sobota, 29 sierpnia 2015

Rozdział 8 Wesołe miasteczko i kotek...

Do domu wrócili dosyć późno i to na bosaka :D
- To ja już pojadę...Wiesz wynajeliśmy pokój w hotelu, a jeśli chodzi o jutro to nie będzie ci przeszkadzać, że zabiorę ze sobą Emi? - spytał Florian...
- Oczywiście, że nie. - odpowiedział Dezy i tak rozstali się przed domem. Dezydery padnięty postanowił iść do pokoju...Był tam straszny syf. Czułek rozejrzał się po pokoju i zobaczył, że na jego łóżku śpi sobie jak gdyby nigdy nic Remek...Przyszedł wtedy gdy Dezy i Florian chodzili na bosaka po świecie...Chłopak podszedł do śpiącego i zepchnął go z łóżka.
- Ej no stary!!! Wiesz jak dobrze mi się spało?! - krzyknął Remek wkurzony.
- Oj nie przesadzaj! Myślałem, że pójdziesz do hotelu, a nie do mnie. - zaczął Dezydery.
- Jak mogłeś w ogóle zostawić mnie z tą psychopatką!!? Ona by mnie chyba tam zabiła! - krzyknął Rezi przypominając sobie wizytę u Emmy.
- Remek co ci odbiło? To zwykła dziewczyna, która może jest trochę wredna, ale myślę, że miała po prostu trudną przeszłości. - odparł spokojnie Dezy. Remigiusz się poddał wiedząc, że to nie ma sensu.
- Jutro jedziemy do wesołego miasteczka z Florkiem...Jedziesz? - spytał Dezy sprzątając poduszki porozwalane na podłodze.
- No jasne, że tak! - odpowiedział szybko Remek. Kiedy Dezy już trochę sprzątnął usiadł obok czarnowłosego.
- Jest trochę późno... - zaczął Dezy chcąc powiedzieć by Remik wrócił już do hotelu...
- Stary nigdzie nie idę! Jej hotel jest blisko mojego...Co jeśli ona wyskoczy z siekierą!? - mówił z przerażeniem.
- Oj ty debilu! Jak tak bardzo się jej boisz to możesz zostać. - powiedział Czułek wstając i zdejmując z siebie bluzę...Było dość ciepło.
- Oglądamy film? - spytał zielonooki.
- Ok. - odpowiedział Rezi. Czułek włączył jakiś horror. Oboje udawali, że ich to nie rusza, ale horror trzeba przyznać był bardzo dobry...
- Aaaaaaa!!! - wydarli się w tym samym czasie oboje.
- Wyłącz!!! - krzyknął Remek, a Dezy nie protestując wyłączył film.
- Stary co ty żeś włączył!? - krzyknął czarnowłosy chłopak. Po długich postanowieniach i sprzeczkach postanowili, że zagrają w jakąś grę i grali tak jakoś do piątej rano....Potem usnęli. obudziło ich mocne pukanie do drzwi.
- Wstawać!! Macie 30 minut!!! Wesołe miasteczko!!! - Masterczułek natychmiast się obudził...Rozejrzał się po pokoju i ujrzał Remka, który miał głowę położoną na jego ramieniu...Chłopak miał otwartą buzię, a z niej kapała ślina mocząc bluzkę Dezyderego.
- Fuj! - krzyknął i odepchnął go od siebie.
- Remek wstawaj! Jedziemy do wesołego miasteczka !! - krzyknął zielonooki przeciągając się.
- Co mamusiu? Daj mi jeszcze tylko pięć minut. - odparł Remek zaspany, niestety za bardzo przechylił się do przodu i jego głowa bezwładnie upadła na biurko...Od razu się obudził.
- Ała. - mruknął masując głowę.
- Co jest? - spytał ciemnowłosy ziewając.
- Wiesz za dwadzieścia dziewięć minut jedziemy do wesołego miasteczka. - odparł spokojnie.
- Co?! Przecież ja muszę iść do hotelu po ubrania! - powiedział szybko i wstał z krzesła.
- Spokojnie! Mogę ci pożyczyć...prócz gaci. - powiedział Dezy dając Remkowi zwykły szary podkoszulek i do tego czarne dresy. Czułek założył biały podkoszulek i szarą bluzę do tego czarne dresy.
