiedziała uśmiechając sie sztucznie. On chyba tego nie zauważył.
adres zdjęcia
- Słuchaj, jeśli nie chcesz o tym rozmawiać to powiedz. - dziewczyna uśmiechnęła się do niego znacząco dając również znak, że rzeczywiście nie chce o tym mówić. Dziewczyna zamyśliła się przez co przewróciła się na ulicę. Samochód jadący prosto na nią nie miał szans się zatrzymać. To była sekunda kiedy ktoś szybko wziął dziewczyne na ręce. Spojrzała na swoje bohatera...Mogła sie tego spodziewać. W końcu Dezy jest ninją, nic dziwnego, że tak szybko to zrobił. Ale ten samochód, on mógł ją przejechać! Kiedy Niebieskooka zdała sobie z tego sprawę przytuliła sie mocno do chłopaka, czuła się bezpieczna w jego silnych ramionach, co jeśli ona go zabije i zabraknie tych silnych ramion, zabraknie uśmiechu, który poprawia jej humor, zabraknie pięknych zielonych oczu, w których ona się roztapia, zabraknie jego czułości i dobrego charakteru? Czy wtedy da radę sama? O mało co nie przejechał jej samochód, co jeśli on by jej nie uratował?

- Jedziesz ze mną na MU? - spytał chłopak. Już wracali do domu.
- Na co? - zdziwiona dziewczyna zaczęła się zastanawiać co to jest.
- Takie spotkanko youtuberów. - wytłumaczył w skrócie.
- To znaczy, że Remek też będzie? - spytała z nadzieją, że nie.
- Będzie.
- To ja nie idę. - odpowiedziała wszystko. Nie lubiła Remka bo on mówił o niej głupie rzeczy, ale one były w sumie po części prawdą.
- No weeeź. - powiedział Czułek, a dziewczyna zgodziła się w końcu. Emma znów zaczęła myśleć, Teraz jest tak pięknie, tak fajnie, wesoło i spokojnie, ale nie na długo...Kiedyś to się skończy, już niebawem Czułek zginie, a ona straci wszystko...
- A ile to trwa? - spytała Emma wcale nie z ciekawości.
- Dwa dni, będziemy nocować w hotelu, wieeesz pierwszego dnia będzie impreza wieczorem, więc po pijaku do domu się nie wróci. - uśmiechnął się Czułek. W sumie to nie musiał tam jechać, w końcu nie pokazał swojej twarzy na yt, ale mimo to chciał pomóc swoim kolegom. Idealna okazja dla Emmy, wiadomo, że oni mają dopiero tak z siedemnaście lat, ale przecież wiadomo, że sobie popiją...Idealnie, pijani jeszcze szybciej zasną...Wtedy będzie okazja, okazja by go zabić...Raz na zawsze pozbyć się swoich problemów, ale także swoich marzeń...Czy ona tego chciała? Niewinny chłopak, miał przed sobą całe życie, być może ona by mogła z nim kiedyś być, a tak to?! Zniszczy wszystko! Boże co się z nią stało, jeszcze nie dawno była bezlitosna, zabijała bez sumienia, a teraz?! Przez jednego chłopaka wszystko się zmieniło....Ona sie zmieniła! Emma nie wytrzymała, stwierdziła, że zasługuje chociaż na odrobinę szczęścia, chciała wreszcie coś przeżyć....Stanęła w miejscu nie mogąc iść dalej, nogi miała jak z waty, bała się, ale chciała to zrobić, chociaż raz i to z kimś kogo ona chce, a nie z kimś obcym, złym dla niej.
- Co jest? - spytał Dezy zatrzymując się przed dziewczyną. Emma zacisnęła zęby,a z jej oczu popłynęły łzy.
- Przepraszam. - powiedziała i zanim Dezy zdążył cokolwiek powiedzieć wpiła mu się w usta...Odwzajemnił jej pocałunek! Oplótł ręce wokół jej tali, a ona zawiesiła ręce na jego szyi...
- Jak tak można publicznie? - słyszeli różne komentarze na temat tego, że całują się na środku chodnika, ale oni nie zwracali na to uwagi. Czarnowłosa czuła się wspaniale i zapomniała o wszystkim, ale czy ta chwila mogła trwać wiecznie? W końcu się od siebie oderwali, Czułek trzymał nadal talię dziewczyny, ona jednak zdjęła już ręce z jego szyi. Odepchnęła go i uciekła płacząc.

sobota, 10 października 2015

Rozdział 11 Emma pomyślała, że byliby fajną parą.

Emma otworzyła oczy i rozejrzała się po pokoju lekko zdziwiona, jednak szybko sobie przypomniała skąd tu się wzięła. Przeciągnęła się ziewając i wstała z łóżka...Była ciekawa czy Dezy już wrócił. Poszła do kuchni nie zauważając śpiącego Czułka. Myślała, że jest sama, więc przy robieniu herbaty zaczęła śpiewać.
- Zabiorę cię właśnie tam... - jej głos był bardzo ciepły.
(chodzi tylko o jej głos)

- Ładnie śpiewasz. - powiedział ktoś. Dziewczyna się trochę wystraszyła, ale szybko przemieniło się to w wstyd.
- Sory nie wiedziałam, że tu jesteś. - powiedziała biorąc herbatę i kierując się w stronę pokoju, w którym spała.
- Chodź tutaj. - zachęcił chłopak, a Emma się zgodziła i usiadła obok zielonookiego na kanapie.
- Gdzie wczoraj byłeś ? - spytała z ciekawości.
- Nieważne. - odpowiedział, jednak ona wiedziała, że ważne! I to bardzo!
- Jak tam hotel? - spytał Czułek...Chyba miał jakiś pomysł, ale jaki?
- Ten hotel to gówno! To takie małe mieszkanko... - odpowiedziała i zamyśliła się...Z nim tak się fajnie gada....Czemu musi go zabić!!?
- Możesz mieszkać u mnie. - zaproponował, a dziewczyna zgodziła się...Być może pozna wszystkie sekrety...
- Dzięki. - powiedziała szczerze i go przytuliła. Odkąd przytulił ją wtedy w kuchni zapragnęła więcej. Siedzieli tak razem. Ona ciągle go obejmowała i nie miała zamiaru puszczać. Od bardzo dawna nikt nie dawał jej ciepła, teraz się to zmieniło. Dezy dawał jej to czego chciała nawet o tym nie wiedząc. Czy na prawdę chciała go zabić? Nie...Nie chciała tego zrobić, gdyby mogła zrobiłaby wszystko, żeby go uratować, ale nie miała wyjścia. Zaczęła płakać.
- Nie płacz. - powiedział Czułek ocierając jej łzy...On nic nie rozumie...On daje jej ciepło, a jeśli jego zabraknie kto będzie jej to dawał? Kto będzie ją pocieszał? Ale egoista, pomyślała o sobie. Chce, żeby Czułek dawał jej ciepło, a co pomyśli nasza Polska kiedy zabraknie jej bohatera?
- Dezy gdybym zrobiła najgorszy błąd w moim życiu wybaczyłbyś mi? - zapytała szczerze nie mogąc znieść ciszy i swoich myśli.
- Oczywiście, że tak. - odpowiedział bez zastanowienia się. Dziewczynie mimo wszystko ulżyło. Wstała z łóżka puszczając chłopaka i poszła do kuchni. Zrobiła sobie kilka kanapek z serem i wróciła do salonu.
- O! Dziękuję! - powiedział zielonooki ze wdzięcznością i zaczął jeść kanapki.
- To nie dla ciebie idioto! - powiedziała ostro dziewczyna.
- Nie widzę tu nikogo innego kto chciałby jeść kanapki. - powiedział biorąc kolejną kromkę z serem..Jak on tak szybko je!?
- No dzięki. - powiedziała i chciała pójść do jego pokoju gdzie spała. Wkurzyła się na niego. Wiedziała, że zachowała się jak dwulatka, ale taki miała charakter.
- Księżniczko żartowałem. - powiedział już poważniej blondyn łapiąc ją za nadgarstek. Emma wróciła na kanapę do chłopaka i zaczęła jeść kanapki. Siedzieli tak razem, rozmawiali, byli na spacerze i był wieczór.
- Czas na kolację! - powiedział Dezy idąc do kuchni.
- Poproszę naleśniki, tylko szybko. - wtrąciła ze śmiechem czarnowłosa.
- Nie ma mowy, mieszkasz tu, pomagasz mi. - zrobił układzik.
- No dobra. - zgodziła się. Dezydery wyjął wszystkie składniki na blat i zaczęło się...
- A teraz mąka. - powiedział do Emmy. Niebieskooka posłusznie dodała do miski mąkę, która rozsypała się trochę na blat. Dziewczyna szybko zgarnęła to ręką i rzuciła w Dezego.
- Moje oczy! - krzyknął i zaczęli się śmiać. Bitwa na mąkę trwała dobre 15 minut, kiedy byli już cali biali zabrali się do dalszej pracy.
- A teraz wszystko to wymieszamy. - powiedział i dał dziewczynie łyżkę drewnianą. Stanął z tyłu i złapał rękę dziewczyny, razem wymieszali ciasto bardzo szybko. Kiedy już usmażyli zaczęli je jeść i musieli przyznać, że oboje nie jedli nigdy w życiu tak dobrych naleśników. Emma pomyślała, że byliby fajną parą...Zaraz co?!!

niedziela, 4 października 2015

Youtuberzy w hogwarcie?

Co powiecie na nowe opowiadanie na tym blogu? Nie chce mi się zakładać nowego bloga, więc zrobiłabym po prostu oddzielną kartę... To opowiadanie pisałabym wtedy kiedy np: By mi się nudziło...Taki sposób na zabicie nudy, a przy okazji wy też będziecie na tym zyskać...Rozdziały raczej pojawiały by się rzadko, ale co tam...Ogólnie to nie będzie historia o jednym głównym youtuberze...Youtuberów będzie dużo i każdy z nich będzie głównym bohaterem...Opowiadanie będzie pisane z różnych perspektyw, raz pisane oczami jakiegoś youtubera, a następnym razem pisane narratorem...Co wy na to? Jeśli nie chcecie hogwartu to możecie wymyślić coś innego, np: wampiry, wilkołaki itd... Pisać w komentarzach, czekam na przynajmniej 2-3 komentarze, jeśli będą na tak to biorę się do roboty :) Ostrzegam, że może najwięcej może pojawiać się Czułek lub też Naruciak, ale chyba nie będzie wam to przeszkadzać...

sobota, 26 września 2015

Rozdział 10 Ktoś był...

