poniedziałek, 18 lipca 2016

Rozdział 4 Nieoczekiwany gość, długa historia i wspólna nienawiść do randek.


W życiu chodzi o to, by żyć, a nie tylko patrzeć jak wszystko toczy się obok ciebie. nie możesz się poddać i zrezygnować. Musisz walczyć o swoją teraźniejszość i przyszłość. Przeszłość zostaw za sobą, ona obroni się sama. Kiedy już ruszysz nie możesz się zatrzymać, bo przegrasz. Trzeba walczyć i iść do końca twardym krokiem nieważne ile ta droga miałaby wad czy przeszkód. Wiele osób określa życie jako okropne, brutalne i nudne, ale to nie prawda. Życie nie jest czymś co można opisać zwykłymi przymiotnikami i epitetami. Życie u każdego jest inne i ma inną barwę. Ty o nim decydujesz i ty sprawisz, że będzie ono piękne, lub brzydkie. To ty ustalasz zasady i tworzysz własne życie, własną ścieżkę, dlatego uważaj, by nie zepsuć tego jednym gwałtownym ruchem. 
Coś mnie wyrwało ze snu. Wstrząsnęło moim zmysłem słuchu wprawiając mnie w osłupienie i niepokój. Czułam się jakbym spała tylko godzinę w ciągu co najmniej trzech nocy. Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę z tego, że to był czyjś krzyk...Zerwałam się z łóżka najszybciej jak potrafiłam otwierając z rozmachem drzwi. To musiała być siostra. Wspominałam, że rodzice z dziadkami wczoraj postanowili pojechać na wycieczkę? Zbiegłam na dół prawie się zabijając, po czym prawie wpadłam do salonu. Prawie, bo oczywiście musiałam mieć pecha i wpaść na ścianę. Świetnie. Zdenerwowana i wystraszona wbiegłam do pomieszczenia. To co zobaczyłam było ostatnią rzeczą na liście rzeczy niemożliwych. Patrzyłam się z otwartą buzią i zmarszczonymi brwiami na całą sytuację i to było tak absurdalne, że miałam ochotę walnąć się w twarz, by zobaczyć czy to przypadkiem nie sen. Oczywiście w wielu przypadkach ta sytuacja byłaby całkiem normalna, ale nie w przypadku mojej siostry. Leżała pół na kanapie, pół na podłodze wrzeszcząc, śmiejąc się i płacząc jednocześnie. Obok niej siedział chłopak, zupełnie nie w jej typie. Mary ma fioła na punkcie wysokich, umięśnionych blondynów o niebieskich oczach, tym czasem był to co prawda wysoki, ale prawie w ogóle nie umięśniony chłopak o ciemnych jak smoła włosy postawionych w różne strony i o głębokich, bursztynowych oczach, na których miał dosyć duże okulary, które dodawały mu dziwnego uroku tak samo jak jego blada cera, na której wyraźnie było widać kilka pieprzyków. Wyglądał na maksymalnie 22 lata...I łaskotał moją siostrę, co było chyba najdziwniejsze, tak mocno, że ktoś mógłby pomyśleć, że jest gwałcona. Kiedy tylko mnie zobaczyli przerwali i nagle zrobiło mi się bardzo niezręcznie. 
- Nie musicie sobie przerywać. Już stąd wychodzę. Muszę zadać tylko jedno pytanie. Czy wszystko z tobą w porządku Mary? - Spytałam niepewnie nagle zdając sobie sprawę z tego, że stoję w za dużej bluzce na ramiączka, która ma ogromny dekolt z majteczkami w krowy...(to wcale nie ma związku z sentymentem do lat dziecięcych!! Wcale!! Po prostu...Je mam...Skądś. Nie to, żebym kupowała je specjalnie i w ogóle. więc temat uważam za zamknięty). Zarumieniona szybko obciągnęłam bluzkę w dół mając nadzieję, że moje majtki nie wzbudziły jakiegokolwiek zainteresowania. Odchrząknęłam znacząco dając znak, że czekam na odpowiedź. 
- Jest świetnie. - Stwierdziła moja siostra z ogromnym bananem na ryju. Mruknęłam coś pod nosem w odpowiedzi i zaczęłam wychodzić słysząc jeszcze urywek rozmowy. 