- Dobra idziemy? - spytał Czułek, a Remik pokiwał tylko głową i oboje wyszli przed dom. Florek i Emi siedzieli już w samochodzie. Chłopaki wsiedli na tył i wreszcie wyruszyli w podróż do wesołego miasteczka. Postanowili, że pojadą do Śląska, gdyż i tak Remik miał dzisiaj wieczorem wrócić do domu, więc będzie miał bliżej...

Czarnowłosa dziewczyna w tym czasie szukała sklepu zoologicznego....Chciała kupić kotka, gdyż dowiedziała się, że to ulubione zwierzę Dezyderego...Weszła do pierwszego lepszego sklepu. Znalazła tam takiego słodziaka, że największy twardziel nawet by się uśmiechnął na jego widok. Kotek był jeszcze malutki. Kupiła go i poszła do hotelu. Od razu dała mu mleka. Kiedy kot wypił już mleko zaczął chodzić po całym domu oglądając nowy teren. Kot był przyzwyczajony do ludzi, bo nie bał się Emmy, wręcz przeciwnie.
- Nie przyzwyczajaj się zbytnio...Twój dom będzie gdzie indziej. - powiedziała bardziej do siebie niż do kota. Kupiła go tylko po to by pozbyć się jego przyszłego właściciela, a potem co się stanie z małym kotkiem? Zrobiło jej się na prawdę przykro, ale olewała to uczucie. Włączyła telewizję i zaczęła oglądać jakiś głupi serial...
--------------------------------------
Ten rozdział w ogóle mi się nie podoba, ale trudno...Nie mam do niego siły XD

sobota, 15 sierpnia 2015

Rozdział 7 Prawda i wygłupy...

Dezy biegł szybko przed siebie...Mimo to, że siniaki po tamtym jeszcze się nie zagoiły i trochę to bolało to biegł dalej. Kiedy był w połowie drogi do domu wyjął z kieszeni telefon i wybrał numer. Po chwili usłyszał znajomy głos.
- Słuchaj już do ciebie biegnę! Jak się sprawy mają? - spytał Dezydery ledwo biorąc oddech.
- Nie jest źle... - nagle chłopak przerwał, a Dezy usłyszał  Dźwięk rozbijającego się szkła.
- Ale przydała by się twoja pomoc. - powiedział po chwili i się rozłączył. Zaczął biec szybciej...Miał bardzo dobrą kondycję. Po chwili zaczął przebiegać przez ulicę. Samochód jechał bardzo szybko i zatrzymał się tuż przed chłopakiem. Dezy położył dłonie na masce samochodu, odepchnął się nogami i zrobił fikołka, po czym wylądował nogami na asfalcie. Auto zaczęło na niego trąbić, a kierowca nie był zadowolony z tego, że jakiś niewychowany dzieciak przetoczył się po jego aucie, jednak Czułek to zignorował i biegł dalej. Po chwili widział już swój dom. Tym razem wszedł normalnie, przez drzwi. Usłyszał jakieś krzyki z swojego pokoju. Szybko oddychając wparował tam. Florian siłował się z ojczymem... był trochę silniejszy od Florka...Dezy popatrzył na swój pokój i miał już w głowie ułożony plan. Podbiegł do okna i jednym ruchem zerwał firankę z karniszy, następnie podbiegł po krzesło. W między czasie rzucił Skkf'owi firankę by mu za bardzo nie przeszkadzała. Florian przez to, że był zajęty łapaniem materiału o mało co nie dostał z pięści, na szczęście w ostatniej chwili zrobił unik. Czułek podjechał fotelem z tyłu mężczyzny i pchnął go, przez co facet nie mogąc utrzymać równowagi usiadł na krześle. Skkf szybko owinął wokół niego firankę...Na koniec bracia przybili sobie piątki. Czułek podszedł do mężczyzny, który coś wrzeszczał i dotknął materiału.
- Długo to nie wytrzyma. - stwierdził.
- Idź po linę...powinna być gdzieś w garażu. - polecił Dezy, a Florian dość szybko wybiegł z pokoju.
