poniedziałek, 18 lipca 2016

Rozdział 4 Nieoczekiwany gość, długa historia i wspólna nienawiść do randek.


W życiu chodzi o to, by żyć, a nie tylko patrzeć jak wszystko toczy się obok ciebie. nie możesz się poddać i zrezygnować. Musisz walczyć o swoją teraźniejszość i przyszłość. Przeszłość zostaw za sobą, ona obroni się sama. Kiedy już ruszysz nie możesz się zatrzymać, bo przegrasz. Trzeba walczyć i iść do końca twardym krokiem nieważne ile ta droga miałaby wad czy przeszkód. Wiele osób określa życie jako okropne, brutalne i nudne, ale to nie prawda. Życie nie jest czymś co można opisać zwykłymi przymiotnikami i epitetami. Życie u każdego jest inne i ma inną barwę. Ty o nim decydujesz i ty sprawisz, że będzie ono piękne, lub brzydkie. To ty ustalasz zasady i tworzysz własne życie, własną ścieżkę, dlatego uważaj, by nie zepsuć tego jednym gwałtownym ruchem. 
Coś mnie wyrwało ze snu. Wstrząsnęło moim zmysłem słuchu wprawiając mnie w osłupienie i niepokój. Czułam się jakbym spała tylko godzinę w ciągu co najmniej trzech nocy. Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę z tego, że to był czyjś krzyk...Zerwałam się z łóżka najszybciej jak potrafiłam otwierając z rozmachem drzwi. To musiała być siostra. Wspominałam, że rodzice z dziadkami wczoraj postanowili pojechać na wycieczkę? Zbiegłam na dół prawie się zabijając, po czym prawie wpadłam do salonu. Prawie, bo oczywiście musiałam mieć pecha i wpaść na ścianę. Świetnie. Zdenerwowana i wystraszona wbiegłam do pomieszczenia. To co zobaczyłam było ostatnią rzeczą na liście rzeczy niemożliwych. Patrzyłam się z otwartą buzią i zmarszczonymi brwiami na całą sytuację i to było tak absurdalne, że miałam ochotę walnąć się w twarz, by zobaczyć czy to przypadkiem nie sen. Oczywiście w wielu przypadkach ta sytuacja byłaby całkiem normalna, ale nie w przypadku mojej siostry. Leżała pół na kanapie, pół na podłodze wrzeszcząc, śmiejąc się i płacząc jednocześnie. Obok niej siedział chłopak, zupełnie nie w jej typie. Mary ma fioła na punkcie wysokich, umięśnionych blondynów o niebieskich oczach, tym czasem był to co prawda wysoki, ale prawie w ogóle nie umięśniony chłopak o ciemnych jak smoła włosy postawionych w różne strony i o głębokich, bursztynowych oczach, na których miał dosyć duże okulary, które dodawały mu dziwnego uroku tak samo jak jego blada cera, na której wyraźnie było widać kilka pieprzyków. Wyglądał na maksymalnie 22 lata...I łaskotał moją siostrę, co było chyba najdziwniejsze, tak mocno, że ktoś mógłby pomyśleć, że jest gwałcona. Kiedy tylko mnie zobaczyli przerwali i nagle zrobiło mi się bardzo niezręcznie. 
- Nie musicie sobie przerywać. Już stąd wychodzę. Muszę zadać tylko jedno pytanie. Czy wszystko z tobą w porządku Mary? - Spytałam niepewnie nagle zdając sobie sprawę z tego, że stoję w za dużej bluzce na ramiączka, która ma ogromny dekolt z majteczkami w krowy...(to wcale nie ma związku z sentymentem do lat dziecięcych!! Wcale!! Po prostu...Je mam...Skądś. Nie to, żebym kupowała je specjalnie i w ogóle. więc temat uważam za zamknięty). Zarumieniona szybko obciągnęłam bluzkę w dół mając nadzieję, że moje majtki nie wzbudziły jakiegokolwiek zainteresowania. Odchrząknęłam znacząco dając znak, że czekam na odpowiedź. 
- Jest świetnie. - Stwierdziła moja siostra z ogromnym bananem na ryju. Mruknęłam coś pod nosem w odpowiedzi i zaczęłam wychodzić słysząc jeszcze urywek rozmowy. 
-To twoja siostra? - Spytał męski głos. 
- Tak, myślę, że cię polubi. - Stwierdziła moja siostra. No świetnie! Czyżby Mary właśnie z kimś chodziła? To niemożliwe. 
- Też tak myślę. - Stwierdził. 
- Tak przy okazji, zajebiste majtki mała!! - Krzyknął na cały głos i naprawdę musiałabym być głucha jakbym tego nie usłyszała. Cała czerwona postanowiłam iść wziąć prysznic. Wzięłam pierwsze lepsze ubranie z szafy i poszłam do łazienki zamykając się w niej. Odetchnęłam i położyłam ubranie na pralce, po czym rozebrałam się z piżamy i wrzuciłam ją do kosza na pranie. Weszłam pod prysznic odkręcając wodę. Pisnęłam kiedy poczułam jak lodowata jest zima. Odskoczyłam i szybko zakręciłam wodę. Cała drżałam z zimna, mimo tego, że było jakieś 30 stopni. Jezu...No brawo Sammy, prawie dostałaś szoku! Czy kiedykolwiek ktokolwiek dostał szoku pod prysznicem? Pewnie byłabym pierwsza i ludzie opowiadaliby o mnie swoim dzieciom ostrzegając przed zimną wodą w prysznicu. Moja głupota właśnie osiągnęła nowy poziom, gratulacje! Odkręciłam tym razem ciepłą wodę i mruczałam coś pod nosem. Był to podkład muzyczny jakiejś piosenki. Kiedy się umyłam wyszłam z łazienki zastanawiając się czy zejście na dół jest dobrym pomysłem skoro jest tam, ten...Chłopak. Ciekawe jakie ma imię. Zejść czy nie zejść? Jeśli zejdę może się ze mnie naśmiewać i mogę zrobić z siebie jeszcze większą ofiarę, ale jeśli tu zostanę pomyśli, że się obraziłam na niego, a wcale tak nie jest. Wygląda sympatycznie. Gdyby był chłopakiem Mary pewnie zaczęłabym jej grozić mówiąc, że jeśli skrzywdzi tak miłego chłopaka to jej coś zrobię. Sammy, przecież jeszcze go nie znasz! Cóż, powiedzmy, że mam dar rozpoznawania sympatycznych ludzi i tych wrednych. Okey, czyli schodzę. Powoli zeszłam po schodach i jakby nigdy nic ominęłam salon idąc w stronę kuchni. Okey, może mnie wcale nie zauważą. To dobra opcja. 
- Sammy! - Usłyszałam. Nie no, ja ją kiedyś zabiję. Tasakiem. 
- Tak? - Spytałam i z wymuszonym uśmiechem odwróciłam się do dwójki. 
- Dzisiaj ty robisz śniadanie. - Poinformowała mnie z wrednym uśmiechem. Chłopak siedział wpatrzony w komórkę, którą po chwili schował do kieszeni. Spojrzał na mnie, a ja spuściłam wzrok. Taaa, te panele są wspaniałe. Ten wzór i połysk! No normalnie mogę zobaczyć swoją zburaczałą twarz! 
- Ja pomogę! - Powiedział. Okey. Od kiedy faceci pomagają! Nie no, on jest skarbem. Mary jeśli jeszcze się za niego nie wzięłaś to masz to zrobić! Zaraz...on chce mi pomóc. Będę z nim, sama, w kuchni. O nie nie nie. Ja się na to nie pisałam. 
- Poradzę sobie. - Powiedziałam szybko z nerwowym uśmiechem. Siostra spojrzała na mnie z wszystko wiedzącą miną i się zaśmiała. Suka. 
- Schowaj tą swoją dumę i daj sobie pomóc, przecież nie spalę ci kuchni. - Powiedział z uśmiechem wstając z kanapy. Po chwili ominął mnie i wszedł do kuchni. Stałam sparaliżowana w korytarzu patrzą tępo na Mary, której uśmiech podejrzanie się poszerzał. Gestami pokazywałam jej żeby coś zrobiła, ale zignorowała mnie i odwróciła się w stronę telewizora. Nienawidzę jej!
- Idziesz? - Usłyszałam z kuchni. Dobra dajesz! 1..2..3.. okey no to idziemy. 