-To twoja siostra? - Spytał męski głos. 
- Tak, myślę, że cię polubi. - Stwierdziła moja siostra. No świetnie! Czyżby Mary właśnie z kimś chodziła? To niemożliwe. 
- Też tak myślę. - Stwierdził. 
- Tak przy okazji, zajebiste majtki mała!! - Krzyknął na cały głos i naprawdę musiałabym być głucha jakbym tego nie usłyszała. Cała czerwona postanowiłam iść wziąć prysznic. Wzięłam pierwsze lepsze ubranie z szafy i poszłam do łazienki zamykając się w niej. Odetchnęłam i położyłam ubranie na pralce, po czym rozebrałam się z piżamy i wrzuciłam ją do kosza na pranie. Weszłam pod prysznic odkręcając wodę. Pisnęłam kiedy poczułam jak lodowata jest zima. Odskoczyłam i szybko zakręciłam wodę. Cała drżałam z zimna, mimo tego, że było jakieś 30 stopni. Jezu...No brawo Sammy, prawie dostałaś szoku! Czy kiedykolwiek ktokolwiek dostał szoku pod prysznicem? Pewnie byłabym pierwsza i ludzie opowiadaliby o mnie swoim dzieciom ostrzegając przed zimną wodą w prysznicu. Moja głupota właśnie osiągnęła nowy poziom, gratulacje! Odkręciłam tym razem ciepłą wodę i mruczałam coś pod nosem. Był to podkład muzyczny jakiejś piosenki. Kiedy się umyłam wyszłam z łazienki zastanawiając się czy zejście na dół jest dobrym pomysłem skoro jest tam, ten...Chłopak. Ciekawe jakie ma imię. Zejść czy nie zejść? Jeśli zejdę może się ze mnie naśmiewać i mogę zrobić z siebie jeszcze większą ofiarę, ale jeśli tu zostanę pomyśli, że się obraziłam na niego, a wcale tak nie jest. Wygląda sympatycznie. Gdyby był chłopakiem Mary pewnie zaczęłabym jej grozić mówiąc, że jeśli skrzywdzi tak miłego chłopaka to jej coś zrobię. Sammy, przecież jeszcze go nie znasz! Cóż, powiedzmy, że mam dar rozpoznawania sympatycznych ludzi i tych wrednych. Okey, czyli schodzę. Powoli zeszłam po schodach i jakby nigdy nic ominęłam salon idąc w stronę kuchni. Okey, może mnie wcale nie zauważą. To dobra opcja. 
- Sammy! - Usłyszałam. Nie no, ja ją kiedyś zabiję. Tasakiem. 
- Tak? - Spytałam i z wymuszonym uśmiechem odwróciłam się do dwójki. 
- Dzisiaj ty robisz śniadanie. - Poinformowała mnie z wrednym uśmiechem. Chłopak siedział wpatrzony w komórkę, którą po chwili schował do kieszeni. Spojrzał na mnie, a ja spuściłam wzrok. Taaa, te panele są wspaniałe. Ten wzór i połysk! No normalnie mogę zobaczyć swoją zburaczałą twarz! 
- Ja pomogę! - Powiedział. Okey. Od kiedy faceci pomagają! Nie no, on jest skarbem. Mary jeśli jeszcze się za niego nie wzięłaś to masz to zrobić! Zaraz...on chce mi pomóc. Będę z nim, sama, w kuchni. O nie nie nie. Ja się na to nie pisałam. 
- Poradzę sobie. - Powiedziałam szybko z nerwowym uśmiechem. Siostra spojrzała na mnie z wszystko wiedzącą miną i się zaśmiała. Suka. 
- Schowaj tą swoją dumę i daj sobie pomóc, przecież nie spalę ci kuchni. - Powiedział z uśmiechem wstając z kanapy. Po chwili ominął mnie i wszedł do kuchni. Stałam sparaliżowana w korytarzu patrzą tępo na Mary, której uśmiech podejrzanie się poszerzał. Gestami pokazywałam jej żeby coś zrobiła, ale zignorowała mnie i odwróciła się w stronę telewizora. Nienawidzę jej!
- Idziesz? - Usłyszałam z kuchni. Dobra dajesz! 1..2..3.. okey no to idziemy. 