- Czego ode mnie chcecie?! - wydarł się mężczyzna. Czułkowi znów wróciły wspomnienia....Jednak szybko pokręcił głową..To nie jest odpowiednia chwila.
- Prawdy. - powiedział Dezy krzyżując ręce na klatce piersiowej. Mężczyzna przez chwile patrzył na niego pytająco, jednak potem przybrał minę zdenerwowanego.
- Wypuść mnie! - krzyknął.
- Nie. Dopóki nie powiesz nam prawdy. - powiedział Dezy uśmiechając się.
- Jakiej prawdy?! - spytał już zniecierpliwiony mężczyzna. Czułek nie odpowiedział tylko patrzył w stronę drzwi.
- 3...2...1...0 - odliczał Dezydery, a na liczbę 0 jego brat wszedł do pokoju rzucając mu linę. Szybko owinął linę wokół wkurzonego mężczyzny.
- To powiecie w końcu o co wam chodzi!! Wy gnoje jedne! - wydarł się. Florian patrząc na mężczyznę wyobrażał sobie jak jego brat musiał cierpieć z jego powodu. Miał wyrzuty sumienia zdając sobie sprawę, że kazał czekać Dezyderemu do 18 w tym miejscu....
- Chodzi nam o prawdę...Masz powiedzieć ze szczegółami kim tak na prawdę był nasz ojciec oraz kim ty tak na serio byłeś. - powiedział Dezy.. Mężczyzna nie był do tego przekonany...Nie chciał do tego wracać.
- Dam ci piwo. - powiedział Czułek wzdychając.
- No dobra, ale skąd możecie mieć pewność, że powiem wam prawdę? - spytał z iskierkami złości w oczach.
- O to się nie martw. -powiedział Skkf ostro...Florek miał mu za złe, że wdał się w pijactwo..
- No, więc był waszym ojcem i mężem...Zginął w pożarze. - powiedział przekonująco.
- Kłamiesz. - powiedział Florian.
- Mówiłem, że chcemy prawdy inaczej zostaniesz tu do końca życia. - powiedział ostrzegająco Czułek, a jego ojczym zaśmiał się.
- Mówię serio... - powiedział Czułek bez emocji, jednak w środku wszystko w nim buzowało..
- A jeśli nie to się zabiję. Zabiję się i umrę w kłamstwie...Tego chcesz? - spytał szczerze Czułek, któremu już praktycznie łzy stanęły w oczach...Twarz ojczyma złagodniała, jednak po chwili znów przybrała kamienny wyraz.
- A idź se i się zabijaj ile chcesz! - krzyknął. Dezy spojrzał na niego i dostrzegł w oczach coś czego nigdy nie widział...Dostrzegł jakby skruchę...Florek nie wiedział co powiedzieć..Stwierdził, że jego młodszy brat tym razem lepiej da sobie radę od niego.
- Ja wiem, że być może mnie nienawidzisz, że chciałbyś bym zginął, że jesteś na mnie wściekły, że cokolwiek zrobię jest to dla ciebie powód do wydzierania się, ale zrób wyjątek i powiedz: Kim był nasz ojciec? - powiedział Dezy zbliżając się do niego. Mężczyzna westchnął..
- Cóż z kamienia nie jestem... - przyznał ojczym patrząc w oczy Czułka...Wiedział, że teraz jest za późno, że teraz ich przed tym nie uchroni, może i był pijakiem, ale mimo to chciał dla nich dobrze.
- Twój ojciec był szefem tajnej organizacji, oczywiście działała ona przeciwko złu...Ja byłem zaraz po nim...Nie był on dla mnie tylko szefem, ale również przyjacielem i to najlepszym..Wasz ojciec był wojownikiem... - powiedział kiwając na Czułka.  - Umiał również czytać w myślach. - dodał zwracając się do Florka. Stwierdził, że musi wykorzystać te dary w dobry sposób noi tak też robił...Wkrótce dołączył do nas jeszcze jeden koleś...Z nim również bardzo się przyjaźniliśmy. Ten trzeci miał moc przenikania przez ściany, umiał również widzieć np co się dzieje w środku domu, mimo tego, że byliśmy na zewnątrz...Czyli po prostu widział i przenikał przez ściany. Pewnego dnia jak to zwykle wybraliśmy się na misję....Wtedy wasz ojciec poległ, jednak powiedział mi coś bardzo ważnego. - powiedział patrząc w podłogę. Bracia usiedli na łóżku słuchając uważnie.