- Tak. - Odpowiedziałam kierując się niepewnie do pomieszczenia. Chłopak już szukał po szafkach składników. No tak...Czemu to zawsze muszą być naleśniki? 
- Jestem Patryk, ale wolę jak mówią na mnie Pat. - Przedstawił się nawet nie odwracając się do mnie. Nie wiedziałam co powinnam zrobić. Usiąść, czy mu pomóc? To ja miałam robić śniadanie, ale chłopak wyglądał tak jakby był w swoim żywiole i nie ma ochoty na to, by ktoś mu przeszkadzał. 
- Siadaj, zrobię te naleśniki sam. Lubię to robić. - Stwierdził po chwili najwyraźniej wyczuwając to, że stoję w jednym miejscu praktycznie w ogóle się nie poruszając. Ugh!
- To jak masz na imię? - Spytał odwracając się do mnie na chwilę i rzucając mi uśmiech. Odwróciłam wzrok skrępowana odsuwając krzesło i szybko siadając przy stole. 
- Samantha, może być Sammy. - Odpowiedziałam cicho. Jak ja nienawidzę siebie! Moja nieśmiałość jest do kitu. W pomieszczeniu zapanowała nieprzyjemna cisza, przynajmniej dla mnie. 
- To jak się poznaliście? - Spytałam nieśmiało chowając twarz w swoich włosach. 
- W sumie to dawno temu na randce. - Stwierdził po chwili z pewnością w głosie. Zaraz..Coś mi tu nie gra. Mary nie chodzi na randki, co więcej nienawidzi ich. 
- Mary nie lubi randek. - Skomentowałam nie mogąc się powstrzymać. Pat odwrócił się do mnie przodem i prychnął. 
- Wiem. Poznałem ją na mojej randce. - To totalnie nie miało sensu! 
- Przygotuj się na długą historię! - Odparł widząc moją zagubioną minę.
RETROSPEKCJA
Perspektywa Patryka:
- Jak mogłaś? - Spytałem po raz setny mojej mamy, która wydawała się być bardzo zadowolona z siebie. 
- Przecież znasz Magdę od dawna. Co w tym złego? - Odpowiedziała jakby lekko rozbawiona. 
- Mamo! Wszystko! Jestem dorosły, jeśli chciałbym się umówić to bym już dawno to zrobił, poza tym Magda! Serio mamo, taaa Magda, z którą kąpałem się w basenie jak byłem czterolatkiem? Nie ma mowy! Nawet za nią nie przepadam. - Dobra, być może za bardzo dramatyzuję. Magda jest spoko, ale totalnie nie w moim stylu. Ona ma poukładane wszystko od A do Z. Jej ostatni chłopak, który przy okazji był moim znajomym został tak zdyscyplinowany, że to się w głowie nie mieści. Magda jest niebezpieczną kobietą i nie mam zamiaru z nią być, poza tym jest sztywniarą. W jej życiu nie ma miejsca na takiego faceta jak ja. 
- No proszę, synuś, chyba jej teraz nie odmówisz. Umówiłam cię z nią na 15 00 w tym twoim ulubionym klubie. - Dobra, aktualnie mam ochotę rąbnąć sobie talerzem w twarz. Mam się pokazać z nią w moim ulubionym klubie gdzie tak przy okazji prawie wszystkich znam? No no, jest bosko! 
- Dzięki mamo. - Warknąłem cicho ubierając moją kochaną czarną bluzę z wielkim kapturem, dzięki któremu mogę udawać największego gangstera w dzielni. Zabawa w superbohatera już dawno przeszła w zapomnienie, więc czemu nie jakiś czarny charakter tym razem hmm? Okey, teraz muszę w 15 minut dostać się do tego klubu. Motorem zdążę nawet przed czasem. Wsiadłem na mojego czerwonego rumaka, po czym założyłem kask. Spokojnie wystartowałem dołączając się do ruchu i po chwili nabrałem szybkości. Nieudana randko nadchodzę! 
***
Usiadłem w rogu przy stoliku gdzie zauważyłem już Magdę, ubraną w jedną z tych swoich olśniewających i zawstydzających, ale skromnych sukienek i z włosami upiętymi w coś na jej głowie. Była jednym, wysokim i szczupłym ideałem. Była idealna. Za idealna. Nie skomentowałem tego, że (znaczy skomentowałem, ale tylko w myślach) wyjęła z torby szminkę i lusterko poprawiając sobie makijaż, który sam w sobie już bardziej idealny nie mógłby być. 
- Powinieneś wyrzucić tą bluzę. - Co?! Żadnego "cześć, jak leci" ? 
- Czemu? - Spytałem nie za bardzo rozumiejąc co ma do mojej bluzy i to ukochanej bluzy! 
- Bo wyglądasz w niej niekorzystnie i leży tak jakby była na ciebie za duża o trzy rozmiary. - Może to dlatego (idiotko), bo jest po moim bracie, który...Nieważne. 
- Jest mojego brata. - Powiedziałem krótko i oschle. 
- Zakładasz na randkę ciuchy swojego brata, który pewnie jest strasznie gruby? Wyglądasz w niej jak dziecko. - Odpowiedziała niemal z pogardą. Okey, moja irytacja wzrosła o co najmniej 100%.
- Zakładasz swoje durne dziewczęce sukieneczki, które nadają się tylko na mundurek szkolny do klubu taki jak ten? - Spytałem i po prostu nie mogłem nie uśmiechnąć się pełen satysfakcji. 
- No, jasne, chłopcy tacy jak ty lubią jedynie dziewczyny takie jak te. - Ze złością wskazała na jakąś dziewczynę siedzącą przy barze, bokiem do mnie. Miała długie, brązowe włosy i była ubrana w zwykłą koszulkę i spodnie. 
- Zero elegancji, ubierające się bez gustu, zero dziewczęcości i zakładam, że pewnie ma strasznie cięty język. - Stwierdziła z odrazą. Jej wybuch wydawał się być dziecinny i nie mogłem powstrzymać parsknięcia. 
- Nie da się mieć bardziej ciętego języka od ciebie. - Powiedziałem pewnie tonem typu: Wypchaj się. Zdenerwowana wyszła z klubu niemal natychmiast. Przesiadłem się do baru zamawiając colę i witając się z moim znajomym, który po chwili gdzieś zniknął. 
- Nienawidzę randek. - Mruknąłem cicho, ale najwyraźniej i tak za głośno, bo ktoś po chwili mi odpowiedział. 
- Ja też. - Od razu spojrzałem na dziewczynę, jak się okazało tą samą, którą wcześniej obrażała Magda. Była ładna. Brązowe włosy, długie włosy. Radosne, zielone oczy. Nieskazitelna cera i malinowe usta, które wykrzywiały się w kpiącym uśmiechu. 
KONIEC RETROSPEKCJI I PERSPEKTYWY PATRYKA
- No i okazało się, że kompletnie zapomnieliśmy wymienić się numerami. Wczoraj przypadkiem spotkaliśmy się w barze. Podała mi adres domu i powiedziała, że mogę przyjść kiedy chcę. - Odparł. łaał, ciekawe rozpoczęcie znajomości. Nadal jednak nie ogarnęłam tego czy są razem czy nie. Będę musiała później porozmawiać z Mary.
- Stwierdziłeś, więc, że przyjdziesz do niej wcześnie rano kiedy ja mogę jeszcze spać? - Spytałam z wyrzutem. On szybko podniósł ręce w geście poddania się. 
- Hej! Nie wiedziałem nic o tym, że ma młodszą siostrę. - Powiedział szybko na swoją obronę, po czym wyłożył na stół talerz pełen naleśników. 
- Poza tym jest prawie 11 00. - Poinformował mnie. Już jest 11 00!! No świetnie, a ja około 12/13 mam iść do Dezego. Mary przyszła do kuchni siadając przy mnie i na przeciw Patryka. 
- Ja za godzinę znikam, idę do Dezego, pomóc mu urządzać dom. - Oznajmiłam tylko, by nikt się o mnie nie martwił, w co wątpię, ale nigdy nic nie wiadomo. 
- Pójdziemy z tobą. - Powiedziała Mary, a ja prawie zadławiłam się naleśnikiem. CO!?
----------------------------------------------
Kolejny rozdział, sorki, że tak długo. Co sądzicie o Patryku? Jak myślicie Mary i Patryk zdobędą sympatię Dezego czy może niekoniecznie? 