Czułek dostał SMS'a...Znów jakaś sprawa!! Dezy wyszedł i postanowił się nie przebierać, ponieważ miał iść tylko do tego ich biura...Wszedł do środka i wszedł do windy. Przeczytał, że musi wybrać piętro numer -1, jednak takiego tu nie było. Odczytał jeszcze raz kilka razy SMS'a, ale nie było w nim błędy. Dezy zaczął przyglądać się guziczkom. Pod guziczkami był jakby taki wyróżniający się prostokąt. Dotknął go, a ten obrócił się pokazując guzik nr. -1. Nacisnął guzik. Winda zjechała na dół bardzo szybko, Dezy czuł to. Drzwi rozsunęły się ukazując ciemne pomieszczenie. Praktycznie nic nie widział. Wszedł do pomieszczenia, a winda zasunęła się za nim i odjechała. Nagle ktoś go zaatakował. Dezy wyczuł to i zrobił unik. Światło nagle się zapaliło, a oczom Dezego ukazała się ogromna sala. Było tam kilka stolików...Każdy zajmował się czymś innym. Na jednym stało dużo komputerów, na drugim jakieś chyba laboratorium, w następnym widać było różnego rodzaju bronie...Było tu również dużo drzwi do innych pokoi...Ogólnie sala była w kolorze białym. Było tu pusto, jednak Dezy wiedział, że tu ktoś jest, w końcu go zaatakowano. Nagle Czułek zauważył, że w jego stronę leci piłka tenisowa. Wystawił rękę i ją złapał. Kompletnie nie wiedział o co chodzi. Nagle jedne drzwi się otworzyły. Dezy stanął pozycji bojowej. Nadal w ręku trzymał piłkę tenisową. Za drzwi wyszedł jego szef, który był w szpitalu!
- Niezły refleks panie Skowron. - powiedział z uśmiechem. Dezy wyluzował i stanął normalnie.
- Ale tego już się nie spodziewasz. - powiedział, a chłopak patrzył na niego z przymrużonymi oczami nie wiedząc o co chodzi.
- O co...? - zaczął, jednak przerwała mu wybuchająca piłka w dłoni.
- Ała! - krzyknął, jednak to nie było coś poważnego.
- Chodź. - powiedział jego szef. Chłopak po chwili się ruszył i przyspieszył kroku, by iść równo.
- Ta sala jest jakby wystawą. Pokazuje co stworzyli nasi pracownicy, a te drzwi to oddzielne sektory, w których projektuje się stroje, bronie, jakieś fajne bajery oraz substancje takie jak gaz łzawiący i tego typu rzeczy. Tu natomiast....- przerwał i zatrzymał się przed dużymi stalowymi drzwiami. Wpisał kod i drzwi odtworzyły się. Dezy był na prawdę zdziwiony tym co się tutaj dzieję.
- Tu natomiast jest sala ćwiczebna...To tutaj będziesz trenował, jeśli oczywiście zechcesz. - powiedział jego szef. Po jego wzroku można było wywnioskować, że nie spodziewał się odmowy.
- Muszę to przemyśleć. - odpowiedział Dezy. Był na prawdę pod wrażeniem.
- Rozumiem, jeśli już zdecydujesz to wiesz gdzie mnie szukać. Jak chcesz możesz jeszcze pozwiedzać to miejsce...Jednak masz czas tylko do 19 00. Po tej godzinie zamykamy i nie da się stąd wyjść, chyba, że poczekasz do 6 00. - powiedział i zanim Dezy mrugnął okiem jego już nie było... Chłopak zaczął chodzić z miejsca na miejsce oglądając wszystko uważnie...Dotychczas myślał, że takie bronie są możliwe tylko w Science Fiction, a tu proszę! Ten czas bardzo szybko mu minął i musiał wyjść, bo przecież o 19 00 już zamykając...Miał 10 minut. Odłożył jakiś dziwny mechanizm i wyszedł  budynku.. Poszwędał się jeszcze po parku rozmyślając o tym co przed chwilą się stało i wrócił do domu. Poszedł prosto do swojego pokoju. Miał zamiar pójść spać, jednak w jego łóżku ktoś był...To była Emma! Chłopak uśmiechnął się na ten widok i poszedł spać do salonu.

czwartek, 10 września 2015

Rozdział 9 Chyba nie będzie zły...

Nie będę wam opisywać wesołego miasteczka, powiem, że bawili się świetnie i wrócili do domu około 19 00, wyczerpani i zmęczeni, ale również radośni...
- Dezy to my już wracamy do siebie siema! - powiedział Florek i razem z Emi ruszyli do samochodu.
- Cześć. - szepnął bardziej do siebie chłopak i wrócił do domu. Dom był pusty....Mama nie leżała tak jak zazwyczaj na kanapie, a tata nie siedział w kuchni pijąc piwo...Było inaczej...
- Pewnie niedługo wrócą. - powiedział do siebie i chwiejącym się krokiem ruszył do swojego pokoju. Upadł na łóżku i już by spał, gdyby nie drzwi, które otworzyły się z prędkością światła.
- Co jest?! - krzyknął wkurzony Czułek i otworzył oczy.. Ujrzał czarnowłosą dziewczynę z niebieskimi tęczówkami.
- Emma? Co ty tu robisz? - spytał ze zdenerwowaniem, był w samych bokserkach, dlatego szybko zaczął zakładać jakieś jeansy. Emma na ten widok zaczęła robić się purpurowa, ale szybko się opanowała.
- Wcześniej cię nie było, więc postanowiłam przyjść jutro, ale niestety nie umiem się tym opiekować, więc jak najszybciej chciałam oddać to tobie. - odpowiedziała. Dezy kompletnie nic nie rozumiał.
- Masz. - powiedziała i dała mu małego kotka. Czułek od razu wziął kotka na ręce.
- Jaki słodziak! - powiedział patrząc na niego i co chwile go do siebie tuląc. Po chwili usłyszał mruczenie kotka.
- To dla mnie? - spytał Dezy siadając na łóżku i układając kota na swoich kolanach.
- Tak. - odpowiedziała patrząc na niego ze wstydem...Nadal nie miał na sobie koszulki...
- Dziękuję! Nazwę cię.... - zaczął zdanie, ale nie mógł skończyć...Jak go nazwać?!
- Wiem!! Nazwę cię Czubek. - powiedział dumny z wymyślonego przez siebie imienia.
- Super...To ja już pójdę. - powiedziała Emma lekko speszona...Był taki szczęśliwy w tej chwili, ale ona to szczęście mu odbierze...Odbierze mu wszystko wbijając ostre narzędzie w jego ciało...Mogła zrobić to już teraz...Miała go na wyciągnięcie ręki, wystarczyło tylko sięgnąć po nóż, który zawsze przy sobie nosiła, musiała zrobić tylko pchnięcie i ostrze byłoby w nim, ale nie mogła...Nie teraz...Nie kiedy się uśmiecha, kiedy jest szczęśliwy...
- Nie!! Chodź porobimy coś...Krótko się znamy i w ogóle. - powiedział Dezy łapiąc ją za rękę i zaprowadzając do kuchni. Dziewczyna się zarumieniła...Jego dotyk...Ciepły, czuły, delikatny...Taki był Dezy wobec niej, jakby pilnował czegoś co było tak delikatne, że jedno mocniejsze uderzenie mogłoby to zniszczyć. Weszli  do pomieszczenie.
- Kawa, herbata? - spytał Czułek, jednak Emmie nie chciało się pić, tym bardziej, że mógł jej czegoś dolać...Nie zaprzeczajmy ona coś czuje do tego chłopaka, ale mu nie ufa i nadal do swojego umysłu tylko jedną wiadomość " On jest jej wrogiem".
- Nie dzięki. - odpowiedziała wrednym tonem...Nie chciała się być dla niego miła..
- Słuchaj może jesteś troszkę wredna, ale ja myślę, że ty tylko udajesz... - powiedział nagle bardziej mówiąc do siebie...Skąd to wiedział?! Czy dziewczyna aż tak słaba była w ukrywani emocji? Oczywiście, że nie, ona wyćwiczyła to już dawno, w walce...Czułek czyta w myślach...Pomyślała, jednak szybko odrzuciła tą myśl i zaczęła myśleć nad czymś innym patrząc jak Dezy robi sobie herbatę nucąc coś pod nosem. Zaczęła się zastanawiać co ona dostanie za to, że go zabije...Wróci do szefa  nadal będzie robić to samo? A co jeśli Czułek by się dowiedział o tym co ona robiła, dla kogo pracowała? Byłby zawiedziony? Zabiłby ją? Zostawił? A może by jej pomógł.
- Przestań! - krzyknęła dziewczyna nie mogąc znieść swoich myśli. Dezy odwrócił się do niej patrząc zmrużonymi oczami ze zdziwieniem, ale też wyrozumiałością...
- O co chodzi? - spytał Dezy spodziewając się ostrej odpowiedzi ze strony dziewczyny typu: Odwal się! Emma jednak go zaskoczyła, zamiast ostrej odpowiedzi, wstała, podeszła do chłopaka ze spuszczoną głową, w końcu stanęła tuż przed nim. Czułek patrzył na nią nie wiedząc za bardzo o co chodzi i czekając na jej następny ruch. Ona podniosła głowę i spojrzała mu w oczy. Jej oczy zaczerwienione i zaszklone, jakby były za zasłoną z wody. Patrzyła tak na niego czekając chyba na zaproszenie.
- No chodź. - zachęcił ją i rozłożył ręce, po czym zacisnął je trzymając mocno Emmę i tuląc do siebie. Po chwili woda się zagotowała. Dezy jedną ręką wyłączył gaz, po czym znów wrócił do tulenia dziewczyny, która płakała  w jego ramię jednocześnie trzymając w swoich dłoniach jego bluzkę. Emma powoli zaczęła się uspokajać. Czuła jego ciepło i zapach...Mogła by tak w jego objęciach być na zawsze. Ani Dezy, ani Emma nie chcieli tego przerywać. Nagle Dezy usłyszał charakterystyczny dźwięk dzwonka. Jedną rękę oderwał od Emmy i wyjął z kieszeni telefon, po czym odczytał wiadomość.
- Emma muszę niestety iść załatwić kilka spraw. - powiedział.
- Okey idioto. - powiedziała odsuwając się od niego z wielkimi rumieńcami i uśmiechem na buzi. Po chwili chłopaka już nie było obok niej, zostawił ją.
- Chyba nie mówił nic o tym, że mam wyjść  jego domu. - powiedziała do siebie i zaczęła błądzić między pokojami w końcu natrafiając na jego pokój. Weszła do środka.
- I co Czubek zostaliśmy sami. - powiedziała do kota i usiadła na łóżku Dezego. Kot wskoczył na jej kolana.
- Nie! Zejdź! No już t debil masz zejść! - krzyczała, jednak kot nie zwracając na nią uwagi ułożył się na jej kolanach.
- No dobra! - odparła naburmuszona, ale w środku radosna i zaczęła głaskać mięciutkie futerko kota. Po chwili zdjęła Czubka ze swoich kolan i podniosła się podchodząc do komputera. Ruszyła lekko myszką i ekran rozjaśnił się. Ujrzała jakieś filmiki na yt...Była na kanale Masterczułka. Włączła film i zaczęła go oglądać.
- Haahahahahahah!!! - wybuchła śmiechem. Opanowała się szybko i zaczęła oglądać wszystko uważnie, otwierała szuflady szukając jakiś...W sumie sama nie wiedziała czego, ale szukała czegoś co pomogłoby w zdobyciu jego zaufaniu, chociaż praktycznie to chyba już je zdobyła...Remik powiedział przecież, że Dezy bardzo szybko zaczyna ufać ludziom co tylko ułatwiało jej zadanie...Czy miałeś kiedyś tak, że robiłeś coś cały czas tak jak ona cały czas zabijała ludzi i nagle nie możesz tego zrobić zatrzymujesz się? Bardzo szybko zleciał jej dzień i zaczynała się powoli noc, a nie chciało jej się iść do domu, więc położyła się w łóżku Dezego...Chyba nie będzie zły. Przykryła się kołdrą do szyi czując jego zapach i w pewnym sensie bliskość....
--------------------------------------------------------------------------
I jak? Cóż jakoś dzisiaj dostałam kopa i napisałam !!

sobota, 29 sierpnia 2015

Rozdział 8 Wesołe miasteczko i kotek...