- Mówił, że kocha was ponad życie,by zająć się jego żoną i by uchronić was przed tą organizacją i chociaż nie widział swojego syna na oczy to od razu wiedział jaki będzie...Wiedział, że na pewno będzie postępować dobrze i sprawiedliwie i mimo tego, że chciał was uchronić przed tą organizacją to wiedział, że pewnego dnia i tak uratujecie świat... - zakończył. Czułek i Florek spojrzeli na siebie i milczeli...Nie wiedzieli co powiedzieć...
- Nie zapomnieliście o czymś? - spytał ojczym próbując rozluźnić atmosferę...
- Cóż ja niestety nie dałem rady was ochronić....Wiem, że poległem...Alkohol mnie wciągnął.. - powiedział z smutkiem.
"Rozwiązać go?" w głowie Czułka pojawił się głos w Floriana. Czułek pokiwał twierdząco głową. Nadal oboje milczeli i myśleli nad tym co właśnie usłyszeli. Po chwili ojczym był już na wolności.
- I co mamy teraz zrobić? - spytał Dezy po długiej chwili ciszy.
- Sam lepiej zdecydujesz co będzie dla ciebie lepsze...Musze wam jeszcze powiedzieć coś o waszych mocach... - powiedział z widocznym zmieszaniem nie wiedząc od czego zacząć.
- Wasz ojciec miał moc wojownika po swoim ojcu zaś moc czytania w myślach odkrył sam... - zaczął urywając na chwilkę.
- Wy też macie po jednej mocy i nie wiem kiedy to może zdarzyć się nawet w tej sekundzie odkryjecie swoją drugą moc...Niestety musicie sami to zrobić...Sami to odkryć. - zakończył..
- Tylko jak? To może być cokolwiek... - zauważył Florek już trochę się w tym gubiąc.
- Kiedy nadejdzie czas sam się się dowiesz. - odparł ojczym i wyszedł z pokoju.
- Ja wiem, że ty jesteś na zawołanie jakiegoś kolesia, który przydziela ci jakieś zadanie i ogólnie jesteś ninją, ale potrzeba ci luzu... - powiedział Florek siadając koło brata i kładąc mu rękę na ramieniu. Masterczułek wplótł swoje ręce w włosy...Nie wiedział już co ma robić...Był jakiś zdezorientowany.
- Chyba masz rację. - przyznał Czułek po długim namyśle.
- Słuchaj jutro idziemy na miasto do wesołego miasteczka...Co ty na to? - spytał Florek. Dezy natychmiast pomyślał o Remku...Przecież on nadal tu jest i będzie przez jeszcze jeden dzień.
- Remka też zabierzemy. - odparł Skkf czytając mu w myślach.
- O ty głupku! Ładnie to tak cały czas czytać w myślach co?! - spytał Dezy w żartach i zaczął nawalać Floriana poduszką bez żadnej litości. Skkf nie mógł się utrzymać na nogach, bo zaczął się jeszcze głośno śmiać. W końcu upadł na podłogę, a Dezy stojąc nad nim zaczął go jeszcze mocniej nawalać.
- Koniec! - zarządził Florek wyrywając bratu poduszkę z rąk. Skkf zaczął się poodnosić, jednak potknął się i znów wylądował na podłodze...W końcu dostali obaj strasznej głupawki i zaczęli się śmiać. Po chwili Dezy też dołączył do brata i razem tak się chichrali leżąc na podłodze. Brzuch ich już strasznie bolał od tego, ale któryś z nich ciągle przypominał to zdarzenie, a wtedy znów zaczynali się śmiać.
- Ja.. - zaczął Czułek wycierając łzy śmiechu.
- Ja już nie mogę. - powiedział na jednym tchu...
- Zaraz zobaczymy! - odparł Skkf i zaczął go łaskotać w stopy.
- Nie!!! - krzyczał Czułek śmiejąc się. Kiedy udało mu się wstać zaczął uciekać do okna, otwierając je i wyskakując przez nie. Zanim Skkf zaczął wstawać Czułek był już na świeżym powietrzu i to na boso...Po chwili Florian również wyskoczył przez okno..