czwartek, 30 czerwca 2016

Rozdział 3 Szkoła, tajemnicze tajemnice i zboczenie...


Znacie ten niezręczny moment, kiedy nie wiesz co powiedzieć, jak zacząć? Często ludzie uważają, że nieśmiali nie chcą towarzystwa, ale to nieprawda. Oni wstydzą się odrzucenia czy jakiejś kompromitującej sytuacji. Chcą tego uniknąć, dlatego są zestresowani i uważają na każde swoje słowo. Ci Ludzie nie zawierają znajomości szybko, więc powinno się im pomóc. Chyba, że spotka się ze sobą dwóch nieśmiałych ludzi...Cóż, to już nie mój problem. 
- Szkoda, że nie widziałaś mojej siostry. Cieszyła się jakby dostała jednorożca. Mam nadzieję, że ten typ będzie o nią dbał. - Zaczął rozmowę luźnym krokiem idąc wyznaczoną ścieżką. Nie było wiatru, ale cienie drzew były wystarczającym ochłodzeniem. 
- Polubiłabyś ją. - Stwierdził po chwili z namysłem patrząc na mnie. Jego nie skrywany i szczery uśmiech peszył mnie, ale z drugiej strony nie chciałam żeby zniknął. 
- Myślisz, że jestem zbyt nadopiekuńczy? Może powinienem dać jej wolną rękę, a zamiast tego nasłałem na nią mojego kumpla. Praktycznie muszę się o nią martwić za dwóch. Florek mieszka na drugim końcu kraju, odwiedza nas kilka razy w miesiącu. - Mówił z zamyśloną miną. Wygląda wtedy tak zabawnie. Ewidentnie typ optymisty pasuje do niego bardziej niż typ nerda, chociaż sądząc po tej kolekcji gier...
- Florian? - Zapytałam zabierając wreszcie głos. Muszę się przełamać, w końcu Dezy wygląda na dosyć wyrozumiałego człowieka, nic się nie stanie, jeśli powiem coś źle. 
- Florian to mój starszy brat. - Odpowiedział krótko nie rozwijając się za wiele. 
- Rozumiem. - Mruknęłam pod nosem. Muszą być w podobnym wieku. Szłam ostrożnie, ale najwidoczniej to i tak nie miało znaczenia, bo zanim zdążyłam jakkolwiek zareagować leżałam plecami na ziemi widząc rozbawioną twarz towarzysza. Świetnie Sammy! Nie umiesz przeżyć dnia bez jakiejś wpadki? Zarumieniona przyjęłam dłoń Dezego, którą zaoferował w ramach pomocy. Dopiero teraz poczułam lekki ból w okolicach pleców, tyłka, a także lewego łokcia. Nie ma się co cieszyć z tego, że nic nie widać. Siniaki powinny wyjść za parę dni. Dobra dziewczyno, trzeba się przełamać. Nie możesz cały czas milczeć. 
- Co powiesz na to, by spotkać się jutro o 15.00 gdzieś? Wiesz, musisz mnie jakoś przeprosić. za to, że mnie nie złapałeś. - Stwierdziłam, a na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech, a przede wszystkim szczery. Otworzenie się przed chłopkiem nie zdaje się być tak trudne jak przy innych. Dezy zamyślił się zwalniając nieco tempa. Spojrzał na mnie z grymasem na twarzy i już znałam odpowiedź. Może mnie nie lubi, albo stwierdził, że jestem żałosna z tym swoim tekstem, ale z drugiej strony przecież się uśmiechnął...
- Sory, ale od południa przyjadą do mnie znajomi pomagać mi z malowaniem domu. - przyznał wzruszając ramionami, a ja od razu się uspokoiłam. Jestem mega głupia i znana z tego, że od razu myślę, że to ja zrobiłam coś nie tak, że to przeze mnie. szybko jednak pozbierałam swoje myśli, żeby były w miarę poukładane. 
- To dobrze, bo ja już myślałam, że może oglądasz szkołę. - Zażartowałam, bo ten serial to chyba najgorszy szajs i nie rozumiem czemu tak dużo osób go ogląda. Ja obejrzałam tylko raz, by pocisnąć bekę, ale nawet pośmiać się nie można, bo to po prostu żałosne. Czy dzisiejsze pokolenia chodzące do gimnazjum są aż tak głupie? Dezy spojrzał na mnie nie wiedząc chyba zbytnio o co mi chodzi. Czy wszyscy chłopcy tak wolno przetwarzają?
- No szkoła leci o 15.00. Nie mów, że nie oglądasz. Ta genialna gra aktorska i w ogóle. Marek, dlaczego mnie zdradziłeś!? - Spytałam dramatycznie imitując płacz, co bardziej brzmiało jakbym się czymś dławiła. Dezy przystanął patrząc na mnie obojętnie i przez chwilę myślałam, że on nie ma bladego pojęcia o co mi chodzi. 
- Sory, Kaśka, ale wiesz znudziłaś mi się. - Stwierdził monotonnie wczuwając się w rolę i musiałam przyznać, że wyglądał bardziej wiarygodnie niż ci co grają w tym serialu. 
- Jak mogłeś! Ja myślałam, że mnie kochałeś! - Podniosłam głos żywo gestykulując i patrząc na niego rozpaczliwym wzrokiem. 
- Ta ja też, a teraz sory, ale muszę iść. Mam poważny problem, bo nie wiem czy kupić loda waniliowego czy czekoladowego. Wiesz jakbym kupił czekoladowego ktoś by stwierdził, że jestem rasistowski, a waniliowego smaku nie lubię. - Powiedział tak poważnie, że ciężko mi było nie wybuchnąć śmiechem. 
- Wiesz co? Zrywam z tobą!! - Powiedziałam z wyraźną satysfakcją, ale nadal udając szloch, który w rzeczywistości był powstrzymywanym śmiechem. Dezy spojrzał na mnie zszokowany uchylając usta, by po chwili je zamknąć. 
- To my byliśmy razem? - Spytał jakby był jakimś zagubionym dzieckiem i nie wytrzymałam. Parsknięcie było tylko początkiem mojego ataku śmiechu. Dezy dołączył do mnie bardzo szybko. 
- Twoja gra aktorska jest lepsza od tego gówna jakieś 100 razy. - Skomplementowałam go szczerze nadal mając na twarzy oznaki wcześniejszego śmiechu. Chłopak się zarumienił i wyglądał tak uroczo w tamtej chwili, że...Ej dziewczyno zwolnij trochę! Wyglądał uroczo i tyle, nic więcej. Zwykły niewinny rumieniec, też mi coś. Ja umiem rumienić się co pięć sekund. 
- Nie przesadzaj. Jedyna sztuka w jakiej grałem to Romeo i Julia i w dodatku byłem wtedy drzewem. - Oznajmił nie mówiąc wszystkiego, ale to nie mój cel, by wypytywać o coś o czym człowiek rozmawiać nie chce. 
- Zakładam w takim razie, że to było świetne drzewo. - Chłopak zaśmiał się dźwięcznie, jedną ręką drapiąc się po karku. Jego śmiech również był uroczy, ale tylko uroczy. Nie mówię od razu, że idealny, albo, że chcę go słyszeć codziennie, ale to nie jest też wykluczone...OCH Sammy! Miałam ochotę przybić sobie piątkę, najlepiej w twarz....Rozgrzanym żelazkiem. O matko to serio by bolało. Nieważne...
- A więc jutro malujesz swój domek. - Zagadałam chcąc się upewnić. Dezy kiwnął głową wzdychając. 
- Okey, w takim razie mam wziąć swój pędzel, czy masz jakiś dodatkowy? - Zagaiłam. Rozmowa z nim nie sprawiała mi żadnych trudności co o dziwo było dziwne....O dziwo, dziwne. Idealne dobieranie słów. To zdanie w ogóle miało sens? Moje myśli urwały się, bo twarz Dezego rozpromieniła się jak tęcza po deszczu. Chyba mnie polubił, skoro tak zareagował na wieść, że mu pomogę. Po chwili zorientowałam się, że jego tęczówki bezczelnie wpatrują się w moje i, że ja patrzyłam się o wiele za długo niż powinnam. Speszona odwróciłam wzrok. Nic się nie stało, nikt nic nie zauważył, a to nie miało w ogóle miejsca. 
- Często obdarzasz wszystkich swoim intensywnym spojrzeniem czy może jestem zbyt tajemniczy i próbujesz coś ze mnie wyczytać? - Nikt nie zauważył...Świetnie. Spuściłam głowę jeszcze bardziej mając ochotę przywalić sobie czymś mocnym w twarz. Klawiatura się nada. Gorzej będzie, jeśli się popsuje. 
- Tak w sekrecie to ci powiem, że... - Poczułam jego oddech na szyi i usta prawie, że stykające się z moim uchem. Zawał, palpitacja serca! Cokolwiek! W każdym razie serce bije na pewno za szybko. Dreszcz przeszedł mnie po plecach i był tak przyjemny jak wchodzenie do letniej wody w środku upału. 
- Jestem ninją. - Wyszeptał. Ruch jego ust był na tyle duży, że musnął wargą moje ucho i kolejny dreszcz wstrząsnął mnie na tyle, że musiałam poruszyć ramionami. W końcu się odsunął, a ja odetchnęłam z ulgą. Jestem prawie pewna, że nie dostrzegł tego co tu zaszło i, że nie pogrążyłam się. Kiedy sens jego słów dotarł do mnie roześmiałam się. To było tak absurdalne. 
- A ja jestem Catwoman. - Stwierdziłam z rozbawieniem. Nawet nie wiem kiedy zaczęło się powolutku ściemniać. Nas to jednak nie obchodziło, nawet kiedy zaczynało robić się chłodno. Pomimo ciepłych dni, noce były dosyć zimne. Obeszliśmy chyba cały las zanim Dezy odprowadził mnie pod drzwi domu co było nieco śmieszne, bo mieszkał na przeciwko i jestem pewna, że stamtąd bardzo wyraźnie by widział co robię. Właśnie! muszę w pokoju zasunąć rolety! Nie będzie mnie cham podglądał jak się będę przebierać. Dezy może nie jest chamem, zbokiem czy kimś innym i nawet mu przez myśl takie coś nie przeszło, ale chłopak to chłopak i koniec. Kiedy tylko otworzyłam drzwi Mary zaczęła mnie napastować swoimi pytaniami, które zignorowałam. 
- Całowaliście się z języczkiem czy bez? Zaprosił cię na kolacje? Jesteście razem? EEEEJ!!! - Krzyknęła gdy drzwi od mojego pokoju zatrzasnęły się tuż przed jej twarzą. Dość tego!! Podeszłam do okna, by zasłonić rolety i wtedy zobaczyłam go bez koszulki. Wpatrywałam się tak i nie wiedziałam co zrobić. Po prostu mnie sparaliżowało kiedy zaczynał ściągać swoje spodenki! Jeeeeezu....Sammy ty zboku! Nie chcesz być podgląda, a co robisz?! W sumie popatrzeć chyba można, a z tej odległości i tak za dużo nie widać, poza tym, że ma strasznie długie nogi i...i...Ja pierdole! Zasłoniłam szybko rolety, bo poważnie patrzenie na to jak zdejmuje bokserki byłoby już totalnym zboczeniem! 
- Sammy ty świnio, ty chamie, ty zboku... - Wyzywałam się po cichu. Sytuacja jednocześnie była przerażająca i komiczna. 
-----------------------------
jest kolejny rozdział, który miał być o wiele wcześniej, ale kilka dni temu kiedy chciałam dokończyć ten rozdział klawiatura mi wysiadła i dopiero wczoraj kupiłam nowa :P Od razu mówię, że do serialu szkoła nic nie mam i do osób oglądających ją tez nie. To nie moja sprawa kto co lubi, a nasza bohaterka nie za za bardzo przepada za serialem i tyle. Jak myślicie, Sammy się zauroczyła czy może to wynika z jej nieśmiałości? I co sądzicie o tym zboczeniu?

sobota, 11 czerwca 2016

Rozdział 2 Nachalny blondyn, nowa znajoma, kolejny blondyn i definicja słodkości...



