Czasami życie nas atakuje. Rzuca nam pod nogi różne przeszkody, o które mamy się potknąć, przez które upadamy, ale nie ważne jest to ile razy upadniesz, ważne jest to ile razy się podniesiesz. Błędy, które popełnisz nie są ważne, ważne jest to co z nimi zrobisz, czy wyniesiesz z nich jakąś naukę, coś co zapobiegnie innym złym zdarzeniom, czy zwyczajnie to olejesz.
Mój pokój nigdy nie był miejscem ciszy. W głośnikach zawsze grał rock, ale nie był on ciężki, bardziej wesoły i podnoszący mnie na duchu. Tym razem nie było inaczej. Miałam dziwny wystrój w pokoju, ale mi się podobał. To była mieszanina trzech moich ulubionych kolorów. Niebieski, Fiolet i Czerń grały ze sobą i łączyły się stwarzając dla mnie miejsce, w którym czuję się dobrze i bezpiecznie. Niestety duchota, która tutaj panowała nie dawała mi spokoju. Byłam zmuszona wyjść na balkon. Usiadłam sobie, opierając się o ścianę domu i patrząc na pustą ulicę i dom po drugiej stronie. Kartonów już nie było. Widocznie nowy domownik zdążył wczoraj wszystkie wnieść. Nagle chłopak wyszedł na swój balkon. Udawałam, że go nie widzę. Otworzyłam książkę, którą miałam zamiar zacząć czytać już jakieś 5 minut temu i co chwilę przekręcałam kartkę, z której i tak nic nie zrozumiałam. Nie mogłam się skupić i cały czas czułam jego wzrok na sobie. Nie miałam jednak odwagi spojrzeć na niego. Rozpraszał mnie tak naprawdę nic nie robiąc. Mogłam mu zakazać patrzenia się na mnie, ale to byłoby bezsensu, w końcu i tak siedziałby na tym durnym balkonie. Zamknęłam książkę z zieloną okładką wiedząc, że nic z tego nie będzie i wstałam opierając się o barierkę. Przez chwilkę zatrzymałam wzrok na chłopaku, ale nie dostrzegłam dużo, ponieważ szybko zmieniłam swój kierunek patrzenia.
- Cześć sąsiedzie! - Zawołał sympatycznym tonem. Miał specyficzną barwę głosu. Spojrzałam na niego lekko zdenerwowana i uśmiechnęłam się odmachując mu. Siedział na leżaku, z kubkiem w ręku.
- Proponuję spotkanie! Nie będziemy się przez całe życie drzeć z domów prawda?! - Spytał z rozbawieniem, a ja spuściłam wzrok uśmiechając się pod nosem. Czemu muszę być taka nieśmiała. Westchnęłam i spojrzałam na niego z uśmiechem.
- Jasne! - Zgodziłam się.
- W takim razie, chodź do mnie, chyba, że jesteś zajęta wpatrywaniem się w książkę. - Powiedział, a ja jestem tego niemal pewna, że się zarumieniłam, skąd do cholery wiedział, że nawet tej książki dokładnie nie czytałam?
- Skąd wiesz, że się w nią wpatrywałam, a nie czytałam?! - Spytałam zaciekawiona marszcząc brwi.
- Za szybko przekręcałaś kartki i byłaś spięta. Zakładam, że nie mogłaś się skupić. - Jak!? Jak on zauważył takie szczegóły? Przypatrywał mi się, aż tak intensywnie?
- Mogę wiedzieć co cię rozpraszało? - Spytał niewinnie, ale miałam przeczucie, że on wie.
- Nie. - Odpowiedziałam od razu. Być może zrobiłam to zbyt szybko i głośno, bo jego uśmiech poszerzył się jeszcze bardziej, jakby już wszystko wiedział. Miał włosy ciemnego blondu, duże usta, troszkę krzywy nos. Z pewnością był wysoki i chudy. Jego luźne spodenki sięgające przed kolana jeszcze bardziej podkreślały jego długie, chude nogi.
- To co przyjdziesz? - Spytał zachęcająco, a ja w końcu się zgodziłam. Weszłam do środka, tylko po to, by zaraz wyjść z domu i skierować się do budynku na przeciwko. Idąc przez ulicę czułam jak słońce grzeje moje plecy. Gdy przeszłam już na drugą stronę chłopak czekał na mnie w drzwiach. Dopiero teraz zobaczyłam jego szaro-zielone oczy. Był jeszcze wyższy niż mi się wydawało, a usta miał naprawdę duże. Od razu podał mi rękę. Szybko odwzajemniłam gest ściskając jego dłoń, która była ciepła. Ech, nic dziwnego, skoro jest 30 stopni w cieniu...