- Ej to chyba nie był dobry pomysł wyskakując przez to okno. - powiedział Florian kiedy po jego gołej stopie zaczęła chodzić mrówka.
- Nie marudź! - fuknął Czułek, złapał brata za ramię i wyszedł z nim na chodnik.
- Dawaj śpiewamy! - powiedział Czułek.
- Ale co? - spytał rozbawiony Florek.
- Jak to co? Pójdę booosoo!!! - odpowiedział śpiewając. Razem tak chodzili na bosaka po chodniku śpiewając "Pójdę boso". Co z tego, że ludzie na nich dziwnie patrzyli?
------------------------------------------------------------
Pisać komy!

niedziela, 9 sierpnia 2015

Rozdział 6 Jaki jest Dezy?

Ale szybko poszło!! Emma była bardzo zadowolona, że tak szybko go odnalazła. Ciekawe dlaczego jej szef tak przejął się jednym jakimś głupim ninją...No cóż nieważne. Przez te lata nauczyła się, że nie warto być ciekawym i znać wszystkie szczegóły...Nie wiedziała jak ma się zaprzyjaźnić z chłopakiem...Nie umiała być dla niego miła, jednak czuła, że jest jej bardzo bliski. W końcu dotarli do domu. Otworzyła drzwi i weszła do środka.
- No na co czekacie? Torby same się nie zaniosą! - powiedziała wrogo. Nie umiała być dla nich miła, a poza tym uwielbiała wkurzać ludzi, więc...Remek z Dezyderym szybko weszli do środka i położyli paczki na podłodze.
- To my już pójdziemy. - powiedział Dezy. Wiedział, że dziewczyna chce ich tylko wkurzyć.
- Nie! Znaczy no...Ech.... - powiedziała szybko. Chłopaki odwrócili się i stanęli.
- Zostańcie na herbatę! Tak właśnie herbatę...Hehe. - powiedziała. Dezy i Remek usiedli na kanapie, a ona poszła robić herbatę.
- Czemu myślisz, że nie mamy u niej szans? Może ją zmienimy, by nie była taka wredna! - Remek zawsze był chętny do pomagania innym. Uwielbiał wykonywać różne czynności i miał do wszystkiego duży zapał, Dezy podobnie, jednak czasami wolał odpuścić. Emma usłyszała słowa Remka.
- Nie zmienicie mnie...I nie. Nie macie u mnie szans. - powiedziała po cichu do siebie. Wkrótce przyniosła im herbatę. Musiała dowiedzieć się jak najwięcej o Czułku.
- No gdzie mieszkacie? - miała nadzieję, że Remek nie będzie za bardzo udzielał się w konwersacji, jednak bardzo się myliła.
- Mieszkam w Wodzisławiu Śląskim. - odpowiedział ciemnowłosy chłopak i zaczął opowiadać jej jak tam jest.
- No, a ty? - przerwała Remigiuszowi. Tak jak myślała Dezy szczegółowo podał gdzie mieszka, a przez to, że był bardzo otwarty zaczął również mówić o sytuacji w domu. Mimo tego, że dziewczyna miała go zabić, to zrobiło jej się trochę szkoda Dezyderego...Przecierpiał coś podobnego co ona... Nagle Dezy sobie coś przypomniał...Coś bardzo ważnego.
- Słuchajcie muszę już iść! Siema! - powiedział Dezy i zanim ktokolwiek zdążył ruszyć palcem wyszedł. No pięknie!! Jak on mógł!!! Jak Dezy mógł zostawić ją z tym durniem!!! Remek cały czas coś opowiadał, jednak ona go nie słuchała...Czasami przerywała mu i pytała się o Masterczułka...Jej cel jest tak blisko, a jednocześnie daleko. Emma miała ochotę zabić Reziego jednym ciosem, ale nie potrzebnie zrobiłaby zamieszanie...
- Jaki jest Dezy? - spytała.
- A ty znów o nim...Zakochałaś się?! Dezy i Emma...Fajnie brzmi, myślę, że idealnie byście się dopełniali...Ty taka wredna, a on taki miły! - mówił, a dziewczyna patrzyła na niego wzrokiem mordercy. Remek ignorując to mówił dalej.