Ludzie często są ślepi. Nie zauważają tego co cenne, a jeśli coś posiadają narzekają na to nie widząc w tym zalet, których tak naprawdę jest więcej i to one powinny być godne uwagi. Niestety niektórzy patrząc na dobry uczynek jakiejś osoby, prychają i nie zwracają na to uwagi, ale kiedy ta osoba popełni błąd wszyscy od razu się interesują kpiąc z niej i oczerniając. Nikt nie jest idealny. Zalety są najważniejsze, a wady trzeba akceptować. Tak już jest, a raczej powinno być. Siedziałam na balkonie obserwując niebo. Wieczór...Czyli kiedy? Każdy inaczej postrzega czas. Och, czemu ja się tak tym przejmuje? Przecież jak nie pójdziemy dzisiaj na ten spacer to nic się nie stanie. Wstałam z balkonu od razu czując ciepły wiatr. Spojrzałam nieco w dół. O matko...Przez chwilkę zakręciło mi się w głowie, ale szybko się opanowałam i weszłam do środka chcąc się przebrać i wyjść pojeździć na rolkach, nie będę tu przecież tkwić przez pół dnia, by nie spóźnić się na spotkanie z Dezym. Mam dużo czasu, dopiero południe. Wyjęłam z szafy czarną bluzkę na cienkie ramiączka i krótkie spodenki z wysokim stanem. Przebrałam się szybko i byle jak spięłam włosy do góry. Wzięłam moje niebiesko-białe rolki i zbiegłam na dół. Wyszłam przed dom i usiadłam na schodku zakładając rolki. Zapięłam je mocno, po czym wstałam. Zaczęłam lekko się odpychać i po chwili byłam już na drodze. Słońce grzało mocno, a ja już wiedziałam, że rolki w taki upał to nie był najlepszy pomysł. Stopy dosłownie paliły, ale stwierdziłam, że to aż tak bardzo mi nie przeszkadza. Westchnęłam i przyśpieszyłam chcąc poczuć stawiające mi opór powietrze. Jechałam coraz szybciej patrząc na chmury. Zawsze uwielbiałam na nie patrzeć, były piękne, niczym puchate obłoki, nie zawsze białe, o coraz to różniejszym kształcie. Jadąc ujrzałam kilka znajomych twarzy ze szkoły, ale zbytnio się tym nie przejęłam. Nie miałam jakichś bardzo zażyłych kontaktów z klasą. Nie potrzebowałam ich. Oczywiście byłam miła, czasami się z nimi śmiałam i w ogóle, ale nigdy z nikim się nie przyjaźniłam. No dobra...Była taka jedna dziewczyna kiedy jeszcze chodziłyśmy do gimnazjum, ale idąc do liceum rozdzieliłyśmy się. Mieszkamy dość daleko, więc nie opłaca się jechać taki kawał tylko po to by porozmawiać przez jedną godzinę. Urwałyśmy kontakt, ale nigdy nie zerwałyśmy przyjaźni. Może za kilka lat spotkamy się w jakiejś restauracji ze swoimi mężami i dziećmi pijąc wino i śmiejąc się z dawnych czasów. Tak, to miła perspektywa. 
Zanim zdążyłam jakkolwiek zareagować leżałam już na ziemi. Czułam piekące mnie łokcie i obolały tyłek. Podniosłam się z pleców i siedząc na chodniku spojrzałam na łokcie, które niestety pozdzierane były do krwi. O matko! Serio musiałam wjechać na ten pieprzony słup!? Jęknęłam kiedy podnosiłam się z twardej powierzchni. To, że miałam rolki w ogóle nie ułatwiało sprawy nawet ją pogarszając, bo przez kilka sekund nie mogłam złapać równowagi. Oparłam się o słup, który był przyczyną mojego upadku i westchnęłam. Kilka krótszych kosmyków wylazło z niedbałego koka i wpadając mi do oczu. Gdzieś z boku słyszałam głośny śmiech. Nie wiedząc czemu miałam wrażenie, że śmieją się ze mnie. W sumie to czemu tu się dziwić!? Przed chwilą wpadłam na słup, kto by się nie śmiał? Z dobranictakiegosięniestało miną spojrzałam na blondyna o szarych oczach, który nadal głośno się śmiał patrząc na mnie. Na pewno był dobrze zbudowany, miał kwadratową szczękę, duży nos i wąskie usta. Debil. Nie wiem jakiego był wzrostu bo siedział, ale zakładałam, że był średni, być może troszkę wyższy ode mnie. 
- Uważaj, bo się udusisz. - Mruknęłam nieco wkurzona. Już miałam jechać, ale chłopak wstał zagradzając mi drogę. Uśmiechnął się fałszywie. 

Po chwili parsknął, a ja nagle miałam ochotę walnąć go w mordę. Zastanówmy się dlaczego. Zamiast mi pomóc śmiał się ze mnie, uśmiecha się tak jakby mówił: Jestem lepszy od wszystkich, zrozum to, no i parsknął mi w twarz! To chyba wystarczające powody. 
- A ty uważaj, bo następnym razem możesz nie mieć takiego szczęścia i zamiast słupa, będzie to przejeżdżający samochód. - Swoimi tekstami natychmiast przypomniał mi Dezego, ale Dezy był inny. Był sympatyczny i miły, a ja z jakiegoś powodu nie umiałam się na niego złościć. Miał coś w sobie takiego pozytywnego, natomiast ten tutaj przede mną przedstawiciel płci przeciwnej widocznie z tej grupy debili i dupków zrobił to tak szyderczo, a sama jego postawa zdawała się kpić ze mnie i mną gardzić. To było złe. On był zły. 
- Bardzo śmieszne, a teraz się przesuń, bo przypadkiem mogę w ciebie wjechać i całkowicie przypadkiem uderzyć cię w twarz. - Powiedziałam pewnie, co całkowicie było do mnie nie podobne. Normalnie nie odezwałabym się do niego słowem, spuściła głowę i odjechała speszona. Coś jednak nie pozwalało mi tego zrobić. Chłopak mnie wkurzył, a ja naprawdę nie miałam ochoty z nim rozmawiać, a tym bardziej słuchać jego rad, pouczeń i kpin ze mnie. Chłopak zaśmiał się dźwięcznie, ale ani trochę sympatycznie, a ja miałam go po dziurki w nosie. Do głowy wpadł mi pewien bardzo brzydki pomysł. Dziewczyna, która nas mijała nieco mi pomogła, chyba od razu zorientowała się o co chodzi i jestem jej naprawdę wdzięczna. 
- O cześć Klaudia! - Zaczepiłam ją i ukradkiem kiwnęłam na chłopaka, który najwidoczniej był nieco zagubiony zmianą sytuacji. 
- No cześć kochanie. - Odpowiedziała przytulając się do mojego boku. Nie do końca chodziło mi od razu o udawanie pary lesbijek, ale w sumie to podziałało chyba nawet lepiej. Chłopak był ewidentnie zdezorientowany, a ja miałam ochotę wybuchnąć śmiechem. 
- Ma pan jakiś problem? - Spytała dziewczyna, a chłopak zmieszany pokręcił głową odchodząc. 
- Dziękuję ci bardzo. - Powiedziałam z uśmiechem do nieznajomej. Była wzrostem podobna do mnie. Była szczupła, a wygląd miała słodki i niewinny. Czarne, falowane włosy z podpiętą do tyłu grzywką były ładnie pofalowane i lekko podniesione u nasady, leciutki makijaż podkreślający jej głębokie, niebieskie oczy i sukienka sięgając do połowy uda w delikatnym odcieniu różu. Na nogach miała beżowe sandałki, które miały strasznie dużo pasków, były na płaskiej podeszwie. 