Do domu wrócili dosyć późno i to na bosaka :D
- To ja już pojadę...Wiesz wynajeliśmy pokój w hotelu, a jeśli chodzi o jutro to nie będzie ci przeszkadzać, że zabiorę ze sobą Emi? - spytał Florian...
- Oczywiście, że nie. - odpowiedział Dezy i tak rozstali się przed domem. Dezydery padnięty postanowił iść do pokoju...Był tam straszny syf. Czułek rozejrzał się po pokoju i zobaczył, że na jego łóżku śpi sobie jak gdyby nigdy nic Remek...Przyszedł wtedy gdy Dezy i Florian chodzili na bosaka po świecie...Chłopak podszedł do śpiącego i zepchnął go z łóżka.
- Ej no stary!!! Wiesz jak dobrze mi się spało?! - krzyknął Remek wkurzony.
- Oj nie przesadzaj! Myślałem, że pójdziesz do hotelu, a nie do mnie. - zaczął Dezydery.
- Jak mogłeś w ogóle zostawić mnie z tą psychopatką!!? Ona by mnie chyba tam zabiła! - krzyknął Rezi przypominając sobie wizytę u Emmy.
- Remek co ci odbiło? To zwykła dziewczyna, która może jest trochę wredna, ale myślę, że miała po prostu trudną przeszłości. - odparł spokojnie Dezy. Remigiusz się poddał wiedząc, że to nie ma sensu.
- Jutro jedziemy do wesołego miasteczka z Florkiem...Jedziesz? - spytał Dezy sprzątając poduszki porozwalane na podłodze.
- No jasne, że tak! - odpowiedział szybko Remek. Kiedy Dezy już trochę sprzątnął usiadł obok czarnowłosego.
- Jest trochę późno... - zaczął Dezy chcąc powiedzieć by Remik wrócił już do hotelu...
- Stary nigdzie nie idę! Jej hotel jest blisko mojego...Co jeśli ona wyskoczy z siekierą!? - mówił z przerażeniem.
- Oj ty debilu! Jak tak bardzo się jej boisz to możesz zostać. - powiedział Czułek wstając i zdejmując z siebie bluzę...Było dość ciepło.
- Oglądamy film? - spytał zielonooki.
- Ok. - odpowiedział Rezi. Czułek włączył jakiś horror. Oboje udawali, że ich to nie rusza, ale horror trzeba przyznać był bardzo dobry...
- Aaaaaaa!!! - wydarli się w tym samym czasie oboje.
- Wyłącz!!! - krzyknął Remek, a Dezy nie protestując wyłączył film.
- Stary co ty żeś włączył!? - krzyknął czarnowłosy chłopak. Po długich postanowieniach i sprzeczkach postanowili, że zagrają w jakąś grę i grali tak jakoś do piątej rano....Potem usnęli. obudziło ich mocne pukanie do drzwi.
- Wstawać!! Macie 30 minut!!! Wesołe miasteczko!!! - Masterczułek natychmiast się obudził...Rozejrzał się po pokoju i ujrzał Remka, który miał głowę położoną na jego ramieniu...Chłopak miał otwartą buzię, a z niej kapała ślina mocząc bluzkę Dezyderego.
- Fuj! - krzyknął i odepchnął go od siebie.
- Remek wstawaj! Jedziemy do wesołego miasteczka !! - krzyknął zielonooki przeciągając się.
- Co mamusiu? Daj mi jeszcze tylko pięć minut. - odparł Remek zaspany, niestety za bardzo przechylił się do przodu i jego głowa bezwładnie upadła na biurko...Od razu się obudził.
- Ała. - mruknął masując głowę.
- Co jest? - spytał ciemnowłosy ziewając.
- Wiesz za dwadzieścia dziewięć minut jedziemy do wesołego miasteczka. - odparł spokojnie.
- Co?! Przecież ja muszę iść do hotelu po ubrania! - powiedział szybko i wstał z krzesła.
- Spokojnie! Mogę ci pożyczyć...prócz gaci. - powiedział Dezy dając Remkowi zwykły szary podkoszulek i do tego czarne dresy. Czułek założył biały podkoszulek i szarą bluzę do tego czarne dresy.
- Dobra idziemy? - spytał Czułek, a Remik pokiwał tylko głową i oboje wyszli przed dom. Florek i Emi siedzieli już w samochodzie. Chłopaki wsiedli na tył i wreszcie wyruszyli w podróż do wesołego miasteczka. Postanowili, że pojadą do Śląska, gdyż i tak Remik miał dzisiaj wieczorem wrócić do domu, więc będzie miał bliżej...

Czarnowłosa dziewczyna w tym czasie szukała sklepu zoologicznego....Chciała kupić kotka, gdyż dowiedziała się, że to ulubione zwierzę Dezyderego...Weszła do pierwszego lepszego sklepu. Znalazła tam takiego słodziaka, że największy twardziel nawet by się uśmiechnął na jego widok. Kotek był jeszcze malutki. Kupiła go i poszła do hotelu. Od razu dała mu mleka. Kiedy kot wypił już mleko zaczął chodzić po całym domu oglądając nowy teren. Kot był przyzwyczajony do ludzi, bo nie bał się Emmy, wręcz przeciwnie.
- Nie przyzwyczajaj się zbytnio...Twój dom będzie gdzie indziej. - powiedziała bardziej do siebie niż do kota. Kupiła go tylko po to by pozbyć się jego przyszłego właściciela, a potem co się stanie z małym kotkiem? Zrobiło jej się na prawdę przykro, ale olewała to uczucie. Włączyła telewizję i zaczęła oglądać jakiś głupi serial...
--------------------------------------
Ten rozdział w ogóle mi się nie podoba, ale trudno...Nie mam do niego siły XD

sobota, 15 sierpnia 2015

Rozdział 7 Prawda i wygłupy...

Dezy biegł szybko przed siebie...Mimo to, że siniaki po tamtym jeszcze się nie zagoiły i trochę to bolało to biegł dalej. Kiedy był w połowie drogi do domu wyjął z kieszeni telefon i wybrał numer. Po chwili usłyszał znajomy głos.
- Słuchaj już do ciebie biegnę! Jak się sprawy mają? - spytał Dezydery ledwo biorąc oddech.
- Nie jest źle... - nagle chłopak przerwał, a Dezy usłyszał  Dźwięk rozbijającego się szkła.
- Ale przydała by się twoja pomoc. - powiedział po chwili i się rozłączył. Zaczął biec szybciej...Miał bardzo dobrą kondycję. Po chwili zaczął przebiegać przez ulicę. Samochód jechał bardzo szybko i zatrzymał się tuż przed chłopakiem. Dezy położył dłonie na masce samochodu, odepchnął się nogami i zrobił fikołka, po czym wylądował nogami na asfalcie. Auto zaczęło na niego trąbić, a kierowca nie był zadowolony z tego, że jakiś niewychowany dzieciak przetoczył się po jego aucie, jednak Czułek to zignorował i biegł dalej. Po chwili widział już swój dom. Tym razem wszedł normalnie, przez drzwi. Usłyszał jakieś krzyki z swojego pokoju. Szybko oddychając wparował tam. Florian siłował się z ojczymem... był trochę silniejszy od Florka...Dezy popatrzył na swój pokój i miał już w głowie ułożony plan. Podbiegł do okna i jednym ruchem zerwał firankę z karniszy, następnie podbiegł po krzesło. W między czasie rzucił Skkf'owi firankę by mu za bardzo nie przeszkadzała. Florian przez to, że był zajęty łapaniem materiału o mało co nie dostał z pięści, na szczęście w ostatniej chwili zrobił unik. Czułek podjechał fotelem z tyłu mężczyzny i pchnął go, przez co facet nie mogąc utrzymać równowagi usiadł na krześle. Skkf szybko owinął wokół niego firankę...Na koniec bracia przybili sobie piątki. Czułek podszedł do mężczyzny, który coś wrzeszczał i dotknął materiału.
- Długo to nie wytrzyma. - stwierdził.
- Idź po linę...powinna być gdzieś w garażu. - polecił Dezy, a Florian dość szybko wybiegł z pokoju.
- Czego ode mnie chcecie?! - wydarł się mężczyzna. Czułkowi znów wróciły wspomnienia....Jednak szybko pokręcił głową..To nie jest odpowiednia chwila.
- Prawdy. - powiedział Dezy krzyżując ręce na klatce piersiowej. Mężczyzna przez chwile patrzył na niego pytająco, jednak potem przybrał minę zdenerwowanego.
- Wypuść mnie! - krzyknął.
- Nie. Dopóki nie powiesz nam prawdy. - powiedział Dezy uśmiechając się.
- Jakiej prawdy?! - spytał już zniecierpliwiony mężczyzna. Czułek nie odpowiedział tylko patrzył w stronę drzwi.
- 3...2...1...0 - odliczał Dezydery, a na liczbę 0 jego brat wszedł do pokoju rzucając mu linę. Szybko owinął linę wokół wkurzonego mężczyzny.
- To powiecie w końcu o co wam chodzi!! Wy gnoje jedne! - wydarł się. Florian patrząc na mężczyznę wyobrażał sobie jak jego brat musiał cierpieć z jego powodu. Miał wyrzuty sumienia zdając sobie sprawę, że kazał czekać Dezyderemu do 18 w tym miejscu....
- Chodzi nam o prawdę...Masz powiedzieć ze szczegółami kim tak na prawdę był nasz ojciec oraz kim ty tak na serio byłeś. - powiedział Dezy.. Mężczyzna nie był do tego przekonany...Nie chciał do tego wracać.
- Dam ci piwo. - powiedział Czułek wzdychając.
- No dobra, ale skąd możecie mieć pewność, że powiem wam prawdę? - spytał z iskierkami złości w oczach.
- O to się nie martw. -powiedział Skkf ostro...Florek miał mu za złe, że wdał się w pijactwo..
- No, więc był waszym ojcem i mężem...Zginął w pożarze. - powiedział przekonująco.
- Kłamiesz. - powiedział Florian.
- Mówiłem, że chcemy prawdy inaczej zostaniesz tu do końca życia. - powiedział ostrzegająco Czułek, a jego ojczym zaśmiał się.
- Mówię serio... - powiedział Czułek bez emocji, jednak w środku wszystko w nim buzowało..
- A jeśli nie to się zabiję. Zabiję się i umrę w kłamstwie...Tego chcesz? - spytał szczerze Czułek, któremu już praktycznie łzy stanęły w oczach...Twarz ojczyma złagodniała, jednak po chwili znów przybrała kamienny wyraz.
- A idź se i się zabijaj ile chcesz! - krzyknął. Dezy spojrzał na niego i dostrzegł w oczach coś czego nigdy nie widział...Dostrzegł jakby skruchę...Florek nie wiedział co powiedzieć..Stwierdził, że jego młodszy brat tym razem lepiej da sobie radę od niego.
- Ja wiem, że być może mnie nienawidzisz, że chciałbyś bym zginął, że jesteś na mnie wściekły, że cokolwiek zrobię jest to dla ciebie powód do wydzierania się, ale zrób wyjątek i powiedz: Kim był nasz ojciec? - powiedział Dezy zbliżając się do niego. Mężczyzna westchnął..
- Cóż z kamienia nie jestem... - przyznał ojczym patrząc w oczy Czułka...Wiedział, że teraz jest za późno, że teraz ich przed tym nie uchroni, może i był pijakiem, ale mimo to chciał dla nich dobrze.
- Twój ojciec był szefem tajnej organizacji, oczywiście działała ona przeciwko złu...Ja byłem zaraz po nim...Nie był on dla mnie tylko szefem, ale również przyjacielem i to najlepszym..Wasz ojciec był wojownikiem... - powiedział kiwając na Czułka.  - Umiał również czytać w myślach. - dodał zwracając się do Florka. Stwierdził, że musi wykorzystać te dary w dobry sposób noi tak też robił...Wkrótce dołączył do nas jeszcze jeden koleś...Z nim również bardzo się przyjaźniliśmy. Ten trzeci miał moc przenikania przez ściany, umiał również widzieć np co się dzieje w środku domu, mimo tego, że byliśmy na zewnątrz...Czyli po prostu widział i przenikał przez ściany. Pewnego dnia jak to zwykle wybraliśmy się na misję....Wtedy wasz ojciec poległ, jednak powiedział mi coś bardzo ważnego. - powiedział patrząc w podłogę. Bracia usiedli na łóżku słuchając uważnie.
- Mówił, że kocha was ponad życie,by zająć się jego żoną i by uchronić was przed tą organizacją i chociaż nie widział swojego syna na oczy to od razu wiedział jaki będzie...Wiedział, że na pewno będzie postępować dobrze i sprawiedliwie i mimo tego, że chciał was uchronić przed tą organizacją to wiedział, że pewnego dnia i tak uratujecie świat... - zakończył. Czułek i Florek spojrzeli na siebie i milczeli...Nie wiedzieli co powiedzieć...
- Nie zapomnieliście o czymś? - spytał ojczym próbując rozluźnić atmosferę...
- Cóż ja niestety nie dałem rady was ochronić....Wiem, że poległem...Alkohol mnie wciągnął.. - powiedział z smutkiem.
"Rozwiązać go?" w głowie Czułka pojawił się głos w Floriana. Czułek pokiwał twierdząco głową. Nadal oboje milczeli i myśleli nad tym co właśnie usłyszeli. Po chwili ojczym był już na wolności.
- I co mamy teraz zrobić? - spytał Dezy po długiej chwili ciszy.
- Sam lepiej zdecydujesz co będzie dla ciebie lepsze...Musze wam jeszcze powiedzieć coś o waszych mocach... - powiedział z widocznym zmieszaniem nie wiedząc od czego zacząć.
- Wasz ojciec miał moc wojownika po swoim ojcu zaś moc czytania w myślach odkrył sam... - zaczął urywając na chwilkę.
- Wy też macie po jednej mocy i nie wiem kiedy to może zdarzyć się nawet w tej sekundzie odkryjecie swoją drugą moc...Niestety musicie sami to zrobić...Sami to odkryć. - zakończył..
- Tylko jak? To może być cokolwiek... - zauważył Florek już trochę się w tym gubiąc.
- Kiedy nadejdzie czas sam się się dowiesz. - odparł ojczym i wyszedł z pokoju.
- Ja wiem, że ty jesteś na zawołanie jakiegoś kolesia, który przydziela ci jakieś zadanie i ogólnie jesteś ninją, ale potrzeba ci luzu... - powiedział Florek siadając koło brata i kładąc mu rękę na ramieniu. Masterczułek wplótł swoje ręce w włosy...Nie wiedział już co ma robić...Był jakiś zdezorientowany.
- Chyba masz rację. - przyznał Czułek po długim namyśle.
- Słuchaj jutro idziemy na miasto do wesołego miasteczka...Co ty na to? - spytał Florek. Dezy natychmiast pomyślał o Remku...Przecież on nadal tu jest i będzie przez jeszcze jeden dzień.
- Remka też zabierzemy. - odparł Skkf czytając mu w myślach.
- O ty głupku! Ładnie to tak cały czas czytać w myślach co?! - spytał Dezy w żartach i zaczął nawalać Floriana poduszką bez żadnej litości. Skkf nie mógł się utrzymać na nogach, bo zaczął się jeszcze głośno śmiać. W końcu upadł na podłogę, a Dezy stojąc nad nim zaczął go jeszcze mocniej nawalać.
- Koniec! - zarządził Florek wyrywając bratu poduszkę z rąk. Skkf zaczął się poodnosić, jednak potknął się i znów wylądował na podłodze...W końcu dostali obaj strasznej głupawki i zaczęli się śmiać. Po chwili Dezy też dołączył do brata i razem tak się chichrali leżąc na podłodze. Brzuch ich już strasznie bolał od tego, ale któryś z nich ciągle przypominał to zdarzenie, a wtedy znów zaczynali się śmiać.
- Ja.. - zaczął Czułek wycierając łzy śmiechu.
- Ja już nie mogę. - powiedział na jednym tchu...
- Zaraz zobaczymy! - odparł Skkf i zaczął go łaskotać w stopy.
- Nie!!! - krzyczał Czułek śmiejąc się. Kiedy udało mu się wstać zaczął uciekać do okna, otwierając je i wyskakując przez nie. Zanim Skkf zaczął wstawać Czułek był już na świeżym powietrzu i to na boso...Po chwili Florian również wyskoczył przez okno..
- Ej to chyba nie był dobry pomysł wyskakując przez to okno. - powiedział Florian kiedy po jego gołej stopie zaczęła chodzić mrówka.
- Nie marudź! - fuknął Czułek, złapał brata za ramię i wyszedł z nim na chodnik.
- Dawaj śpiewamy! - powiedział Czułek.
- Ale co? - spytał rozbawiony Florek.
- Jak to co? Pójdę booosoo!!! - odpowiedział śpiewając. Razem tak chodzili na bosaka po chodniku śpiewając "Pójdę boso". Co z tego, że ludzie na nich dziwnie patrzyli?
------------------------------------------------------------
Pisać komy!