- Dezydery, ale wolę Dezy. - Przedstawił się z uśmiechem czekając na mnie. Nerwowo założyłam kosmyk włosów za ucho.
- Sammy...Znaczy Samantha, ale wolę Sammy, lub Sam, zresztą możesz mówić jak chcesz, mi tam obojętnie. - Gratulacje, nawet przedstawić się nie umiesz. Chłopak wyglądał na rozbawionego, a ja chyba przypominałam buraka, przynajmniej z koloru.
- Jasne. - Powiedział po cichu, chyba bardziej do siebie niż do mnie i otworzył szerzej drzwi dając mi tym samym pozwolenie na wejście. Mały przedpokoik w kolorze beżowym prowadził do dosyć wąskiego i krótkiego korytarza. Zaraz na lewo był salon, do którego nie było drzwi, tylko ogromne wejście w kształcie łuku, a po prawej była kuchnia z jadalnią. Na końcu korytarza ujrzałam jeszcze jakieś drzwi, ale nie miałam pojęcia co za nimi jest. Poszłam za Dezym do salonu, gdzie jak się okazało są również schody na górę. Na środku pomieszczenia znajdowała się czarna kanapa i parę pudeł. Tylko tyle? Pokój wydawał się być duży i strasznie pusty z jedną kanapą. Odcień ścian był po prostu brzydki, bo blado żółty. Spojrzałam pytająco na chłopaka, a ten wzruszył ramionami.
- Dopiero się wprowadziłem. Mam trochę roboty. Pomalowanie ścian, wstawienie mebli. Sama rozumiesz. - Wytłumaczył, a ja miałam ochotę walnąć się w twarz. To przecież oczywiste. Kto miałby od razu wszystko gotowe po jednym dniu mieszkania w nowym budynku?
- Tak, doskonale rozumiem. - Stwierdziłam. Chłód panujący w mieszkaniu był przyjemny.
- Chcesz kawy czy czegoś? - Spytał, a ja pokręciłam głową patrząc na otwarte pudła i chcąc dostrzec jak najwięcej tak by Dezy tego nie zobaczył.
- Nie martw się, żadnych broni, listy ofiar czy seks zabawek raczej tam nie znajdziesz. - Powiedział. Moje policzki zaatakował rumieniec, a w sercu miałam mały niepokój. Spojrzałam na niego niepewnie. Strasznie trudno było mi rozpoznać czy mówi poważnie.
- Hej! Ja tylko żartowałem, jak chcesz możesz sobie pooglądać. W tych pudłach są tylko zdjęcia, sprzęt do nagrywania i gry. Na pewno nie chcesz niczego? Mam zapas lodów na co najmniej tydzień. - Spytał jeszcze raz stając w progu pokoju. Uśmiechał się promiennie. Chłopak mimo tego, że bardzo szczupły sprawiał wrażenie ruchliwego, zdeterminowanego i wesołego. Podobało mi się to. Czułam się bardzo dobrze w jego towarzystwie, chociaż troszkę mnie onieśmielał, ale to mogłam zwalić tylko na moją cholerną nieśmiałość.
- No dobra. - Zgodziłam się, a on pokazał mi kciuki, po czym zniknął w drugim pomieszczeniu. Ja tymczasem przeglądałam pudła z grami. Miał ich bardzo dużo i większości nie znałam. Postanowiłam jednak nie robić wrażenia ciekawskiej i odwróciłam się z zamiarem pójścia na kanapę. Rozglądając się szłam powoli i oczywiście nie zauważyłam jednego z pudeł. Natychmiast się o nie potknęłam. Na szczęście nie przewróciłam się, ale po pokoju rozniosło się straszne echo, nic dziwnego skoro pomieszczenie jest praktycznie puste. Po chwili do pomieszczenia wszedł Dezy z dwoma szklankami lodów i łyżeczkami.
- Wywaliłaś się? - Spytał z rozbawieniem podając mi porcję lodów. Spojrzałam na niego nieco zawstydzona.
- Nie, ale się potknęłam. - Przyznałam, a on tylko się zaśmiał. Boże, czy ja muszę tak drętwo odpowiadać? Może chociaż powiedziałabym coś śmiesznego albo no nie wiem, coś ciekawego? Na początku znajomości rozmowy są zwykle niepewne, ponieważ nie wiesz nic o drugiej osobie i nie wiesz czy ona chce, żeby coś o niej wiedzieć. Czy to ma sens? Dla mnie chyba ma. Dezy jednak jest inny. Jest zabawny i interesujący, ale jednocześnie nie przekracza granic, ani nie jest wścibski.