- Nie ma za co. Tak przy okazji jestem Anastazja, możesz mi mówić Ana. - Przedstawiła się z uśmiechem. 
- Miło mi, ja jestem Samantha, ale wolę Sammy, lub Sam, wyprzedzając twoje pytanie, tak, urodziłam się za granicą. - Powiedziałam wesoło zapominając o pościeranych łokciach i bolącym tyłku. Po chwili do dziewczyny podszedł wysoki chłopak, a raczej mężczyzna. Muszę przyznać, że był naprawdę przystojny. Byli siebie warci. Piękna dziewczyna i przystojny facet. Pocałował ją w policzek, a potem spojrzał na mnie. Woow, serio był gorący, ale cóż, nie gustuję w takim typie, a sama uroda mi nie wystarcza.
Lekko speszona uśmiechnęłam się. W ogóle co za ironia, znów blondyn. 
- To jest Sammy, przed chwilą naszedł ją jakiś nachalny facet. Pomogłam jej udając, że jesteśmy parą. - Wytłumaczyła brunetka...Woow, serio musieli mieć do siebie sporo zaufania skoro mówią sobie o takich rzeczach. 
- To jest mój chłopak Marcin. - Przedstawiła nas sobie. Chłopak zaśmiał się i uścisnął lekko moją dłoń. 
- Nie chcę przeszkadzać, więc już pojadę. Mam jeszcze parę spraw do zrobienia. Może się jeszcze zobaczymy, kiedyś. - Powiedziałam nerwowo. Dziwnie było mi towarzyszyć parze, czułam się jak 5 koło u wozu i było mi dosyć niezręcznie. 
- Wcale nie przeszkadzasz, ale skoro musisz coś zrobić... - Powiedziała Ana. Uśmiechnęłam się do niej, a ona odwzajemniła uśmiech. Po chwili byłam już w drodze powrotnej. To były szalone chwile mojego życia i na samą myśl chciało mi się śmiać. Najlepsza była mina tego dupka, kiedy ja i Ana udawałyśmy parę. Chłopak był totalnie zawiedziony i zagubiony. Kiedy byłam już pod domem rozejrzałam się nieco kątem oka zerkając również na dom naprzeciwko. Wyglądał pusto, a samochodu nie było. Dezy jeszcze nie wrócił i w sumie to nic dziwnego. Jest dosyć wcześnie. Nie wiedzieć dlaczego wyczekiwałam go z dużym podekscytowaniem. Może jest to spowodowane moją nieśmiałością i samotnością? Lubię towarzystwo, ale nie umiem zawierać znajomości co może wydawać się hipokryzją.Westchnęłam patrząc na kubek soku. Opuszkami palców okrążałam obwód szklanki. Dla niektórych ta szklanka jest pół pusta, dla innych pół pełna, a znów dla jeszcze innych nie ma to najmniejszego znaczenia. Jak ja postrzegam tą szklankę? Jak na razie widzę tylko pomarańczowy sok, co z tego, że jest nalany tylko do połowy? Lepsze to niż nic. W końcu nie wytrzymałam i na raz wypiłam cały sok, który nie do końca zaspokoił moje pragnienie, ale cóż, to jeden z uroków lata. Wstałam z krzesła nie wiedząc co mogłabym jeszcze porobić. Czas wlekł się i ciągnął, a ja nie należałam do cierpliwych osób. Dla zabicia czasu włączyłam film, a dokładniej komedię co okazało się bardzo dobrym sposobem na zabicie czasu. Film odciągał moją uwagę od czegokolwiek i rozśmieszył mnie. Niestety nie obejrzałam całego, bo usłyszałam dzwonek do drzwi. Wstając z kanapy spodziewałam się swojej siostry, która zniknęła nie wiadomo gdzie. Rodzice byli jeszcze w pracy, więc to nie mogli być oni. Otworzyłam drzwi chcąc wydrzeć się na Mary i spytać, gdzie do chuja była, ale głos zamarł mi w gardle kiedy zobaczyłam czyjąś szyję, moja siostra jest raczej niższa i nie wygląda tak męsko mimo wszystko. Spojrzałam w górę szybko odnajdując zielone tęczówki Dezego. Zajebiście! Miałaś tak dużo czasu, a i tak nie zdążyłaś się obrobić, bo jednak chciałabym jakoś wyglądać, lepiej się uczesać i odpowiednio ubrać. 
- Dezy co ty tutaj robisz? - Spytałam zbita z tropu. Dopiero gdy chłopak się zaśmiał zorientowałam się co powiedziałam. Ja pierdole serio? No pomyślmy co on tutaj może robić!? Może po prostu chce skorzystać z toalety hmm? Jego przyjście tutaj na pewno nie jest powiązane z tym, że mieliśmy iść na spacer. 
- O jezu, sory. Jestem chora umysłowo. Przyzwyczaisz się. - Naprawdę musiałam to powiedzieć? No, Dezy, dzwoń po psychologa, a nie tak stoisz. Zawsze mogę cię zadźgać nożem czy coś. Przybiłam sobie mentalną piątkę. W twarz...Krzesłem. Chłopak zaśmiał się serdecznie, a w jego oczach pojawiły się iskierki rozbawienia. 
- W takim razie idealnie się dobraliśmy. Dwa pojeby, jak pięknie. - Stwierdził z taką poważną miną, że ciężko mi było powstrzymać śmiech. 
- Masz rację. - Potwierdziłam z uśmiechem patrząc na niego. Zwykłe trampki, luźne spodenki za kolano i biała koszulka z dekoltem w serek. Jego włosy tworzyły artystyczny nieład, a słońce padające na nie sprawiało, że chłopak wydawał się być bardzo jasnym blondynem. 
- Las nie ucieknie, ale chyba powinniśmy już iść, jeśli potem nie chcemy chodzić po nocy, bo nie chcemy prawda? - Spytał z lekką niepewnością w oczach. Wyglądał słodko z miną, która zadaje mi ciche pytanie. To, że mówię, że jest słodki nic nie oznacza tak? Przecież gdybym powiedziała psu, że jest słodki nie oznaczałoby to tego, że od razu wyjdę za niego za mąż czy coś. 
- Oczywiście, że nie chcemy. - Odpowiedziałam wychodząc z domu i zamykając za sobą drzwi. Szykuje się ciekawy wieczór. 
----------------------------
Kolejny rozdział :D Jak się podoba? Pisać komy, bo mam łącznie 69, a ta liczba naprawdę dobrą liczbą nie jest. W ogóle jak podobają się rozdziały? Chcecie dłuższe, albo coś?










czwartek, 26 maja 2016

Rozdział 1 Sąsiedzi, lody i chęć pozbycia się siostry.