niedziela, 9 sierpnia 2015

Rozdział 6 Jaki jest Dezy?

Ale szybko poszło!! Emma była bardzo zadowolona, że tak szybko go odnalazła. Ciekawe dlaczego jej szef tak przejął się jednym jakimś głupim ninją...No cóż nieważne. Przez te lata nauczyła się, że nie warto być ciekawym i znać wszystkie szczegóły...Nie wiedziała jak ma się zaprzyjaźnić z chłopakiem...Nie umiała być dla niego miła, jednak czuła, że jest jej bardzo bliski. W końcu dotarli do domu. Otworzyła drzwi i weszła do środka.
- No na co czekacie? Torby same się nie zaniosą! - powiedziała wrogo. Nie umiała być dla nich miła, a poza tym uwielbiała wkurzać ludzi, więc...Remek z Dezyderym szybko weszli do środka i położyli paczki na podłodze.
- To my już pójdziemy. - powiedział Dezy. Wiedział, że dziewczyna chce ich tylko wkurzyć.
- Nie! Znaczy no...Ech.... - powiedziała szybko. Chłopaki odwrócili się i stanęli.
- Zostańcie na herbatę! Tak właśnie herbatę...Hehe. - powiedziała. Dezy i Remek usiedli na kanapie, a ona poszła robić herbatę.
- Czemu myślisz, że nie mamy u niej szans? Może ją zmienimy, by nie była taka wredna! - Remek zawsze był chętny do pomagania innym. Uwielbiał wykonywać różne czynności i miał do wszystkiego duży zapał, Dezy podobnie, jednak czasami wolał odpuścić. Emma usłyszała słowa Remka.
- Nie zmienicie mnie...I nie. Nie macie u mnie szans. - powiedziała po cichu do siebie. Wkrótce przyniosła im herbatę. Musiała dowiedzieć się jak najwięcej o Czułku.
- No gdzie mieszkacie? - miała nadzieję, że Remek nie będzie za bardzo udzielał się w konwersacji, jednak bardzo się myliła.
- Mieszkam w Wodzisławiu Śląskim. - odpowiedział ciemnowłosy chłopak i zaczął opowiadać jej jak tam jest.
- No, a ty? - przerwała Remigiuszowi. Tak jak myślała Dezy szczegółowo podał gdzie mieszka, a przez to, że był bardzo otwarty zaczął również mówić o sytuacji w domu. Mimo tego, że dziewczyna miała go zabić, to zrobiło jej się trochę szkoda Dezyderego...Przecierpiał coś podobnego co ona... Nagle Dezy sobie coś przypomniał...Coś bardzo ważnego.
- Słuchajcie muszę już iść! Siema! - powiedział Dezy i zanim ktokolwiek zdążył ruszyć palcem wyszedł. No pięknie!! Jak on mógł!!! Jak Dezy mógł zostawić ją z tym durniem!!! Remek cały czas coś opowiadał, jednak ona go nie słuchała...Czasami przerywała mu i pytała się o Masterczułka...Jej cel jest tak blisko, a jednocześnie daleko. Emma miała ochotę zabić Reziego jednym ciosem, ale nie potrzebnie zrobiłaby zamieszanie...
- Jaki jest Dezy? - spytała.
- A ty znów o nim...Zakochałaś się?! Dezy i Emma...Fajnie brzmi, myślę, że idealnie byście się dopełniali...Ty taka wredna, a on taki miły! - mówił, a dziewczyna patrzyła na niego wzrokiem mordercy. Remek ignorując to mówił dalej.
- Powiedzmy, że ja jestem chwilowo Dezy, a ty jesteś...Ee sobą! - wymyślił Rezi. Robił to wszystko dla żartu.
- Ja Dezydery Skowron biorę Ciebie Emmę za żonę i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci. - powiedział nagle. Znał przysięgę na pamięć...To dlatego, bo jakieś 6 lat temu grał w przedstawieniu i musiał się nauczyć tej kwestii.
- Teraz twoja kolej. - powiedział ciemnowłosy widząc, że dziewczyna milczy. Nagle podniosła się z kanapy i stanęła na przeciw Remka. Pięści miała zaciśnięte bardzo mocno. Na twarzy zrobiła się lekko różowa. Popatrzyła mu prosto w oczy. Chłopak wystraszył się na widok spojrzenia mordercy.
- To tylko żart, a odpowiadając na twoje pytanie to Dezy jest pozytywnie walnięty, wesoły, miły, pomocny, trochę leniwy, ale jednak lubi uprawiać różne sporty....Umie bardzo szybko komuś zaufać...Z tym zaufaniem to trochę się o niego boję...Nie wszyscy są uczciwi.... - powiedział Rezi. Dziewczyna uśmiechnęła się groźnie.
- Rzeczywiście....Nie wszyscy są uczciwi. - powiedziała dziwnym tonem....
- Czemu robisz minę mordercy i zacierasz ręce? - spytał Remek z przerażeniem...
- A tak se. - odpowiedziała i szybko usiadła na kanapie.
- To ja już pójdę! - powiedział chłopak nerwowo idąc do drzwi.
- Nie. Zostań. - powiedziała normalnym już tonem. Musiała dowiedzieć się czegoś więcej o Czułku...O czymś o czym Czułek jej nie powie, ale jednak jego przyjaciel wie...
- Jakie sekrety ma Dezy? - spytała upijając łyk chłodnej herbaty.
- Nie mogę powiedzieć...- będzie trudniej niż myślała....
----------------------------------------
No to kolejny rozdział za nami. Pisać czy chcecie by jeszcze jacyś youtuberzy mieli super moce!

sobota, 1 sierpnia 2015

Rozdział 5 Niezła jest!

 Czytaj notkę pod spodem !
- Zawsze wiesz jak poprawić humor. - przyznał Dezy i zabrał się za jedzenie żelków.
- To czemu cię pobili? - spytał Remek zaciekawiony...Zazwyczaj Dezy był bardzo przeciwny do bójek. Nie lubił się z kimś sprzeczać no chyba, że w grze, albo na żarty.
- Nie ważne...Tak po prostu. - odpowiedział patrząc na okno.
- Co to znaczy tak po prostu? - spytał Remek. Wiedział, że czasami ktoś potrzebuję samotności i w ogóle, ale w końcu jego przyjaciela pobili! Może trzeba to zgłosić na policję, albo coś.
- No poszedłem do sklepu i chcieli ode mnie kasę...To im nie dałem, a oni mnie pobili...Na szczęście kiedy jakiś facet zaczął dzwonić na policję to oni uciekli...Potem straciłem przytomność. I puff!! Jetem tutaj. - skłamał Czułek.
- Czyli policja o tym wie? - spytał nie pewnie ciemnowłosy.
- Tak! - powiedział szybko Dezy. Remek wiedział, że coś jest nie tak...Że na pewno to nie wyglądało tak jak przedstawił Czułek. Dezydery wiedział, że Remi mu nie wierzy, ale co poradzić?
W tym czasie Emma nadal przygotowywała się do misji...W sumie mogła już iść, ale chciała zajrzeć jeszcze w jedno miejsce. Wyszła z swojego pomieszczenia i pokierowała się ogromnym korytarzem do windy. Zjechała nią na ostatnie piętro. To były lochy. Poszła bardzo dobrze znaną jej drogą. Zatrzymała się przy celi i podeszła do niej.
- Halo? - spytała niepewnie, a echo odbiło się od ścian.
- Emma? - spytał znajomy, kobiecy głos pełen radości. Do krat podbiegła czarnowłosa kobieta.
- Kochanie...Proszę nie rób tego dla mnie...Nie zabijaj już ludzi! - prosiła, jednak Emma wiedziała swoje.
- Mamo ja muszę! - mówiła dziewczyna mając łzy w oczach. Kobieta poddała się.
- Kogo tym razem musisz zabić? - spytała z płaczem.
- Jakiegoś ninję...Ma na imię chyba Dezy... - mówiła. Wcale nie chciała tego robić. Bała się, że nie podoła, że nie uda jej się go zabić.
- Kotku nie rób tego...Prosze! - błagała, jednak Emma tylko pożegnała się z nią i wyszła. Postanowiła już iść na tą misję.Wzięła torbę z mapą i pieniędzmi i wyszła. Szła przez miasto razem z tłumem. Czuła się dziwnie nie musząc maskować się, ani uciekać. Wreszcie mogła być zwykłą nastolatką, niestety tylko przez jakieś trzy tygodnie...Ostatniego tygodnia musi go zabić...Musi!! Nagle ujrzała jakiś hotel. Szybko weszła do środka i wynajęła mieszkanie na miesiąc. Następnie poszła na miasto kupić jakieś ciuchy oraz jedzenie.
- Po tym jak go walnęłam pewnie jest w szpitalu... - powiedziała do siebie i parsknęła. Spojrzała na zegarek...Była już 20 00!! Dziewczyna wzięła jeszcze jakiś jogurt z półki, zapłaciła i wyszła. Ledwo mogła to wszystko unieść. Miała strasznie dużo toreb.
- W razie czego proszę się zgłosić, a jak na razie wypisujemy pana. - zwrócił się lekarz do Dezyderego.  Była 19.30. Poszedł szybko do domu, przebrał się i razem z Remkiem poszli na kebaba.
- Ścigamy się? - spytał Remik, jednak Dezy nie odpowiadając zaczął biec.
- To nie fair!! - krzyknął chłopak i również zaczął biec. Kiedy Dezydery obejrzał się za siebie by zobaczyć gdzie jest Remek wpadł na kogoś.
- Debilu uważaj jak łazisz!! - krzyknęła pokrzywdzona dziewczyna. Spojrzała na chłopaka...Te oczy!! To ten którego musi zabić!!
- Sory! - powiedział Dezy i zaczął zbierać torby. Podał je dziewczynie.
- Dzięki. - podziękowała i zaczęła specjalnie powoli iść.
- Zaraz ! Zdradzisz mi swoje imię? - spytał. Emma uśmiechnęła się do siebie i odwróciła.
- Emma. - odpowiedziała krótko.
- Serio? Znam taką jedną Emmę. - powiedział przypominając sobie dziewczynę Floriana.
- To teraz znasz drugą. - powiedziała z uśmiechem. Nagle do Dezyderego dobiegł Remek.
- Stary ja już stałem przy kebabach, a ciebie nigdzie nie było, więc się wróciłem!! Co ty odwalasz? - spytał wkrzony.
- Pomogłem jej pozbierać torby. - tłumaczył wskazując na dziewczynę.
- Jestem Emma, a wasza dwójka idiotów to? - przedstawiła się jeszcze raz.
- Ja jestem Dezydery, a to Remigiusz. - przedstawił Dezy.
- Dasz się zaprosić na herbatkę? - spytał Remek z uśmiechem.
- Okey, ale torby do domu same się nie zaniosą. - powiedziała i podała chłopakom po dwóch torbach. Ruszyła na przód, jednak chłopaki zostali z tyłu.
- Niezła jest. - przyznał Remek.
- Ale wiesz o tym, że nie mamy u niej szans? - spytał Dezy.
- Idioci idziecie czy nie!? - krzyknęła dziewczyna. Chłopaki tylko się uśmiechnęli i poszli za dziewczyną, która ma wiele tajemnic...
----------------------------------------------------------
Tia wiem...Krótki i nudny rozdział...Cóż trudno!!! To tylko cisza przed burzą :D Mam do was pytanie: Cze chcielibyście, żeby jeszcze jacyś inni youtuberzy mieli niezwykłe umiejętności? Jeśli tak to napiszcie jakich jeszcze youtuberów chcecie w to wkręcić ;) Czekam na odpowiedź i komy!