- Tak. - Odpowiedziałam kierując się niepewnie do pomieszczenia. Chłopak już szukał po szafkach składników. No tak...Czemu to zawsze muszą być naleśniki? 
- Jestem Patryk, ale wolę jak mówią na mnie Pat. - Przedstawił się nawet nie odwracając się do mnie. Nie wiedziałam co powinnam zrobić. Usiąść, czy mu pomóc? To ja miałam robić śniadanie, ale chłopak wyglądał tak jakby był w swoim żywiole i nie ma ochoty na to, by ktoś mu przeszkadzał. 
- Siadaj, zrobię te naleśniki sam. Lubię to robić. - Stwierdził po chwili najwyraźniej wyczuwając to, że stoję w jednym miejscu praktycznie w ogóle się nie poruszając. Ugh!
- To jak masz na imię? - Spytał odwracając się do mnie na chwilę i rzucając mi uśmiech. Odwróciłam wzrok skrępowana odsuwając krzesło i szybko siadając przy stole. 
- Samantha, może być Sammy. - Odpowiedziałam cicho. Jak ja nienawidzę siebie! Moja nieśmiałość jest do kitu. W pomieszczeniu zapanowała nieprzyjemna cisza, przynajmniej dla mnie. 
- To jak się poznaliście? - Spytałam nieśmiało chowając twarz w swoich włosach. 
- W sumie to dawno temu na randce. - Stwierdził po chwili z pewnością w głosie. Zaraz..Coś mi tu nie gra. Mary nie chodzi na randki, co więcej nienawidzi ich. 
- Mary nie lubi randek. - Skomentowałam nie mogąc się powstrzymać. Pat odwrócił się do mnie przodem i prychnął. 
- Wiem. Poznałem ją na mojej randce. - To totalnie nie miało sensu! 
- Przygotuj się na długą historię! - Odparł widząc moją zagubioną minę.
RETROSPEKCJA
Perspektywa Patryka:
- Jak mogłaś? - Spytałem po raz setny mojej mamy, która wydawała się być bardzo zadowolona z siebie. 
- Przecież znasz Magdę od dawna. Co w tym złego? - Odpowiedziała jakby lekko rozbawiona. 
- Mamo! Wszystko! Jestem dorosły, jeśli chciałbym się umówić to bym już dawno to zrobił, poza tym Magda! Serio mamo, taaa Magda, z którą kąpałem się w basenie jak byłem czterolatkiem? Nie ma mowy! Nawet za nią nie przepadam. - Dobra, być może za bardzo dramatyzuję. Magda jest spoko, ale totalnie nie w moim stylu. Ona ma poukładane wszystko od A do Z. Jej ostatni chłopak, który przy okazji był moim znajomym został tak zdyscyplinowany, że to się w głowie nie mieści. Magda jest niebezpieczną kobietą i nie mam zamiaru z nią być, poza tym jest sztywniarą. W jej życiu nie ma miejsca na takiego faceta jak ja. 
- No proszę, synuś, chyba jej teraz nie odmówisz. Umówiłam cię z nią na 15 00 w tym twoim ulubionym klubie. - Dobra, aktualnie mam ochotę rąbnąć sobie talerzem w twarz. Mam się pokazać z nią w moim ulubionym klubie gdzie tak przy okazji prawie wszystkich znam? No no, jest bosko! 
- Dzięki mamo. - Warknąłem cicho ubierając moją kochaną czarną bluzę z wielkim kapturem, dzięki któremu mogę udawać największego gangstera w dzielni. Zabawa w superbohatera już dawno przeszła w zapomnienie, więc czemu nie jakiś czarny charakter tym razem hmm? Okey, teraz muszę w 15 minut dostać się do tego klubu. Motorem zdążę nawet przed czasem. Wsiadłem na mojego czerwonego rumaka, po czym założyłem kask. Spokojnie wystartowałem dołączając się do ruchu i po chwili nabrałem szybkości. Nieudana randko nadchodzę! 
***
Usiadłem w rogu przy stoliku gdzie zauważyłem już Magdę, ubraną w jedną z tych swoich olśniewających i zawstydzających, ale skromnych sukienek i z włosami upiętymi w coś na jej głowie. Była jednym, wysokim i szczupłym ideałem. Była idealna. Za idealna. Nie skomentowałem tego, że (znaczy skomentowałem, ale tylko w myślach) wyjęła z torby szminkę i lusterko poprawiając sobie makijaż, który sam w sobie już bardziej idealny nie mógłby być. 