Jeszcze raz pytam, czy chcecie żeby to opowiadanie było trochę fan fiction czy żeby było normalne, napiszcie w komach, zapraszam do czytania: 
Czasami życie nas atakuje. Rzuca nam pod nogi różne przeszkody, o które mamy się potknąć, przez które upadamy, ale nie ważne jest to ile razy upadniesz, ważne jest to ile razy się podniesiesz. Błędy, które popełnisz nie są ważne, ważne jest to co z nimi zrobisz, czy wyniesiesz z nich jakąś naukę, coś co zapobiegnie innym złym zdarzeniom, czy zwyczajnie to olejesz. 
Mój pokój nigdy nie był miejscem ciszy. W głośnikach zawsze grał rock, ale nie był on ciężki, bardziej wesoły i podnoszący mnie na duchu. Tym razem nie było inaczej. Miałam dziwny wystrój w pokoju, ale mi się podobał. To była mieszanina trzech moich ulubionych kolorów. Niebieski, Fiolet i Czerń grały ze sobą i łączyły się stwarzając dla mnie miejsce, w którym czuję się dobrze i bezpiecznie. Niestety duchota, która tutaj panowała nie dawała mi spokoju. Byłam zmuszona wyjść na balkon. Usiadłam sobie, opierając się o ścianę domu i patrząc na pustą ulicę i dom po drugiej stronie. Kartonów już nie było. Widocznie nowy domownik zdążył wczoraj wszystkie wnieść. Nagle chłopak wyszedł na swój balkon. Udawałam, że go nie widzę. Otworzyłam książkę, którą miałam zamiar zacząć czytać już jakieś 5 minut temu i co chwilę przekręcałam kartkę, z której i tak nic nie zrozumiałam. Nie mogłam się skupić i cały czas czułam jego wzrok na sobie. Nie miałam jednak odwagi spojrzeć na niego. Rozpraszał mnie tak naprawdę nic nie robiąc. Mogłam mu zakazać patrzenia się na mnie, ale to byłoby bezsensu, w końcu i tak siedziałby na tym durnym balkonie. Zamknęłam książkę z zieloną okładką wiedząc, że nic z tego nie będzie i wstałam opierając się o barierkę. Przez chwilkę zatrzymałam wzrok na chłopaku, ale nie dostrzegłam dużo, ponieważ szybko zmieniłam swój kierunek patrzenia.
- Cześć sąsiedzie! - Zawołał sympatycznym tonem. Miał specyficzną barwę głosu. Spojrzałam na niego lekko zdenerwowana i uśmiechnęłam się odmachując mu. Siedział na leżaku, z kubkiem w ręku. 
- Proponuję spotkanie! Nie będziemy się przez całe życie drzeć z domów prawda?! - Spytał z rozbawieniem, a ja spuściłam wzrok uśmiechając się pod nosem. Czemu muszę być taka nieśmiała. Westchnęłam i spojrzałam na niego z uśmiechem. 
- Jasne! - Zgodziłam się. 
- W takim razie, chodź do mnie, chyba, że jesteś zajęta wpatrywaniem się w książkę. - Powiedział, a ja jestem tego niemal pewna, że się zarumieniłam, skąd do cholery wiedział, że nawet tej książki dokładnie nie czytałam? 
- Skąd wiesz, że się w nią wpatrywałam, a nie czytałam?! - Spytałam zaciekawiona marszcząc brwi. 
- Za szybko przekręcałaś kartki i byłaś spięta. Zakładam, że nie mogłaś się skupić. - Jak!? Jak on zauważył takie szczegóły? Przypatrywał mi się, aż tak intensywnie?
- Mogę wiedzieć co cię rozpraszało? - Spytał niewinnie, ale miałam przeczucie, że on wie. 
- Nie. - Odpowiedziałam od razu. Być może zrobiłam to zbyt szybko i głośno, bo jego uśmiech poszerzył się jeszcze bardziej, jakby już wszystko wiedział. Miał włosy ciemnego blondu, duże usta, troszkę krzywy nos. Z pewnością był wysoki i chudy. Jego luźne spodenki sięgające przed kolana jeszcze bardziej podkreślały jego długie, chude nogi.
- To co przyjdziesz? - Spytał zachęcająco, a ja w końcu się zgodziłam. Weszłam do środka, tylko po to, by zaraz wyjść z domu i skierować się do budynku na przeciwko. Idąc przez ulicę czułam jak słońce grzeje moje plecy. Gdy przeszłam już na drugą stronę chłopak czekał na mnie w drzwiach. Dopiero teraz zobaczyłam jego szaro-zielone oczy. Był jeszcze wyższy niż mi się wydawało, a usta miał naprawdę duże. Od razu podał mi rękę. Szybko odwzajemniłam gest ściskając jego dłoń, która była ciepła. Ech, nic dziwnego, skoro jest 30 stopni w cieniu...
- Dezydery, ale wolę Dezy. - Przedstawił się z uśmiechem czekając na mnie. Nerwowo założyłam kosmyk włosów za ucho. 
- Sammy...Znaczy Samantha, ale wolę Sammy, lub Sam, zresztą możesz mówić jak chcesz, mi tam obojętnie. - Gratulacje, nawet przedstawić się nie umiesz. Chłopak wyglądał na rozbawionego, a ja chyba przypominałam buraka, przynajmniej z koloru. 
- Jasne. - Powiedział po cichu, chyba bardziej do siebie niż do mnie i otworzył szerzej drzwi dając mi tym samym pozwolenie na wejście. Mały przedpokoik w kolorze beżowym prowadził do dosyć wąskiego i krótkiego korytarza. Zaraz na lewo był salon, do którego nie było drzwi, tylko ogromne wejście w kształcie łuku, a po prawej była kuchnia z jadalnią. Na końcu korytarza ujrzałam jeszcze jakieś drzwi, ale nie miałam pojęcia co za nimi jest. Poszłam za Dezym do salonu, gdzie jak się okazało są również schody na górę. Na środku pomieszczenia znajdowała się czarna kanapa i parę pudeł. Tylko tyle? Pokój wydawał się być duży i strasznie pusty z jedną kanapą. Odcień ścian był po prostu brzydki, bo blado żółty. Spojrzałam pytająco na chłopaka, a ten wzruszył ramionami. 
- Dopiero się wprowadziłem. Mam trochę roboty. Pomalowanie ścian, wstawienie mebli. Sama rozumiesz. - Wytłumaczył, a ja miałam ochotę walnąć się w twarz. To przecież oczywiste. Kto miałby od razu wszystko gotowe po jednym dniu mieszkania w nowym budynku? 
- Tak, doskonale rozumiem. - Stwierdziłam. Chłód panujący w mieszkaniu był przyjemny. 
- Chcesz kawy czy czegoś? - Spytał, a ja pokręciłam głową patrząc na otwarte pudła i chcąc dostrzec jak najwięcej tak by Dezy tego nie zobaczył. 
- Nie martw się, żadnych broni, listy ofiar czy seks zabawek raczej tam nie znajdziesz. - Powiedział. Moje policzki zaatakował rumieniec, a w sercu miałam mały niepokój. Spojrzałam na niego niepewnie. Strasznie trudno było mi rozpoznać czy mówi poważnie. 
- Hej! Ja tylko żartowałem, jak chcesz możesz sobie pooglądać. W tych pudłach są tylko zdjęcia, sprzęt do nagrywania i gry. Na pewno nie chcesz niczego? Mam zapas lodów na co najmniej tydzień. - Spytał jeszcze raz stając w progu pokoju. Uśmiechał się promiennie. Chłopak mimo tego, że bardzo szczupły sprawiał wrażenie ruchliwego, zdeterminowanego i wesołego. Podobało mi się to. Czułam się bardzo dobrze w jego towarzystwie, chociaż troszkę mnie onieśmielał, ale to mogłam zwalić tylko na moją cholerną nieśmiałość.
- No dobra. - Zgodziłam się, a on pokazał mi kciuki, po czym zniknął w drugim pomieszczeniu. Ja tymczasem przeglądałam pudła z grami. Miał ich bardzo dużo i większości nie znałam. Postanowiłam jednak nie robić wrażenia ciekawskiej i odwróciłam się z zamiarem pójścia na kanapę. Rozglądając się szłam powoli i oczywiście nie zauważyłam jednego z pudeł. Natychmiast się o nie potknęłam. Na szczęście nie przewróciłam się, ale po pokoju rozniosło się straszne echo, nic dziwnego skoro pomieszczenie jest praktycznie puste. Po chwili do pomieszczenia wszedł Dezy z dwoma szklankami lodów i łyżeczkami. 
- Wywaliłaś się? - Spytał z rozbawieniem podając mi porcję lodów. Spojrzałam na niego nieco zawstydzona. 
- Nie, ale się potknęłam. - Przyznałam, a on tylko się zaśmiał. Boże, czy ja muszę tak drętwo odpowiadać? Może chociaż powiedziałabym coś śmiesznego albo no nie wiem, coś ciekawego? Na początku znajomości rozmowy są zwykle niepewne, ponieważ nie wiesz nic o drugiej osobie i nie wiesz czy ona chce, żeby coś o niej wiedzieć. Czy to ma sens? Dla mnie chyba ma. Dezy jednak jest inny. Jest zabawny i interesujący, ale jednocześnie nie przekracza granic, ani nie jest wścibski. 
- Sory, powinienem w końcu te pudła wynieść, ale stwierdziłem, że nie będę sobie blokował korytarza dopóki nie pojadę po farby, kiedy pomaluję już ściany będę mógł ustawić meble i wreszcie rozpakować te pudła. - Wytłumaczył patrząc z dziwnym błyskiem na ścianę tego pokoju. Zgaduję, że ma już pomysł na aranżację tego miejsca. Po dłuższej chwili postanowiłam się w końcu odezwać. 
- Masz sporo gier. Jesteś kolekcjonerem? - Spytałam. Na twarzy chłopaka pojawił się uśmiech. Miał minę mówiącą: Dobra pytanie. 
- Nie. Gram tylko w mniejszość, w większość zagrałem tylko kilka razy. - Powiedział. Widać było, że lubi rozmawiać, zamiast odpowiadać krótko rozwijał swoje wypowiedzi i tłumaczył. Nagle usłyszałam jakąś piosenkę, której nie znałam. Dezydery mówiąc "przepraszam cię" odebrał telefon. Obserwowałam uważnie jak wstaje z kanapy i słuchając kogoś po frugiej stronie chodzi sobie w prawo i w lewo...Czyli nie tylko ja łażę po domu z telefonem jak bym miała ADHD?
- Nie wierzę. Dopiero co się przeprowadziłem, a ty już mnie potrzebujesz. - Powiedział z Wiedziałemżetakbędzie miną, po czym zaśmiał się ciepło. 
- Dobra, dobra już jadę. - Powiedział jeszcze i rozłączył się. Spojrzał na mnie przepraszającym wzrokiem nadal się uśmiechając. 
- Sory, ale muszę podwieźć siostrę na lotnisko. Jej chłopak wyprowadził się jakiś miesiąc temu do Anglii i Ola chce go bardzo odwiedzić. Normalnie nie pozwoliłbym jej tam jechać, no bo halo!! Moja młodsza siostra sama w Anglii z jakimś typem dwa lata od niej starszym? Na szczęście mam tam znajomego, który będzie jej przyzwoitką, więc nie mam się co martwić. Wrócę wieczorem, może pójdziemy wtedy do lasu czy coś, co ty na to? - Mówił szybko zakładając buty i chowając portfel w kieszeni. Kiedy spojrzał na mnie wyczekująco w końcu się odezwałam.
- Może być. - Stwierdziłam uśmiechając się i wychodząc z domu. Po chwili patrzyłam jak chłopak odjeżdża srebrnym BMW. Czekaj, czy ja się przypadkiem nie zgodziłam na spacer po lesie?! Kurwa, a co jeśli to pedofil, który chce mnie zgwałcić, albo zamordować? Ty idiotko, dopiero co go poznałaś, a już zgadzasz się na spacery w miejscu oddzielonym od cywilizacji. I to w dodatku wieczorem. Nie no genialna jesteś. Przeszłam przez ulicę i otworzyłam drzwi. Moja starsza siostra od razu na mnie naskoczyła. 
- I co!? Jest przystojny? Ile ma lat? Sądząc po tym dużym domu na dobrą pracę, może jest sławny, a może jest młodym pisarzem! To byłoby zajebiste! Mieć chłopaka pisarza, który pisze dla ciebie książki i wiersze, ty przecież kochasz książki. Pewnie podbiłby tym twoje serce! Opowiedz mi coś o nim! Albo nie! Sama zgadnę! To mądry, wysoki chłopak z dobrym wykształceniem. Jest zabawny i zachowuje się wobec ciebie miło i opiekuńczo, prawi ci komplementy i jest niezwykle uroczy. - Jej słowotok nigdy nie przestanie mnie zadziwiać. Spiorunowałam ją wzrokiem. Znam Dezego od godziny! Wiem jedynie jak wygląda i można powiedzieć, że rozpoznałam kilka jego cech, nic więcej. Mogę tylko zgadywać jaki jest dokładnie. 
- Mary, dopiero go poznałam, nie wiem jaki jest i eejj!! Chyba nie masz zamiaru bawić się w swatkę, prawda? - Spytałam dobrze znając jej odpowiedź. Chcę być jedynaczką...
- Nie mam zamiaru się w nikogo bawić. Chcę tylko wiedzieć, czy go nie zajęłaś i czy jest przystojny. - Powiedziała, a ja od razu wiedziałam o co jej chodzi. 
- Mary, ja go nie zajęłam, nie jestem taka i nie śpieszno mi jeśli chodzi o związki. Ale kurde sis on jest młodszy od ciebie o....No nie wiem, ale wydaje się być w moim wieku. - Tłumaczyłam jej. 
- No i co? Niektóre mają chłopaków, którzy są młodsi od nich o 10 lat. - Przybiłam sobie facepalma i przepchnęłam się, by wejść do środka. Nagle zazdrościłam wszystkim jedynakom. 