sobota, 25 lipca 2015

Rozdział 4 Mam Slodyce!!

Emma(nie mylić z dziewczyną Skkf'a) wracała właśnie z misji, która raczej się udała...Szybko dotarła na miejsce... Była to ulica ciemna i zaniedbana, na której plątało się wiele ćpunów. Na szczęście Emma pokazała kto tu rządzi i raczej nikt jej nie zaczepiał, bo się jej bał...Zakręciła w lewo gdzie był ślepy zaułek. Odkryła właz od kanalizacji i weszła do środka...Bardzo dobrze znała wszystkie korytarze. Wkrótce doszła do metalowych drzwi...Były one zapleśniałe i zardzewiałe. Dziewczyna walnęła pięścią trzy razy w drzwi dzięki czemu otworzyły się one...Weszła do środka. Tu nie było tak jak na zewnątrz. Tu wszystko było nowoczesne...Wszyscy się kręcili chcąc spełnić wymagania swojego szefa. Dziewczyna zdjęła maskę...Różowe włosy wypadły kaskadami na plecy...Oczywiście to była peruka, lecz nikt o tym nie wiedział...Nikt już prawie nie pamiętał jak wyglądała kiedy tu trafiła. Dziewczyna ciągle myślała o tym by umrzeć...Codziennie zabijała jakiś ludzi, ale robiła to tylko dlatego by uratować swoją matkę...Gdyby nie spełniała życzeń swojego szefa jej mama by już nie żyła...robi to tylko dla niej...Weszła do serca tej bazy...Było to biuro szefa...
- Jestem. - powiedziała pusto i podała mu worek z pieniędzmi, które ukradła...Natychmiast przypomniał jej się ten chłopak o zielonych oczach...Czemu go nie zabiła tak jak innych ludzi? Spojrzała na szefa, na jego bezlitosne zielone oczy...W końcu nie wytrzymała.
- Mogę już iść? - spytała, a jej głos rozległ się echem po pomieszczeniu.
- Co ja ci mówiłem!? - spytał głośno...Emmę przeszedł dreszcz...Jeśli była na misji każdy jej ruch był obserwowany...Wszystko dla bezpieczeństwa...
- Czemu go nie zabiłaś? - spytał spokojnie, lecz groźnie...Dziewczyna milczała, bała się cokolwiek odpowiedzieć, ale też nie wiedziała co odpowiedzieć...Dlaczego go nie zabiła?!
- Czemu go nie zabiłaś!!? - wrzasnął podnosząc się z swojego krzesła...Może i Emma była dobrze wyszkolona, ale ten mężczyzna, chociaż w podeszłym wieku, znał jeszcze więcej ruchów od niej...Nie miała szans z nim. Emma spojrzała w podłogę. Czemu go nie zabiła?! Ti pytanie ciągle chodziło jej po głowie...Tylko, że nie umiała na nie odpowiedzieć...Bo co ? Bo popatrzyła w jego paczadła i dlatego go nie zabiła...?
- Jeśli wykonasz jedną misję dam ci szansę. - powiedział patrząc na nią z pogardą...
- Co to za zadanie? - spytała odrywając wzrok od podłogi.
- Masz odnaleźć tego chłopaka i go zabić...Przedstaw mi swój plan... - powiedział...
- A więc zdjęłabym ten kostium...Potem bym się z nim zaprzyjaźniła i przy pierwszej okazji go zabije.. - odpowiedziała bez emocji...
- Dobrze. Zaczniesz jutro. Daję ci miesiąc. Jeśli minie miesiąc, z ty mi nie udowodnisz, że go zabiłaś to twoja mama... - powiedział dziewczynie i wskazał ręką drzwi...Emma wyszła i pokierowała się do swojego pokoju. Wreszcie kamery nie będą jej obserwować...Trzeba się przygotować...Zdjęła szkła kontaktowe i perukę, zmyła makijaż i przebrała się. Spojrzała w lustro...Tak dawno nie widziała siebie...Kiedyś w oczach żywy niebieski, teraz jakby wyblakł...Usta już nie wykrzywiały się w uśmiechu...Tyle się zmieniło przez te lata...Od czasu kiedy tu przybyła wychowywano ją na dziewczynę bez uczuć, bez litości, ale czy to się im udało? Jeszcze jakaś część serca nie była pokryta kamieniem, być może jeszcze kiedyś poczuje miłość...
TYMCZASEM:
Już dwie godziny minęły od chwili kiedy Florek sobie poszedł...Dezy strasznie się nudził..Nagle zadzwonił do niego telefon...Wyciągnął rękę by po niego sięgnąć...W końcu za bardzo się wychylił i upadł na twardą podłogę, jednak szybko wstał co nie było dobrym pomysłem, bo wszystko zaczęło znowu boleć. Odebrał połączenie nie sprawdzając kto dzwoni.
- Halo. - zaczął rozmowę.
- Cześć Czułek!!Przygotuj się, bo robię ci niespodziankę i do ciebie przyjeżdżam!! Pójdziemy se na kebaba, pogramy w gry, pogadamy...! - powiedział podekscytowany głos w komórce. Czułek niestety musiał zniszczyć niespodziankę.
- Kurcze Remek nie mogę dzisiaj... - zaczął...
- Ale ja już jestem w drodze!! Oj nie wygłupiaj się! - powiedział nieco zawiedziony.
- Jestem w szpitalu, pobili mnie, być może wypiszą mnie około 20 00. - powiedział, jednak Remek nie dawał za wygraną.
- O kurczę!! No to przyjdę cię odwiedzić! Poza tym przyjechałem na dwa dni...Mamy czas. - powiedział i rozłączył się za nim Dezy zdążył cokolwiek powiedzieć. Rozejrzał się po pokoju...Wszędzie biało, aż razi w oczy... Postanowił wejść na youtube. Remek coś dodał! Włączył filmik i zaczął oglądać.
- Siema ludzie!! Robię teraz vlog w autobusie! Otóż jadę do Czułka!! Podobno jest w szpitalu...Cóż zobaczymy co u niego...Znaczy ja zobaczę...Wiecie nikt oprócz mnie i jeszcze kilku ludzi nie widziało Czułka bez maski, w końcu to ninja!! To taki krótki filmik, ale uwaga!! Piszemy w komach zdrowia dla Czułka by szybciej wyzdrowiał!! To siema!!
Dezy wszedł w komy:
Czułek jesteś ninja!!! Wyzdrowiejesz! :)
Masterczułku życzę ci zdrowia!!
O kurde ludzie po co piszecie do Czułka by był zdrowy!!?? W końcu to ninja poradzi sobie XD
Dezydery poczuł się lepiej...Nagle drzwi otworzyły się z hukiem i jakiś człowiek podbiegł do Czułka...Okazało się, że był to Rezi.
- Stary co jest!? Jak się czujesz? - spytał Remek...Czułek wyłączył telefon i podniósł się do pozycji siedzącej.
- Jest spoko tylko wiesz troche tu biało... - poskarżył się Dezy.
- Mam slodyce!! - powiedział ciemno włosy i zaczął wyjmować żelki, czekoladki i inne takie rzeczy...
---------------------------------------
Ha!!! Wyrobiłam sie XD Dzięki za wszystkie komy!!! Jak tam Wakacje?

piątek, 24 lipca 2015

Sen...