- Powiedzmy, że ja jestem chwilowo Dezy, a ty jesteś...Ee sobą! - wymyślił Rezi. Robił to wszystko dla żartu.
- Ja Dezydery Skowron biorę Ciebie Emmę za żonę i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci. - powiedział nagle. Znał przysięgę na pamięć...To dlatego, bo jakieś 6 lat temu grał w przedstawieniu i musiał się nauczyć tej kwestii.
- Teraz twoja kolej. - powiedział ciemnowłosy widząc, że dziewczyna milczy. Nagle podniosła się z kanapy i stanęła na przeciw Remka. Pięści miała zaciśnięte bardzo mocno. Na twarzy zrobiła się lekko różowa. Popatrzyła mu prosto w oczy. Chłopak wystraszył się na widok spojrzenia mordercy.
- To tylko żart, a odpowiadając na twoje pytanie to Dezy jest pozytywnie walnięty, wesoły, miły, pomocny, trochę leniwy, ale jednak lubi uprawiać różne sporty....Umie bardzo szybko komuś zaufać...Z tym zaufaniem to trochę się o niego boję...Nie wszyscy są uczciwi.... - powiedział Rezi. Dziewczyna uśmiechnęła się groźnie.
- Rzeczywiście....Nie wszyscy są uczciwi. - powiedziała dziwnym tonem....
- Czemu robisz minę mordercy i zacierasz ręce? - spytał Remek z przerażeniem...
- A tak se. - odpowiedziała i szybko usiadła na kanapie.
- To ja już pójdę! - powiedział chłopak nerwowo idąc do drzwi.
- Nie. Zostań. - powiedziała normalnym już tonem. Musiała dowiedzieć się czegoś więcej o Czułku...O czymś o czym Czułek jej nie powie, ale jednak jego przyjaciel wie...
- Jakie sekrety ma Dezy? - spytała upijając łyk chłodnej herbaty.
- Nie mogę powiedzieć...- będzie trudniej niż myślała....
----------------------------------------
No to kolejny rozdział za nami. Pisać czy chcecie by jeszcze jacyś youtuberzy mieli super moce!

sobota, 1 sierpnia 2015

Rozdział 5 Niezła jest!

 Czytaj notkę pod spodem !
- Zawsze wiesz jak poprawić humor. - przyznał Dezy i zabrał się za jedzenie żelków.
- To czemu cię pobili? - spytał Remek zaciekawiony...Zazwyczaj Dezy był bardzo przeciwny do bójek. Nie lubił się z kimś sprzeczać no chyba, że w grze, albo na żarty.
- Nie ważne...Tak po prostu. - odpowiedział patrząc na okno.
- Co to znaczy tak po prostu? - spytał Remek. Wiedział, że czasami ktoś potrzebuję samotności i w ogóle, ale w końcu jego przyjaciela pobili! Może trzeba to zgłosić na policję, albo coś.
- No poszedłem do sklepu i chcieli ode mnie kasę...To im nie dałem, a oni mnie pobili...Na szczęście kiedy jakiś facet zaczął dzwonić na policję to oni uciekli...Potem straciłem przytomność. I puff!! Jetem tutaj. - skłamał Czułek.
- Czyli policja o tym wie? - spytał nie pewnie ciemnowłosy.
- Tak! - powiedział szybko Dezy. Remek wiedział, że coś jest nie tak...Że na pewno to nie wyglądało tak jak przedstawił Czułek. Dezydery wiedział, że Remi mu nie wierzy, ale co poradzić?
W tym czasie Emma nadal przygotowywała się do misji...W sumie mogła już iść, ale chciała zajrzeć jeszcze w jedno miejsce. Wyszła z swojego pomieszczenia i pokierowała się ogromnym korytarzem do windy. Zjechała nią na ostatnie piętro. To były lochy. Poszła bardzo dobrze znaną jej drogą. Zatrzymała się przy celi i podeszła do niej.
- Halo? - spytała niepewnie, a echo odbiło się od ścian.
- Emma? - spytał znajomy, kobiecy głos pełen radości. Do krat podbiegła czarnowłosa kobieta.