środa, 18 maja 2016

Prolog


Każdy chodzi do szkoły lub chodził. Szkoła jest jak prawo dżungli, przetrwa najsilniejszy i nie chodzi nawet o sprawność fizyczną, jeśli masz mocną psychikę i spryt możesz wygrać. Mój znajomy Łukasz niedawno sprawił, że cała szkoła śmiała się z największego popularsa w tej szkole, co najlepsze nie poniósł konsekwencji. Jego plan był tak dobrze zaplanowany, że nikt nawet nie pomyślałby o tym, że on to zrobił. W końcu to tylko kujon, który uwielbia chemię. Łukasz wbrew pozorom jest sarkastycznym dupkiem, który na wszystkich z klasy ma jakiegoś haka, dlatego jeszcze nigdy od nikogo mu się nie dostało. Jest niemal nietykalny. Na szczęście jestem jego dosyć dobrym "znajomkiem". W każdym razie chodzi o to, że jeśli się postarasz możesz być w szkole kim tylko chcesz. W życiu też tak jest, więc pomimo nienawiści do szkoły w jakiś sposób ona uczy. Jest dosyć brutalna, ale czy życie też takie nie jest?
- Sammy! Chodź tam! - Zuzka wzięła mnie pod rękę ciągnąc w stronę chyba najwyższej karuzeli w tym parku. Dreszcz przebiegł po moim kręgosłupie i jestem pewna, że zrobiłam się blada jak ściana. 
- Okey, w takim razie potrzymam ci torebkę, a ty baw się dobrze. - Powiedziałam nieco przerażona. 
- Nie ma mowy! Kupiłam już dwa bilety. Idziesz ze mną. - Zarządziła, a ja patrzyłam na nią zdezorientowana. Myślałam, że się przesłyszałam, ale zanim zdążyłam jakkolwiek zareagować, pasy od kolejki górskiej już się zamykały. Pisnęłam zaskoczona patrząc na Zuzkę z przerażeniem. 
- Chcę wyjść! - Krzyknęłam, ale było za późno, bo kolejka już startowała. Moje serce przyśpieszyło. Biło z zawrotną prędkością, nawet nie wiem czy nie szybciej od prędkości kolejki. Bałam się. Nogi zaczęły mi drżeć. Wiedziałam, że jestem bezbronna i, że nie mogę nic zrobić. Poczułam jak wysoko jestem dopiero w chwili kiedy byliśmy już na najwyższym punkcie kolejki gdzie miała ona potem zjechać szybko w dół, w pozycji prawie, że pionowej. Zamarłam. Zacisnęłam palce mocno na barierce, a usta przegryzłam do krwi. Skuliłam się i zacisnęłam mocno oczy. Czułam jak szarpie mną na boki i jakby grawitacja nagle przestała istnieć. Mam cholerny lęk wysokości! Kolejka zatrzymała się, a ja otworzyłam oczy. Siedziałam wyprostowana, oddychając szybko i patrząc na wprost. 
- Widzisz? Nie było tak źle. - Powiedziała towarzyszka siedząca obok. Popatrzyłam na nią jak na idiotkę. 
- A może było. - Powiedziała z dozą niepewności i winy w głosie. 
- Okey, żyję i nic mi nie jest, więc nie jest tak źle. - Stwierdziłam zdyszanym głosem. Serce nadal biło mi mocno, a stres nadal mnie trzymał, jednak poczułam pewną ulgę, ogromną ulgę. Wysiadłam z kolejki i miałam ochotę położyć się na ziemi. Dopiero teraz poczułam skurcz w żołądku i zawroty w głowie. Szybko usiadłam na pobliskiej ławeczce. Zuzanna przyłączyła się do mnie z uśmiechem patrząc na park rozrywki. 
- Nienawidzę cię. - Poinformowałam ją, ale ona tylko się zaśmiała nic sobie z tego nie robiąc. Oczywiście ogólnie to jej nie nienawidzę, tylko jakoś w tamtym momencie naszła mnie chęć przywalenia jej czymś ciężkim w łeb. Na przykład taką łopatą. Przez kilka minut uspokajałam swoje bijące serce po czym wreszcie zaczęłyśmy wracać do naszych domów. Rozdzieliłyśmy się już na samym początku. W końcu mieszkamy w dwie zupełnie przeciwne strony. Pomachałam jej, po czym zaczęłam iść w swoją stronę. Słońce świeciło mocno dając z siebie wszystko. Na podwórkach widziałam bawiące się dzieci, które z całych sił wykorzystywało początek wakacji. Powietrze było suche, a ja marzyłam, by dotrzeć do domu i zaszyć się w swoim pokoju. Nie lubiłam takich upałów. Moje stopy po niewielkim czasie zaczęły mnie piec. Widocznie podeszwa sandałków nagrzała się od chodnika, na który cały czas świeciło słońce. Po paru minutach wreszcie zobaczyłam swój dom. Był dosyć duży, ale nie dziwię się. Nie dość, że mieszka tam moja czteroosobowa rodzinka, to jeszcze dziadkowie. Otworzyłam drzwi. Mieszkanie wydawało się być puste. Weszłam do środka i zdjęłam buty. Na boso przeszłam cały korytarz i weszłam do salonu, gdzie było wyjście na tyły domu. Tak jak myślałam, wszyscy tam siedzieli. Dziadek wylegiwał się na hamaku, babcia prowadziła konwersację z mamą, a moja siostra rozłożyła sobie koc i opalała się w samym stroju kąpielowym. Tata pracował dzisiaj do wieczora, więc go nie było. Westchnęłam i poszłam do łazienki, czułam się źle w takie upały, a prysznice były zawsze zbawienne. Kiedy już się umyłam dołączyłam do rodziny, którą kocham mimo wszystko. Dziadek można powiedzieć, że jest uparty, on wie najlepiej i zawsze pierwszy pcha się do pracy. Nie wiem z czego to wynika, być może bycie emerytem mu się znudziło, babcia za to jest spokojną, opanowaną kobietą. Wszystko przyjmuje z zimną krwią. Ma bardzo dobre rady. Mama jest bardzo opiekuńcza i wszystkim się przejmuje. Stres towarzyszy jej często. Mój tata uwielbia żartować i ma w zanadrzu mnóstwo żartów. No i moja siostra Mary. Szkoda gadać. Ma 26 lat i nadal mieszka z nami. Nie ma męża. Po tym jak rzuciła swojego chłopaka nie chce szukać nikogo innego. To nie tak, że tamten chłopak złamał jej serce czy coś, po prostu lubi być sama. Jest fanem imprez oraz jedno nocnych przygód. Jest bardzo pewna siebie i lubi majstrować przy samochodach. Być może to dlatego jest sama. Faceci lubią być samodzielni i pokazywać jak bardzo męscy są, ale to trochę trudne kiedy twoja dziewczyna jest jeszcze bardziej męska. Mary jest piękną kobietą. Wysoka, z długimi nogami, jest szatynką. Ma blade zielone oczy, ładną cerę, a jeśli chodzi o jej usta to nie jeden facet o nich marzył. Nie są może bardzo duże, ale bardzo ładne, Mary uwielbia podkreślać je mocno malinową szminką. 
Przykucnęłam przy niej i popchnęłam w bok. 
- Przesuń się trochę. - Powiedziałam. Mary spojrzała na mnie dziwnie, ale w końcu się przesunęła. Położyłam się obok niej. Nie rozumiem. Ona umie leżeć na słońcu kilka godzin, a ja nie umiem wytrzymać kilku minut. 
- Jak tam sis? - Spytała mnie swoim ciepłym głosem. 
- Gorąco. - Jęknęłam tylko w odpowiedzi. Mary się zaśmiała odwracając głowę w moją stronę. 
- Na przeciwko wprowadził się jakiś chłopak, może go odwiedzisz? Pewnie ciężko mu zawrzeć jakieś znajomości. - Zaproponowała Mary poruszając swoimi brwiami. Posłałam jej wątpiący wyraz twarzy, ale ona chyba oczekiwała odpowiedzi, bo wpatrywała się we mnie. 
- Maaary, wiesz, że jestem nieśmiała, poza tym czy ty chcesz się mnie pozbyć? - Spytałam oskarżycielsko siadając, bo naprawdę miałam już dość tego słońca. 
- Rozgryzłaś mnie. - Przyznała, a ja prychnęłam podnosząc się z kocyka. Mama uśmiechnęła się tylko do mnie nie zaczynając ze mną nawet rozmowy, a ja weszłam z powrotem do domu. Najpierw skierowałam się do kuchni. Włączyłam radio, po czym tanecznym krokiem ruszyłam do szafki, z której wyjęłam wysoką szklankę. Wykonałam zgrabny obrót i postawiłam naczynie na blacie. Robiąc "schodki" znalazłam się na poziomie zamrażalki. Wyjęłam z niej kostki lodu i kręcąc biodrami wyprostowałam się. Wyjęłam jeszcze z lodówki cytrynę, a po drodze do blatu i mojej szklanki zerwałam jeszcze kilka listków mięty. Wrzuciłam 4 kostki lodu do szklanki i popatrzyłam na nie zastanawiając się nad jeszcze jedną kostką. Ostatecznie w szklance znalazło się 6 kostek lodu. Nucąc pod nosem wlałam do szklanki oranżadę. Wrzuciłam wszystkie listki mięty i wycisnęłam prawie całą cytrynę, lubiłam kwaśne rzeczy. Odłożyłam resztę lodu do zamrażalki, a pozostałości po cytrynie wyrzuciłam. Robiąc jeszcze jeden obrót odsunęłam szufladę i wyjęłam z niej słomkę, którą wsadziłam do napoju. Chwyciłam w dłoń szklankę, która była już lodowata i powoli zaczęłam pić rozmyślając nad tym kto wprowadził się naprzeciwko. Ten dom stał pusty od ponad 5 lat. W końcu zaczęłam iść do mojego pokoju gdzie usiadłam na łóżku, oparta o ścianę. Wyjęłam spod poduszki książkę i zaczęłam ją czytać. Zostało mi tylko 100 stron, więc skończę ją szybko, dobrze, że mam kolejne pięć książek, bo chyba bym się zanudziła. Jestem molem książkowym, pożeram książki jak lody w lato. Wszyscy mi się dziwią, no bo jak można czytać w wolnym czasie?! Dla większości książki nie są przyjemnością. Światło wpadające przez drzwi balkonowe przeszkadzało mi. Wstałam z ociąganiem, by opuścić rolety, a wtedy zobaczyłam dom na przeciwko. Zazwyczaj opustoszały i cichy. Teraz jednak stało przed nim wiele pudeł. Wytężyłam wzrok i zobaczyłam chłopaka, który wyszedł z mieszkania. Sięgnął po kolejne pudło, a ja przyglądałam mu się ciekawie. Nie wiem czy był wysoki, ale z pewnością był szczupły. Kiedy wyprostował się z pudłem w rękach, spojrzał prosto na mnie. Spanikowałam i skoczyłam na bok potykając się o dywan. Próbowałam się złapać parapetu, ale tylko pogorszyłam sprawę, bo ściągnęłam doniczkę z kaktusem. 
- Debilka. - Skarciłam sama siebie powoli podnosząc się na kolana. To nie wyglądało dobrze. Ziemia powchodziła w błękitny dywan i jestem pewna, że szybko się jej stamtąd nie pozbędę. Kaktus wypadł na podłogę i pewnie zaraz zdechnie, biedna roślina, a doniczka była rozbita na pięćset milionów kawałeczków. Jesteś genialna Samantha'o Brown!!
-------------------------------------
THE END PROLOGU :D Mam nadzieję, że się podobało :D JESZCZE JEDNO WAŻNE PYTANIE DO WAS: CZY CHCECIE, ŻEBY TO OPOWIADANIE BYŁO TROSZKĘ SCIENCE FICTION, CZY MOŻE ŻEBY BYŁO NORMALNE? 