Rozdział pojawi się jutro, ale teraz muszę podzielić się z wami dwoma dziwnymi snami o Masterczułku...Nie no w sumie jeden był normalny...
Pierwszy Sen:
Chodzę po jakimś sklepie i stwierdzam, że byłby fajny na zrobienie impry...Ale takiej innej impry...Właściciel sklepu się zgodził, więc zaczynam wszystko ustawiać...Pomagają mi w tym koleżanki z mojej klasy, zaczynamy rozwieszać ulotki z tą imprą i stwierdziliśmy, że to będzie też coś takiego jak mam talent, że każdy może pokazać to co umie...Nagle dzwoni do mnie jakiś nieznany nr...Odbieram i okazuję się, że dzwoni Masterczułek i mówi, że wpadnie na tą imprę (WTF) Noi postanowiliśmy, że on wybierze te najlepsze talenty i, że rozda im jakieś tam koszulki...Wszyscy zaczęli przychodzić i impra się zaczęła...Masterczułek wybrał te talenty i nagle nie wiem jakim cudem...W tym sklepie pojawiła się scena i Dezy na nią wlazł, a i zapomniałam powiedzieć, że on cały czas był przebrany za ninję! I nagle z tej impry zrobiło się coś jak Meet up.. Dezy ogłosił, że będzie śpiewał różne swoje piosenki na zamówienie...Na początku było znowu mam bana potem Kopię diaxy i Trevor świrem jest...Po chwili ogłosił coś co wstrząsnęło wszystkich...
- Słuchajcie ludzie ta maska jest tak gorąca, że chyba czas ją zdjąć. Wiem, że połowa ludzi mnie znienawidzi za to, że zdjąłem maskę, ale ten strój mi trochę przeszkadza...Jednak zanim to zrobię, chciałbym podziękować mojemu bratu... - powiedział i wtedy zza kurtyny wyszedł Skkf.
- Remigiuszowi, Michałowi... - zza kurtyny wyszli Multi i Rezi.
- Oraz jeszcze wielu innym za wsparcie. - dodał, a zza kurtyny wyszło jeszcze sporo youtuberów..
- Dobra to ja pójdę to zdjąć, a yotuberzy zrobią żywe Q&A !! - ogłosił i poszedł gdzieś...Po paru minutach Masterczułek wrócił...Miał na głowie kwadratowe pudło.
- Gotowi!!? - krzyknął, a wszyscy zaczęli odliczać od dziesięciu. Kiedy doszli do zera Czułek zdjął pudło i wszyscy zaczęli piszczeć...Potem Masterczułek zaśpiewał refren nowej piosenki kot przemierzający wszechświat na plasterku bekonu...Na koniec robili sobie selfie z widzami i rozdawali im autografy i koniec....
----------------------------------
To był ten normalniejszy sen XD
Sen drugi:
Mój tata jest tajnym agentem i wyrusza na misję...Zabiera mnie ze sobą. Przyjechaliśmy do jakiegoś miasta..Tata idzie do sklepu, a ja co widzę?! Czułka widze!! Wychodzę z auta, a raczej wypadam z auta XD i biegnę do Czułka...Zrobiłam se z nim selfie, a ona nagle proponuje mi, żebym poszła do niego na obiad...Nagle dostaje SMS'a od taty, że misja będzie bardziej niebezpieczna niż myślał i muszę zostać w tym mieście co akurat fajnie się złożyło. Po drodze do domu dowiedziałam się o nim bardzo dużo rzeczy, ale on o mnie praktycznie nic nie wiedział, oprócz tego, że mam na imię Patrycja XD W domu Masterczułka czuję się całkiem swobodnie co jest najdziwniejsze, bo zazwyczaj w obcym domu boję się odezwać czy zrobić cokolwiek XD Dezy i ja zostajemy przyjaciółmi...Ciągle się tylko wygłupiamy i śmiejemy...Przy okazji poznałam Reziego, Multiego, Skkf'a, Mandzia i Stuu....Nagle przychodzi SMS, że mój tata umarł w misji...Postanowiłam dokończyć jego misję...Mówię, żeby Masterczułek ze mną nie szedł, jednak kiedy już docieram na miejsce zza drzew wychodzą: Czułek, Rezi, Multi, Skkf, Mandzio i Stuu(LOL) Ja zginęłam, jednak potem stałam się duchem i spotkałam tatę...Razem z nim obserwowaliśmy walkę pomiędzy złem, a youtuberami...Youtube wygrał!! To było dziwne, ponieważ potem do mojego grobu ciągle przychodzili ci youtuberzy i zostawiali śmieszne rzeczy...Np: Fan Art, koszulkę, starą kamerę i ogólnie takie dziwne rzeczy...Ci wszyscy youtuberzy postanowili nagrać filmik przy moim grobie i wtedy oni mnie zobaczyli jako duch i tak se żyli ze mną...Czyli duchem...
-----------------------------------------
Mega porąbany sen!! Wiem, że pewnie na te sny znajdzie się wiele hejterów, ale nie wincie mnie tylko moją psychikę, która jest zryta!!!

piątek, 17 lipca 2015

Rozdział 3 Jestem Genialny!!

Po chwili był już w domu. Ściągnął z siebie koszulkę i położył się na łóżku...
- Muszę wymyślić coś żeby szybciej się przebierać podczas akcji...- powiedział do siebie...Zakładanie w kółko tego stroju robiło się męczące...Nagle znów przyszedł SMS...Ktoś obrabowuje bank...
- Okey...Czas na ninja!!! - powiedział do siebie, założył koszulkę i wyskoczył przez okno...Droga minęła dość szybciej...Zobaczył furgonetkę, w którą jakaś kobieta pakowała worki...Pewnie były w środku pieniądze z banku...Zobaczył, że jej oczy są inne. Musiała mieć szkła kontaktowe, poza tym była bardzo mocno umalowana(chodzi tylko o oczy). Włosy miała schowane w maskę, podobną do maski Czułka...Ogólnie cała ubrana była na czarno. W końcu ruszył do niej. Stanął za nią.
- Okradasz bank? Po co? - spytał, jednak ona zrobiła tylko salto w tył, przez co Dezy dostał w głowę. Upadł na twardą ulicę. "Powinienem być ostrożniejszy" - pomyślał. Nagle dziewczyna wyjęła miecz. Zamachnęła się na niego, jednak on zdążył przeturlać się nieco dalej i uniknąć ciosu. Szybko podniósł się i zaszedł ją od tyłu. Już miał zaatakować, ale ona nagle się odsunęła. Po raz pierwszy miał do czynienia z bardzo wyćwiczoną osobą. Dziewczyna nawet nie wiadomo kiedy powaliła go na ziemię. Teraz Dezy nie miał gdzie uciec. Dziewczyna przesunęła mieczem po jego szyi. Po chwili widać było strużkę krwi. Masterczułek nie wiedział co zrobić. Bał się poruszyć czy cokolwiek zrobić. Dziewczyna zamachnęła się i już miała zadać ostateczny cios, jednak spojrzała w jego oczy...Były takie zielone i hipnotyzujące... Widać było strach, jednak były takie ciepłe...Pełne czułości. Ona natomiast miała oczy miała bezlitosne, a może nie do końca... Przecież zabiła już tylu ludzi..Czemu jego nie mogła?
- Na co czekasz! Zabij mnie!! Jeśli da ci to satysfakcję to zabij!! - krzyknął Dezy...Miał dość tego czekania...Serce dziewczyny słysząc to zaczęło krzyczeć. W końcu nie wytrzymała...Zabrała miecz i odjechała...Słowa chłopaka trafiły do niej bardzo dobrze...Jeśli da ci to satysfakcję to zabij! Czy zabijanie bezradnych ludzi daje jej satysfakcję? Nie wiedziała. Dobra wróćmy do ninjy! Dezy leżał nadal na chodniku oszołomiony...Całe życie przeleciało mu przed oczami...Dopiero teraz uświadomił sobie z czym wiążę się bycie bohaterem...Czemu akurat on nim był? Powoli zaczął wstawać...Czuł wszystkie siniaki, skaleczenie na szyi strasznie piekło i w dodatku strasznie bolała go głowa od tego kopniaka. Nagle poczuł coś ciepłego na dolnej wardze. Dotknął jej dłonią i zobaczył krew. Po chwili coś go zatkało i zaczął się dusić krwią. Przeszedł jakieś dwa kroki kurczowo trzymając się za brzuch gdzie miał ogromnego siniaka. Nie wytrzymał...Miał mroczki przed oczami i w końcu upadł na ziemię. Nie czuł już bólu gdy spotkał się z ziemię. Nagle usłyszał głos karetki. Zaczął zastanawiać się kto po nią zadzwonił, a potem zapadła gęsta i cicha ciemność. Obudził się w jasnym pokoju. Czuł ból...Był poobijany. Po jego lewej stronie przy łóżku stała kroplówka, a dalej stolik na kółkach z strzykawkami, proszkami i syropami. Na ten widok wzdrygnął się. Nagle drzwi się otworzyły i do pokoju wszedł lekarz. Kiedy tylko zobaczył, że Dezy nie śpi mocno się zdziwił.
- Już wstałeś?! Myślałem, że poleżysz tak jeszcze z dzień! - mówił szybko. Zaraz po tych słowach do pokoju wbiegł Florek, a za nim jego dziewczyna. Florek podbiegł do brata.
- O kurde!! Martwiłem się! Nic ci nie jest? Co się stało? - zaczął obsypywać go pytaniami.
- Florek... Uspokój się. Dezy na pewno wszystko ci wyjaśni, ale może daj mu najpierw dojść do słowa. - powiedziała Emi uspokajając swojego chłopaka.
- Masz rację...Więc opowiadaj bracie. - powiedział Florian i zamknął się na dłuższą chwilę.
- Po prostu mnie pobili...Ty wezwałeś karetkę? - spytał po chwili...Jeśli widział go w stroju ninjy to koniec!
- Nie...Zrobił to jakiś facet. Czeka w poczekalni...Jak chcesz to mogę wyjść i go zawołać na chwilę. - odpowiedział Florian.
- Tak...Zawołaj go. - powiedział Czułek zastanawiając się kim jest ten facet. Florek i Emi wyszli, a po chwili mężczyzna w czarnym garniturze wszedł.
- Dzień dobry Dezydery. - powiedział poważnie, jednak jego głos był przyjazny i sympatyczny.
- Skąd zna pan moje imię? - zdziwił się Dezy...
- Wiem nawet gdzie mieszkasz....Wiesz jakoś musiałem wysłać ci to pudełko parę lat temu... Twój numer telefonu również mam...Wiesz inaczej SMS-ów się nie wyśle. - powiedział z uśmiechem.
- To pan!! To pan dał mi ten strój i te SMS to wszystko pan zrobił!! - ucieszył się Czułek...Wreszcie mógł zobaczyć kto dał mu tę pracę. Kiedy przypomniał sobie o dzisiejszym zdarzeniu mina mu zrzedła.
- Przepraszam pana...Dzisiaj pana zawiodłem. - powiedział ze wstydem Dezy.
- Wcale nie! Masz niezwykłe umiejętności! Posiadasz umiejętność oceny sytuacji, umiesz chodzić po dachach...Bardzo szybko się wspinasz i ogólnie masz sporą kondycję. Umiesz salto w tył, w przód też!! Wszystko to masz rozwinięte bardzo dobrze...Jedynie atak trzeba dopracować, ale to moja wina, zamiast wziąć cię od razu do agencji i szkolić to pomyślałem byś sam się tego nauczył...A skąd byś się miał tego nauczyć?! Nie miałeś żadnego wzoru. - powiedział. Masterczułek zamilkł.
- Tylko pamiętaj...Nikomu nie możesz powiedzieć kim jesteś. - powiedział ostrzegająco.
- Nawet bratu? - spytał, a facet się zaśmiał. Dezy nie rozumiał jego poczucia humoru.
- Twój brat dawno już o tym wie. - powiedział, a Czułek strasznie się zdziwił...Skąd Skkf o tym wie?
- Ale skąd?! - spytał szybko Czułek.
- Wiesz...Nie tylko ty masz umiejętności...Twój brat umie czytać w myślach i z tego co wiem to nieźle wyćwiczył tą umiejętność...Planujemy wziąć go do agencji...Przydałby nam się...Poza tym każdy super bohater ma swojego pomocnika...Pomagałby ci! Wyćwiczylibyśmy go! - mówił facet...Czułek nie był do tego przekonany ani troche...Dobra to, że jego brat czyta w myślach to nie zdziwiło go za bardzo, ale ma działać razem z nim o nie!! Na dzisiejszej misji Dezy prawie zginął!
- Co?! Nie zgadzam się! - zaprzeczył Dezydery.
- Ale jak to? Coś pomiędzy wami się stało, że tak się nie lubicie? - jego szef nie zrozumiał o co chodzi Dezyderemu.
- Nie, bardzo się lubimy, ale wystarczy, że ja jestem w to wplątany...Mój brat wreszcie ułożył sobie życie! Ma swój dom, a teraz nawet dziewczynę!! Myślę, że jest szczęśliwy. - powiedział Dezy stanowczo...Nie chciał psuć bratu życia.
- Oj Dezy i tak kiedyś padnie takie pytanie czy chce do nas dołączyć. Poza tym twój ojciec też miał was i zginął, ale wybrał to, gdyż chciał pomagać ludziom! - powiedział facet.
- Co wiesz o moim ojcu!!! - spytał Dezy podnosząc się szybko z łóżka, nie zwracał uwagi na ból. Podszedł do mężczyzny.
- Co wiesz o moim ojcu? - spytał spokojniej Dezy. Jego ojciec zginął przecież przez wypadek...Znaczy chyba...Sam tego nie widział, był jeszcze w brzuchu mamy... Wszyscy mówili, że zginął w pożarze. Sąsiadom zapalił się dom i wszyscy musieli im pomagać...Okazało się, że w środku została jedna osoba...Ojciec Czułka wszedł do środka i wyprowadził osobę, jednak wszedł jeszcze raz by upewnić się, że nikogo tam nie było...Wtedy zawalił się na niego sufit...Straż pożarna przyjechała nieco za późno i nie zdążyła go uratować... To było szczęście w nieszczęściu, ponieważ dwa dni później urodził się Dezy... Florianowi też tak mówiono.
- Praktycznie to nic. - skłamał mężczyzna...Zdziwił się, że jeszcze nikt mu nie powiedział kim tak na prawdę był jego tata.
- Ty coś wiesz! Powiedz. I tak się dowiem. - powiedział Dezy...
- Ja nic nie wiem. - kłamał mężczyzna.
- Muszę już iść. - powiedział nagle i wyszedł zostawiając Czułka samego...Dezydery położył się na łóżku...Co jest z jego ojcem?? Zaraz!!! To wszystko się  łączy!! "Ja jestem piorunomen"! "Opowiedzieć wam historię o dwóch chłopcach....Jeden z nich nazywał się Dezy i był wojownikiem, a drugi nazywał się Florian i czytał w myślach..." Jego ojczym!!! On musiał coś wiedzieć!! Musiał! Nie powiedziałby bez powodu, że Florian czyta w myślach, a Dezy jest wojownikiem!! To ma sens!! Ojczym musiał znać ich prawdziwego ojca! To jego trzeba się pytać!! On wie więcej niż się wydaje!!
- Jestem genialny. - powiedział cicho Dezy...
-----------------------------------------------------------------
Koniec 3 rozdziału!! Proszę o komy!! Pewnie ten rozdział jest bardzo chaotyczny, ale dużo wnosi do opowiadania :D

sobota, 11 lipca 2015

Rozdział 2 Nie jesteś zły..Tylko twoje problemy cię przerastają...