- Powinieneś wyrzucić tą bluzę. - Co?! Żadnego "cześć, jak leci" ? 
- Czemu? - Spytałem nie za bardzo rozumiejąc co ma do mojej bluzy i to ukochanej bluzy! 
- Bo wyglądasz w niej niekorzystnie i leży tak jakby była na ciebie za duża o trzy rozmiary. - Może to dlatego (idiotko), bo jest po moim bracie, który...Nieważne. 
- Jest mojego brata. - Powiedziałem krótko i oschle. 
- Zakładasz na randkę ciuchy swojego brata, który pewnie jest strasznie gruby? Wyglądasz w niej jak dziecko. - Odpowiedziała niemal z pogardą. Okey, moja irytacja wzrosła o co najmniej 100%.
- Zakładasz swoje durne dziewczęce sukieneczki, które nadają się tylko na mundurek szkolny do klubu taki jak ten? - Spytałem i po prostu nie mogłem nie uśmiechnąć się pełen satysfakcji. 
- No, jasne, chłopcy tacy jak ty lubią jedynie dziewczyny takie jak te. - Ze złością wskazała na jakąś dziewczynę siedzącą przy barze, bokiem do mnie. Miała długie, brązowe włosy i była ubrana w zwykłą koszulkę i spodnie. 
- Zero elegancji, ubierające się bez gustu, zero dziewczęcości i zakładam, że pewnie ma strasznie cięty język. - Stwierdziła z odrazą. Jej wybuch wydawał się być dziecinny i nie mogłem powstrzymać parsknięcia. 
- Nie da się mieć bardziej ciętego języka od ciebie. - Powiedziałem pewnie tonem typu: Wypchaj się. Zdenerwowana wyszła z klubu niemal natychmiast. Przesiadłem się do baru zamawiając colę i witając się z moim znajomym, który po chwili gdzieś zniknął. 
- Nienawidzę randek. - Mruknąłem cicho, ale najwyraźniej i tak za głośno, bo ktoś po chwili mi odpowiedział. 
- Ja też. - Od razu spojrzałem na dziewczynę, jak się okazało tą samą, którą wcześniej obrażała Magda. Była ładna. Brązowe włosy, długie włosy. Radosne, zielone oczy. Nieskazitelna cera i malinowe usta, które wykrzywiały się w kpiącym uśmiechu. 
KONIEC RETROSPEKCJI I PERSPEKTYWY PATRYKA
- No i okazało się, że kompletnie zapomnieliśmy wymienić się numerami. Wczoraj przypadkiem spotkaliśmy się w barze. Podała mi adres domu i powiedziała, że mogę przyjść kiedy chcę. - Odparł. łaał, ciekawe rozpoczęcie znajomości. Nadal jednak nie ogarnęłam tego czy są razem czy nie. Będę musiała później porozmawiać z Mary.
- Stwierdziłeś, więc, że przyjdziesz do niej wcześnie rano kiedy ja mogę jeszcze spać? - Spytałam z wyrzutem. On szybko podniósł ręce w geście poddania się. 
- Hej! Nie wiedziałem nic o tym, że ma młodszą siostrę. - Powiedział szybko na swoją obronę, po czym wyłożył na stół talerz pełen naleśników. 
- Poza tym jest prawie 11 00. - Poinformował mnie. Już jest 11 00!! No świetnie, a ja około 12/13 mam iść do Dezego. Mary przyszła do kuchni siadając przy mnie i na przeciw Patryka. 
- Ja za godzinę znikam, idę do Dezego, pomóc mu urządzać dom. - Oznajmiłam tylko, by nikt się o mnie nie martwił, w co wątpię, ale nigdy nic nie wiadomo. 
- Pójdziemy z tobą. - Powiedziała Mary, a ja prawie zadławiłam się naleśnikiem. CO!?
----------------------------------------------
Kolejny rozdział, sorki, że tak długo. Co sądzicie o Patryku? Jak myślicie Mary i Patryk zdobędą sympatię Dezego czy może niekoniecznie?