A oto nasza główna bohaterka :) Opowiem wam troszkę o niej. Jest średniej wysokości, ma szczupłą sylwetkę, włosy do łopatek, pełne, malinowe usta i czekoladowe oczy. Kocha czytać książki, jest nieco nieśmiała, ale kiedy już kogoś dobrze zna jest sobą, czyli tą szaloną nastolatką. Jest miła i lubi pomagać, ale to nie znaczy, że brakuje jej ironii czy troszkę zadziorności. Jest uparta. Panicznie boi się wysokości, w zasadzie od zawsze. Jej pełne imię to Samatha Brown, ale większość nazywa ją "Sammy". Jest pochodzenia angielskiego, ale gdy miała kilka miesięcy jej rodzice zarządzili przeprowadzkę do Polski. Jest szarą myszką w szkole i nie lubi się zbytnio wyróżniać. Jej ulubiony komplet ubrań to jeansy, trampki, czarna bokserka i koszula w kratę. Jeszcze nigdy nie była w związku i na razie nie śpieszy jej się. 

piątek, 13 maja 2016

Informacja (BARDZO WAŻNA) Zadecyduje o tym co dalej z tym blogiem. BŁAGAM PRZECZYTAJ DO KOŃCA BO MAM PROPOZYCJĘ, KOMPROMIS :D

Słuchajcie nie wiem czemu, ale straciłam wenę na to opowiadanie, nie wiem co mogłabym w nim zapisać. Niby mam wymyśloną całą fabułę i miałam nawet 2 część, ale nie umiem ubrać tego w słowa. Nie chcę jednak was smucić, chociaż pewnie już to zrobiłam, za co bardzo przepraszam. Wyzywam się teraz w myślach od najgorszych i wy w komentarzach też możecie, pozwalam wam, poza tym zawsze chwalicie moje rozdziały, więc teraz macie prawo mnie powyzywać, bo dalszego ciągu prawdopodobnie nie będzie ALE ALE ALE ALE ALE ALE ALE!!!!! (ALE, ZAWSZE MUSI BYĆ) NIE ZOSTAWIĘ WAS TAK Z NICZYM!!! Proponuję nowe opowiadanie o Masterczułku co wy na to? I mam układ nie do odrzucenia. TO WY ZADECYDUJECIE O CHARAKTERZE I WYGLĄDZIE GŁÓWNEJ BOHATERKI :D No dobra, więc jak chcecie to piszcie swoje propozycje na główną bohaterkę (nie zapominajcie mnie powyzywać) w komentarzach. Czekam na przynajmniej 3 komentarze, albo 2. Myślę, że tyle wystarczy. Obiecuję, że popracuję nad wyglądem bloga, żeby był estetycznie, bo jak dla mnie jest na razie troszkę chaotycznie, a playlistę usunę i do każdego rozdziału z osobna będę dodawać jedną piosenkę, żeby był klimacik, a nie! 

wtorek, 5 stycznia 2016

Rozdział 15

Już wszystko było w porządku. Tak przynajmniej wszystkim się wydawało. Czułek kazał iść Emmie do domu. Nie chciał żeby się przemęczała, bo on zostanie tu pewnie na noc. Wszedł do sali gdzie leżał Florek. Podpięty do wszystkich magicznych dla Dezego wynalazków. Miał podbite oko, a na ustach zaschniętą krew.
- Ja pierdole ty idioto! Ty się z kimś biłeś czy co!? - spytał zdenerwowany Dezydery podchodząc do brata, który słabo się uśmiechnął.
- A żebyś wiedział. - zaśmiał się starszy, jednak młodemu do śmiechu nie było. Spojrzał karcąco na brata tym samym dając znać, że niczego przed nim nie ukryje. Dezemu moc czytania w myślach potrzebna nie była, by wykryć kłamstwo u swojego własnego brata.
- No dobra...Nie wiem kim oni byli. Rzucili się na mnie mówiąc, że wiem gdzie jest jakiś "ninja". - mówił zaznaczając rękoma cudzysłów w powietrzu.
- Nic im nie powiedziałem, bo... - głos mu się załamał. Dezydery spojrzał na niego z troską i usiadł na krześle. Patrzył wyczekująco na Floriana. Miał ochotę go przytulić mówiąc, że niedługo to wszystko się skończy, ale wiedział, że liczne siniaki na ciele Florka mu to uniemożliwiały, bo będą sprawiać mu ból.
- Bo widzisz czytałem im trochę w myślach i...I chcą cię...Usunąć. - powiedział delikatnie. Florian na prawdę bał się o Dezego. W końcu to nadal jego mały braciszek.
- Cholera! No pięknie...Wydało się! Kurwa nic nie potrafię....Obiecałem sobie, że mój zawód nie odbije się na tobie, że tobie nic grozić nie będzie, że ja będę cię chronić, że walka nie będzie ciebie dotyczyć, a jednak...Ja pierdole przepraszam, że cię w to wciągnąłem. - mówił zestresowany Dezy. Trzęsły mu się ręce, a oczy przedstawiały smutek.
- Bracie nie przejmuj się. Ty w tym jesteś, to ja też. - powiedział Eskacz, a Czułek spojrzał na niego.
- Ja również zgłosiłem się do tej organizacji. Teraz już nie będziesz samotnym ninją. - zaśmiał się Florian.
- Co!? Florian nie wiesz w co wchodzisz! - powiedział ostrzegająco Dezydery spuszczając głowę w dół. Wiedział, że nie wygra, że jego brat jest uparty i nic nie wskóra.
- Wiem braciszku. Nie jestem już 12 letnim dzieciakiem. Mam 23 lata i umiem o siebie zadbać. - powiedział. Co Czułek miał zrobić? Co mu powiedzieć? Zezłościć się na niego, czy cieszyć się, że będzie walczył razem z nim? Postanowił to po prostu przemilczeć.
- Nie masz się o co martwić. - zapewnił po dłuższej chwili Florek i położył Dezemu dłoń na ramieniu, chociaż trochę wysiłku go to kosztowało. Masterczułek nie wytrzymał i wyszedł z sali. Musiał to przemyśleć.
-----------------------------------
Ludziki chciałam was spytać czy mogę z ich perspektywy pisać, bo z trzecioosobowej nie lubię i sprawia mi to trudność. Być może to dlatego tak rzadko pisze. W każdym razem nie lubię tak pisać i pytam czy mogłabym z ich perspektyw?