Dezy posprzątał kawałki szkła i wszedł na komputer, by zmontować odcinek. Kiedy już to zrobił postanowił iść spać. Wstał dosyć wcześnie.
- Kurde mam wolne od szkoły to oczywiście nie mogę pospać! - miał wolne, ponieważ jego klasa wyjechała na tydzień na wycieczkę szkolną....No prócz niego. Wszedł na kompa i zaczął czytać komy pod swoimi filmikami. Uśmiechnął się do siebie...Kiedy ktoś pisze miłe rzeczy o twoich materiałach lub o tobie to tak cieplutko w serduszku... W końcu znudziło mu się to i zaczął myśleć...W sumie mógłby znokautować swojego ojczyma jednym ruchem...W końcu jest ninją....Tylko, że on jest bardzo dobrym ninją... Postanowił, że będzie używał przemocy tylko w ważnych sprawach. A czy to jest ważna sprawa? Chyba nie... Poza tym przecież ten człowiek był kiedyś dobry...tylko zszedł na złą stronę. Dezy pamiętał kiedy to w wieku sześciu lat bawił się z nim klockami...
- Zróbmy taką wieżę!!! Ja to umiem taką do gwiazd budować! - mówił zielonooki chłopiec o błyszczących, zielonych oczkach.
- Taa jasne jeżeli to tylko do połowy twojego wzrostu hehe! - zaśmiał się jego brat.
- A wiesz co? Zróbmy taką wieżę...Tylko musisz mi pokazać jak to się robi... - powiedział ojczym.
- Dobra! Najpierw musisz zacząć od dołu... - mówił podekscytowany Dezuś.
- Serio?! Na serio trzeba zbudować od dołu? - zaśmiał się jego brat...Taak uwielbiali sobie dokuczać i się spierać, jednak kiedy jeden z nich był krzywdzony to drugi bronił swojego brata.
- No tak! - powiedział Dezy nie wyczuwając sarkazmu.
- No dobra budujemy? Florian czy zechciałbyś nam pomóc? - zaproponował ojczym. Chłopak udając, że nie chce im pomagać usiadł.
Dezydery zaśmiał się na to wspomnienie. Nagle przypomniała mu się pewna burzowa noc.
Booom!! Błyskawica przedarła niebo. Nagle w domu zgasło światło. Po ciemku zielonooki przedostał się do łóżka Floriana. Usiadł na miękkiej pościeli.
- Florek śpisz? - spytał Dezy.
- Nie. - odpowiedział jego brat. Nagle zapalił latarkę i okazało się, że Florek siedzi w rogu łóżka. Dezydery szybko się do niego przysunął.
- A jeśli piorun w nas walnie? - spytał Dezy.
- Ej no żaden piorun w nas nie walnie! - odpowiedział szybko Florian.
- Skąd wiesz!? - spytał sześciolatek. Nagle do pokoju wbiegł ich ojczym...Miał na szyi zawiązane prześcieradło co wyglądało jakby był bohaterem.
- Ponieważ ja jestem Piorunomen i was uratuję!! Opowiedzieć wam historię o dwóch chłopcach, którzy uratowali świat? - spytał. Chłopcy się zaśmiali.
- Tak opowiedz! - krzyknął Dezy.
- A więc jeden z nich nazywał się Dezy i był wojownikiem, a drugi nazywał się Florian i posiadał moc czytania w myślach....
Chłopak zaśmiał się...
- Kurczę serio jest taki Dezy co jest wojownikiem! - powiedział do siebie leżąc na łóżku. Szkoda, że nie mógł powiedzieć nawet swojemu bratu czym się zajmuję...W końcu nastała 12 00. Czułek wyszedł z pokoju i wyjął mleko z lodówki, po czym wsypał do niego płatki...Kiedy zjadł śniadanie umył się pod prysznicem i zaczął się szykować do spotkania z Florkiem. Oczywiście jak zwykle wylazł oknem i poszedł w stronę parku. Florek już tam był.  Dezy zrobił niedźwiadka z bratem, po czym zaczęli rozmawiać.
- Cześć! - przywitał się Czułek.
- Hejo! - odpowiedział Florian. Obok niego stała średniego wzrostu, brązowowłosa dziewczyna.
 - A ty ślicznotko to kto? - spytał uśmiechnięty Dezy.
- Emma Nowakowska, a ty to Dezydery Skowron. - powiedziała i podała rękę Dezyderemu. Była niezwykle sympatyczna i na pewno była dobrą osobą.
- Tak. Bardzo mi miło. - odpowiedział zielonooki z uśmiechem.
- Słuchaj Dezy.... - zaczął Florek.
- Skończyłem z drzewami!! Emi to moja dziewczyna! - powiedział na jednym oddechu. Dezy był bardzo zaskoczony, a także dumny z brata.
- Przyznaję jestem zaskoczony...O kurdę nie no gratuluję ci!! Jestem z ciebie dumny!! - wyznał Dezydery. Czuł w środku, że Emi to na prawdę dziewczyna dla Florka...Robi bardzo dobre wrażenie, a poza tym ninja bardzo znał się na ludziach.
- Dzięki...Wiesz z Emi jestem jakiś miesiąc...Chciałem ci to powiedzieć wcześniej, ale nie był okazji. - przyznał.
- Spoko. - odpowiedział Dezy...Nagle do jego komórki przyszedł SMS. Otworzył go.
"Na ulicy ***** jakiś chłopak żąda 10000 zł. Jeśli ten drugi mu ich nie da to on zabije dziewczynę".
Wiadomość była krótka.
- Kurczę muszę już iść. - powiedział zmieszany. Popatrzył na Emi.
- Oki...Pewnie jeszcze zdążymy się poznać. - uśmiechnęła się. Spojrzał na Floriana. Florek patrzył na niego tak jakby o wszystkim wiedział. Przez chwilę Dezydery bał się myśleć o misji...Ale potem stwierdził, że to niedorzeczne...Skkf nie umie czytać w myślach! Wszedł za budynek i zmienił tylko podkoszulek i założył bluzę z krawacikiem. W czasie skakania po dachach założył słuchawki i włączył komórkę...Nie ma to jak dobra muza. Był na miejscu. Dwóch facetów...Jeden w kominiarce z nożem przy szyi brązowowłosej dziewczyny...Drugi facet prosił o zostawienie dziewczyny...Nie miał tylu pieniędzy, by ją uratować. 
- No cześć! - powiedział Czułek zeskakując z dachu.
- Nie podchodź, albo ją zabiję!! - krzyknął facet.
- Spokojnie! Ej słuchaj po co ją zabijać? To tylko kasa...Na co ci potrzebna? Ludzie z sercem nie robią czegoś takiego bez powodu... - powiedział i strzelił w dziesiątkę! To był jego słaby punkt.
- Nic nie rozumiesz!! Nie wiesz jak to jest mieszkać w domu z chorą żoną, która jest w ciąży...Słuchaj...Ja nie chcę stracić ani jej ani dziecka, ale muszę dużo za to zapłacić!! Ja wcale nie chcę zabijać tej dziewczyny i nie zrobię tego jeśli ten idiota da mi te cholerne pieniądze!! - wydarł się. Jego ofiara miała strach w oczach, jej oczy wręcz błagały by ją uwolnić.
- Co myślisz, że skoro jesteś super bohaterem to morderców trzeba zamknąć? Zabić?! - mówił mężczyzna. 
- Nie jestem super bohaterem...Jestem zwykłym człowiekiem, który chce pomóc...Nawet tym najgorszym. - powiedział Czułek, po czym zdjął kaptur i maskę, obciągając ją n szyję.
- Widzisz? Zwykły nastolatek trochę wiedzący co to jest życie. Sam wiele przeżyłem... Matka każdego dnia coraz bardziej cierpi...Ojciec nie żyje....A ojczym coraz więcej pije...Rozumiem cię jestem z tobą...Pomogę ci tylko odłóż nóż. - mówił Dezy powoli podchodząc do mężczyzny. Kiedy był na wyciągnięcie ręki od niego powoli wyciągnął dłoń i wziął nóż. Dziewczyna szybko uciekła do drugiego faceta.
- I co? Teraz pewnie wsadzisz mnie do paki! - powiedział z złością, ale też smutkiem w oczach.
- Nie. Po co? Nie jesteś zły...Masz tylko trochę problemów, które cię przerosły. - powiedział Dezydery.
- Słuchaj zaprowadź mnie do swojego domu... - powiedział Czułek...Bardzo chciał mu pomóc, ale musiał się upewnić, że to co mówi to prawda. Marek...Bo tak miał na imię ten facet posłusznie zaprowadził go do siebie...Marek wiedział, że Dezydery jest zwykłym nastolatkiem, który pragnie zmienić świat. Wpuścił go do środka...W głównym pokoju, czyli salonie leżała widocznie schorowana kobieta...
- Oki...Jutro postaram się coś dla ciebie zrobić...Ale obiecaj mi, że nigdy, ale to nigdy nie zdradzisz jak wyglądam bez maski okey!? - spytał Dezydery zakładając maskę i kaptur.
- Oczywiście, ale ja nie pamiętam...Jak ty wyglądałeś bez maski? Nie mam pojęcia? Ty w ogóle masz twarz? - zaczął żartować.
- Dzięki. - powiedział Czułek i wyszedł z domu...Spisał adres po czym wysłał pierwszego SMS swojemu szefowi, którego zresztą nigdy na oczy nie widział. Po paru minutach przyszedł kolejny SMS:
" Okey..Jutro wyślemy mu pieniądze...Brawo Ninjo jak na razie dobrze sobie radzisz :D"
Czułkowi zrobiło się cieplutko....Fajnie wiedzieć, że jego szef tak uważa :D
-------------------------------------------------
Kolejny rozdział za nami...I muszę wam podziękować za komentarze :D Na początku rozdziału napisałam, że fajnie kiedy komuś podoba się twoja praca...Tak cieplej w serduszku :) Mi też jest bardzo cieplutko w sercu dlatego jeszcze raz bardzo dziękuję !!

wtorek, 7 lipca 2015

Rozdział 1 Nie chcę!!