- Kochanie...Proszę nie rób tego dla mnie...Nie zabijaj już ludzi! - prosiła, jednak Emma wiedziała swoje.
- Mamo ja muszę! - mówiła dziewczyna mając łzy w oczach. Kobieta poddała się.
- Kogo tym razem musisz zabić? - spytała z płaczem.
- Jakiegoś ninję...Ma na imię chyba Dezy... - mówiła. Wcale nie chciała tego robić. Bała się, że nie podoła, że nie uda jej się go zabić.
- Kotku nie rób tego...Prosze! - błagała, jednak Emma tylko pożegnała się z nią i wyszła. Postanowiła już iść na tą misję.Wzięła torbę z mapą i pieniędzmi i wyszła. Szła przez miasto razem z tłumem. Czuła się dziwnie nie musząc maskować się, ani uciekać. Wreszcie mogła być zwykłą nastolatką, niestety tylko przez jakieś trzy tygodnie...Ostatniego tygodnia musi go zabić...Musi!! Nagle ujrzała jakiś hotel. Szybko weszła do środka i wynajęła mieszkanie na miesiąc. Następnie poszła na miasto kupić jakieś ciuchy oraz jedzenie.
- Po tym jak go walnęłam pewnie jest w szpitalu... - powiedziała do siebie i parsknęła. Spojrzała na zegarek...Była już 20 00!! Dziewczyna wzięła jeszcze jakiś jogurt z półki, zapłaciła i wyszła. Ledwo mogła to wszystko unieść. Miała strasznie dużo toreb.
- W razie czego proszę się zgłosić, a jak na razie wypisujemy pana. - zwrócił się lekarz do Dezyderego.  Była 19.30. Poszedł szybko do domu, przebrał się i razem z Remkiem poszli na kebaba.
- Ścigamy się? - spytał Remik, jednak Dezy nie odpowiadając zaczął biec.
- To nie fair!! - krzyknął chłopak i również zaczął biec. Kiedy Dezydery obejrzał się za siebie by zobaczyć gdzie jest Remek wpadł na kogoś.
- Debilu uważaj jak łazisz!! - krzyknęła pokrzywdzona dziewczyna. Spojrzała na chłopaka...Te oczy!! To ten którego musi zabić!!
- Sory! - powiedział Dezy i zaczął zbierać torby. Podał je dziewczynie.
- Dzięki. - podziękowała i zaczęła specjalnie powoli iść.
- Zaraz ! Zdradzisz mi swoje imię? - spytał. Emma uśmiechnęła się do siebie i odwróciła.
- Emma. - odpowiedziała krótko.
- Serio? Znam taką jedną Emmę. - powiedział przypominając sobie dziewczynę Floriana.
- To teraz znasz drugą. - powiedziała z uśmiechem. Nagle do Dezyderego dobiegł Remek.
- Stary ja już stałem przy kebabach, a ciebie nigdzie nie było, więc się wróciłem!! Co ty odwalasz? - spytał wkrzony.
- Pomogłem jej pozbierać torby. - tłumaczył wskazując na dziewczynę.
- Jestem Emma, a wasza dwójka idiotów to? - przedstawiła się jeszcze raz.
- Ja jestem Dezydery, a to Remigiusz. - przedstawił Dezy.
- Dasz się zaprosić na herbatkę? - spytał Remek z uśmiechem.
- Okey, ale torby do domu same się nie zaniosą. - powiedziała i podała chłopakom po dwóch torbach. Ruszyła na przód, jednak chłopaki zostali z tyłu.
- Niezła jest. - przyznał Remek.
- Ale wiesz o tym, że nie mamy u niej szans? - spytał Dezy.
- Idioci idziecie czy nie!? - krzyknęła dziewczyna. Chłopaki tylko się uśmiechnęli i poszli za dziewczyną, która ma wiele tajemnic...
----------------------------------------------------------
Tia wiem...Krótki i nudny rozdział...Cóż trudno!!! To tylko cisza przed burzą :D Mam do was pytanie: Cze chcielibyście, żeby jeszcze jacyś inni youtuberzy mieli niezwykłe umiejętności? Jeśli tak to napiszcie jakich jeszcze youtuberów chcecie w to wkręcić ;) Czekam na odpowiedź i komy!