- Sory, powinienem w końcu te pudła wynieść, ale stwierdziłem, że nie będę sobie blokował korytarza dopóki nie pojadę po farby, kiedy pomaluję już ściany będę mógł ustawić meble i wreszcie rozpakować te pudła. - Wytłumaczył patrząc z dziwnym błyskiem na ścianę tego pokoju. Zgaduję, że ma już pomysł na aranżację tego miejsca. Po dłuższej chwili postanowiłam się w końcu odezwać.
- Masz sporo gier. Jesteś kolekcjonerem? - Spytałam. Na twarzy chłopaka pojawił się uśmiech. Miał minę mówiącą: Dobra pytanie.
- Nie. Gram tylko w mniejszość, w większość zagrałem tylko kilka razy. - Powiedział. Widać było, że lubi rozmawiać, zamiast odpowiadać krótko rozwijał swoje wypowiedzi i tłumaczył. Nagle usłyszałam jakąś piosenkę, której nie znałam. Dezydery mówiąc "przepraszam cię" odebrał telefon. Obserwowałam uważnie jak wstaje z kanapy i słuchając kogoś po frugiej stronie chodzi sobie w prawo i w lewo...Czyli nie tylko ja łażę po domu z telefonem jak bym miała ADHD?
- Nie wierzę. Dopiero co się przeprowadziłem, a ty już mnie potrzebujesz. - Powiedział z Wiedziałemżetakbędzie miną, po czym zaśmiał się ciepło.
- Dobra, dobra już jadę. - Powiedział jeszcze i rozłączył się. Spojrzał na mnie przepraszającym wzrokiem nadal się uśmiechając.
- Sory, ale muszę podwieźć siostrę na lotnisko. Jej chłopak wyprowadził się jakiś miesiąc temu do Anglii i Ola chce go bardzo odwiedzić. Normalnie nie pozwoliłbym jej tam jechać, no bo halo!! Moja młodsza siostra sama w Anglii z jakimś typem dwa lata od niej starszym? Na szczęście mam tam znajomego, który będzie jej przyzwoitką, więc nie mam się co martwić. Wrócę wieczorem, może pójdziemy wtedy do lasu czy coś, co ty na to? - Mówił szybko zakładając buty i chowając portfel w kieszeni. Kiedy spojrzał na mnie wyczekująco w końcu się odezwałam.
- Może być. - Stwierdziłam uśmiechając się i wychodząc z domu. Po chwili patrzyłam jak chłopak odjeżdża srebrnym BMW. Czekaj, czy ja się przypadkiem nie zgodziłam na spacer po lesie?! Kurwa, a co jeśli to pedofil, który chce mnie zgwałcić, albo zamordować? Ty idiotko, dopiero co go poznałaś, a już zgadzasz się na spacery w miejscu oddzielonym od cywilizacji. I to w dodatku wieczorem. Nie no genialna jesteś. Przeszłam przez ulicę i otworzyłam drzwi. Moja starsza siostra od razu na mnie naskoczyła.
- I co!? Jest przystojny? Ile ma lat? Sądząc po tym dużym domu na dobrą pracę, może jest sławny, a może jest młodym pisarzem! To byłoby zajebiste! Mieć chłopaka pisarza, który pisze dla ciebie książki i wiersze, ty przecież kochasz książki. Pewnie podbiłby tym twoje serce! Opowiedz mi coś o nim! Albo nie! Sama zgadnę! To mądry, wysoki chłopak z dobrym wykształceniem. Jest zabawny i zachowuje się wobec ciebie miło i opiekuńczo, prawi ci komplementy i jest niezwykle uroczy. - Jej słowotok nigdy nie przestanie mnie zadziwiać. Spiorunowałam ją wzrokiem. Znam Dezego od godziny! Wiem jedynie jak wygląda i można powiedzieć, że rozpoznałam kilka jego cech, nic więcej. Mogę tylko zgadywać jaki jest dokładnie.
- Mary, dopiero go poznałam, nie wiem jaki jest i eejj!! Chyba nie masz zamiaru bawić się w swatkę, prawda? - Spytałam dobrze znając jej odpowiedź. Chcę być jedynaczką...
- Nie mam zamiaru się w nikogo bawić. Chcę tylko wiedzieć, czy go nie zajęłaś i czy jest przystojny. - Powiedziała, a ja od razu wiedziałam o co jej chodzi.
- Mary, ja go nie zajęłam, nie jestem taka i nie śpieszno mi jeśli chodzi o związki. Ale kurde sis on jest młodszy od ciebie o....No nie wiem, ale wydaje się być w moim wieku. - Tłumaczyłam jej.
- No i co? Niektóre mają chłopaków, którzy są młodsi od nich o 10 lat. - Przybiłam sobie facepalma i przepchnęłam się, by wejść do środka. Nagle zazdrościłam wszystkim jedynakom.
Czekam jak zawsze:))
OdpowiedzUsuńOraz życzę weny