2 lata później:
Do pokoju Dezyderego zaglądały pierwsze promienie słońca. Chłopak zaczął się powoli budzić.
(Jak śpi to wygląda jak Skkf <3)
Otworzył oczy i usiadł, po czym nastąpił duuuży ziew.
- Zapowiada się słoneczny dzień. - powiedział do siebie patrząc na okno...Nagle do pokoju wszedł jego ojczym. Dezy zerwał się szybko na nogi.
- Cześć synu. - powiedział do Czułka ledwo zachowując równowagę.
- Hej... - odpowiedział niepewnie Dezy.
- No co boisz się mnie? Masz... - powiedział i wyciągnął zza pleców butelkę piwa.
- Nie, dzięki ja nie piję. - odpowiedział chłopak odsuwając od siebie butelkę.
- To co ty? Chłop czy baba? - spytał stojąc na chwiejących się nogach.
- Baba. - odpowiedział szybko Czułek...Już wolał być babą niż zniżać się do poziomu pijaków...
- Synek nie denerwuj mnie! Masz to wypić...Stawiam ci tu...Wrócę za godzinę. - powiedział, postawił butelkę na komodzie i wyszedł.
- Oj Florian ratuj! - powiedział cicho... Florian wyprowadził się jakieś dwa lata temu kiedy skończył pełnoletność...Obiecał Dezyderemu, że jak tylko ten też ukończy osiemnaście lat przeprowadzi się do niego...Dezy podszedł do pełnej butelki i otworzył ją. Podszedł do okna i wylał na trawnik całą zawartość.
- Super...Będę miał pijany trawnik. - mruknął do siebie i odstawił pustą butelkę na komodę. Po chwili przyszedł do niego SMS:
"Dziewczyna chce skoczyć z budynku...Jest policja, ale niezbyt dobrze sobie radzą..Oto adres: *******"
- To niedaleko. - przyznał i szybko włożył swój strój. Założył trampki i był gotowy...Kiedyś działał w japonkach, ale niestety się popsuły [*], a inne nie spełniały jego wymagań. Wyszedł przez okno jak to miał w zwyczaju...Wiedział, że trzeba działać szybko. Wszedł na dach...Budynki były poustawiane blisko siebie co ułatwiało mu zadanie. Skakał z dachu na dach. W końcu dotarł na miejsce. Na dachu wieżowca stała dziewczyna, która była już na krawędzi...Policja ustawiała trampolinę, by przeżyła na co Czułek wywrócił teatralnie oczami. Wyjął z pasa swój pistolet z liną i wystrzelił linę na dach..Na końcu miała haczyk, dzięki czemu zaczepiła się o krawędź. Dezy sprawdził czy lina jest dobrze zaczepiona i zaczął się wspinać zaskakująco szybko. Już był na dachu. Dziewczyna coraz bardziej miała chęć do skoczenia.
- Ej...Skakaniem z wysokości nic nie zdziałasz. - powiedział Dezy zbliżając się do dziewczyny.
- Nie podchodź! Bo skoczę! - zaszantażowała dziewczyna nie odwracając się nawet do niego..Cała drżała.
- Słuchaj, a rodzina? Przyjaciele? - spytał jej. W oczach dziewczyny pojawiły się łzy.
- Nie mam nikogo! Wszyscy zginęli w wypadku samochodowym! Dalsza rodzina jest za granicą! A przyjaciele? Jeśli ludzie, którzy śmieją się z ciebie, przezywają, upokarzają to są przyjaciele to mam ich bardzo wielu...Widzisz?! Nie mam dla kogo żyć! Nikt mnie nie potrzebuje ! - powiedziała płacząc.
- No dobra, ale jeśli nie chcesz żyć dla siebie to żyj dla mnie! Praca super bohatera nie jest łatwa! Wiesz ilu ludzi mam na sumieniu, bo nie zdążyłem, bo za późno zareagowałem!? Każda uratowana osoba to mój sukces! - powiedział stanowczo jednak spokojnie. Dziewczyna cały czas stała do niego tyłem. Podszedł cicho...Serce biło mu bardzo szybko...Bał się zrobić cokolwiek szybkiego...Co jeśli ona skoczy? Kiedy był bardzo blisko celu, złapał ją za ramiona i zaczął się z nią cofać do tyłu. Ona odwróciła się nagle i przytuliła ninję.
- Dziękuję, ale przyjaciele nadal nie dadzą mi spokoju. - powiedziała.
- Słuchaj pokaż im, że nie interesuje cię to...Oni cię prowokują! Robią to specjalnie...Pokaż im, że się tym nie przejmujesz...Potem spróbuj się z kimś zaprzyjaźnić i po prostu pokaż jaka jesteś na prawdę. - powiedział masterczułek uśmiechając się.
- Dziękuję. - powiedziała szczerze.
- Chodźmy na dół. - zaproponował i zaprowadził dziewczynę na dół. Wrócił do domu przez okno i przebrał się w normalne ciuchy. Zaczął SMS-ować z bratem.
Florek: Jak tam?
Dezy: Jakoś leci, ale ojczym zmusza mnie do picia tego ochydztwa. 
Florek: Wytrzymaj...Jeszcze tylko rok :)
Dezy: Raczej AŻ ROK !! :(
Florek: Dobrze wiesz, że dopóki nie masz osiemnastu lat musiałbym pójść z tym na policję i w ogóle...A poza tym wątpię, żeby potem sąd przykazał mi opiekę nad tobą.
Dezy: Wiem...Jesteś jeszcze za mały, żeby mnie pilnować.
Florek: Raczej ty jesteś za mały na to by samemu się sobą zająć :D Słuchaj jutro wpadnę do twojego miasta...Muszę ci powiedzieć o czymś ważnym...Spotkajmy się w parku o 14 00.
Dezy: Oki to do jutra braciszku :P
Florek: Do jutra :P :P
Kiedy Dezy odłożył telefon do jego pokoju znów przyszedł ojczym
- O widzę, że wypiłeś! Masz drugą. - powiedział.
- Nie chcę! - krzyknął zdenerwowany Dezy zdając sobie sprawę, że to był błąd.
- Masz! - podniósł głos.
- Nie!! - Dezy już nie wytrzymał.
- Masz!!! - krzyknął mężczyzna i rzucił o ścianę butelką z piwem tuż obok Dezyderego. Szkło rozprysłao się trafiając odłamkami szkła w Czułka... Ojczym trzasnął drzwiami zamykając je na klucz.
- No dzięki. - powiedział z sarkazmem Dezy. Miał draśnięcie na policzku...Jednak z ręką gorzej. Jeden wielki odłamek szkła wbił mu się w skórę.
- Ałć... - syknął kiedy zaczął wyjmować odłamek szkła z ręki. Na szczęście zrobił to jednym szybkim ruchem co tak bardzo nie bolało. Krew zaczęła się sączyć z ręki. Podszedł szybko do szafki wyjmując jako taką apteczkę. Przemył ranę i założył bandaż. Większych obrażeń nie dostał...
--------------------------------
Koniec pierwszego rozdziału!!! Trochę długo to trwało, ale coś tam wymyśliłam i jest spoko :D Jeśli czytasz to komentuj!

poniedziałek, 6 lipca 2015

Przywitanie + prolog

Cześć, będę prowadzić opowiadanie o Masterczułku (Dezyderym)...Co by jeszcze powiedzieć? Rozdziały nie mają określonej pory dodawania...To chyba tyle, więc zaczynamy !!!
PROLOG
- Cześć! - krzyknęła czternastoletnia dziewczyna wchodząc do domu i rzucając plecak na kanapę. Nikt jej nie odpowiedział. Weszła do kuchni i tam ujrzała uśmiechniętą, czarnowłosą kobietę.
- Cześć mamo. - powiedziała przytulając się do kobiety.
- Hej. Jak tam w szkole? - spytała matka...
- Dobrze dostałam czwórkę z matmy! - pochwaliła się czarnowłosa. Kobieta uśmiechnęła się. Ich dom był dosyć skromny i mały, ale wystarczał dla nich...W końcu tylko dwie osoby tu mieszkają.
- Cieszę się Emmo. - powiedziała wesoło mama. Czternastolatka pobiegła szybko do swojego pokoju. Usiadła przy biurku i odpaliła komputer...Włączyła muzykę i zaczęła odrabiać lekcje. Nagle przyszedł dziwny SMS:
"Emmo pod twoim łóżkiem jest pudło. Wyjmij je."
Dziewczyna trochę zdziwiona zajrzała pod łóżko...Rzeczywiście było tam pudło. Wyciągnęła je i otworzyła. Był tam jakiś dziwny strój...Tak jakby jakiejś wojowniczki oraz list.
"Kiedy zrozumiesz zadzwoń pod ten nr. *********"
Niebieskooka Emma bardzo się tym zdziwiła, ale to zignorowała i nie zadzwoniła pod adres...Nie próbowała nawet tego zrozumieć...Pewnego dnia Emma i jej mama znikły bez śladu. Nikt nie wie co się stało...Dlatego stwierdzono, że już nie żyją.
W tym czasie:
Kolejny nudny dzień....Stwierdził zielonooki piętnastolatek wracając z kolegami do domu...Po chwili koledzy odłączyli się  skręcając do swoich domów, więc Dezy został sam. Dzisiaj czuł się wyjątkowo do d*py...Jego brata właśnie pobito, a on nie mógł nic zrobić skąd o tym wiedział? Szkoła Floriana była bardzo blisko szkoły Dezyderego...Wieści szybko się rozchodzą. Poza tym czuł, że jest całkowicie nikomu nie potrzebny...Matka cóż jest bardzo zapracowana, a ojczym? No  zazwyczaj chodzi po nochach na imprezy...Uwierzcie...Nie wraca w dobrym stanie. Wreszcie wrócił do domu...Florek już tam był...Zwolniono go z lekcji. Dezy podszedł do brata.
- Jak się czujesz? - spytał smutno zielonooki.
- Bywało lepiej, ale nie ma co narzekać. - powiedział z trudem...Miał rozciętą wargę, podbite oko i kilka siniaków na ręce.
- Co jest? Jakoś smutno wyglądasz... - spytał Florian chociaż i tak wiedział, że Dezy mu tego nie powie...Cóż...Tak jak myślał tak się stało.
- Nic. - odpowiedział i poszedł do swojego pokoju. Zaczął rozwiązywać zadanie domowe z matmy, lecz nie mógł się skupić...Co chwilę coś odwracało jego uwagę. Po chwili zaczął patrzeć na niebieską ścianę.
- Ta ściana jest stanowczo za niebieska. - powiedział do siebie i się zaśmiał. Wrócił do zadania i znów to samo... Przez okno było widać przelatującego ptaszka, a to szczekanie psa, a to kosiarka, a to jego brat nagle wszedł do pokoju.
- AAAAAA!!! - wkurzył się Dezy rzucając ołówek na środek pokoju.
- Spokojnie chciałem się dowiedzieć czemu jesteś taki smutny... - powiedział Florian.
- Kanapki. - odpowiedział bez zastanowienia się Dezy.
- Ty rzeczywiście masz coś z głową. - zaśmiał się Florek i podszedł do brata.
- Nie wiem co się dzieje! Dosłownie słyszę wszystkie odgłosy...Wszystko mnie rozprasza! Mam tego dość!! - wyznał zielonooki trzymając głowę na rękach opartych o biurko.
- Co to? Zadanie z matmy? - spytał Florek. Dezy potwierdził. Florian postanowił mu pomóc i razem odrobili zadanie.
- Dobra to ja idę do siebie. - powiedział Florek i wyszedł słysząc jeszcze " Dzięki". Nagle Dezy dostał wiadomość. Bez zastanowienia odczytał ją.
"Zajrzyj pod łóżko i otwórz to pudło"
WTF?! Myślał Dezy, ale mimo to zrobił to dziwne zadanie i otworzył pudełko. Zobaczył dziwną koszulkę z jakby przymocowaną maską, bluzę i krawat. Ubrał te rzeczy i przejrzał się w lustrze.
- No świetnie! I mam w tym niby chodzić?! Nikt nie będzie widział jaki jestem przystojny i żadna laska na mnie nie poleci! - zbulwersował się Dezy patrząc w lustro. Założył kaptur i zrobił groźną minę...Wyglądał jak prawdziwy wojownik.
- Chyba się przyzwyczaję. - powiedział do siebie i się uśmiechnął. W prawdzie nie wiedział jeszcze co to miało znaczyć, ale bardzo go to zaciekawiło...
-----------------------------------------
A więc prolog mamy za sobą...Jeśli czytasz to proszę skomentuj  :D  Jak będą jakieś anonimki to proszę o to by wymyśliły sobie jak będą się nazywać...Dzięki temu będę wiedzieć ile osób to czyta :)