Znacie ten niezręczny moment, kiedy nie wiesz co powiedzieć, jak zacząć? Często ludzie uważają, że nieśmiali nie chcą towarzystwa, ale to nieprawda. Oni wstydzą się odrzucenia czy jakiejś kompromitującej sytuacji. Chcą tego uniknąć, dlatego są zestresowani i uważają na każde swoje słowo. Ci Ludzie nie zawierają znajomości szybko, więc powinno się im pomóc. Chyba, że spotka się ze sobą dwóch nieśmiałych ludzi...Cóż, to już nie mój problem.
- Szkoda, że nie widziałaś mojej siostry. Cieszyła się jakby dostała jednorożca. Mam nadzieję, że ten typ będzie o nią dbał. - Zaczął rozmowę luźnym krokiem idąc wyznaczoną ścieżką. Nie było wiatru, ale cienie drzew były wystarczającym ochłodzeniem.
- Polubiłabyś ją. - Stwierdził po chwili z namysłem patrząc na mnie. Jego nie skrywany i szczery uśmiech peszył mnie, ale z drugiej strony nie chciałam żeby zniknął.
- Myślisz, że jestem zbyt nadopiekuńczy? Może powinienem dać jej wolną rękę, a zamiast tego nasłałem na nią mojego kumpla. Praktycznie muszę się o nią martwić za dwóch. Florek mieszka na drugim końcu kraju, odwiedza nas kilka razy w miesiącu. - Mówił z zamyśloną miną. Wygląda wtedy tak zabawnie. Ewidentnie typ optymisty pasuje do niego bardziej niż typ nerda, chociaż sądząc po tej kolekcji gier...
- Florian? - Zapytałam zabierając wreszcie głos. Muszę się przełamać, w końcu Dezy wygląda na dosyć wyrozumiałego człowieka, nic się nie stanie, jeśli powiem coś źle.
- Florian to mój starszy brat. - Odpowiedział krótko nie rozwijając się za wiele.
- Rozumiem. - Mruknęłam pod nosem. Muszą być w podobnym wieku. Szłam ostrożnie, ale najwidoczniej to i tak nie miało znaczenia, bo zanim zdążyłam jakkolwiek zareagować leżałam plecami na ziemi widząc rozbawioną twarz towarzysza. Świetnie Sammy! Nie umiesz przeżyć dnia bez jakiejś wpadki? Zarumieniona przyjęłam dłoń Dezego, którą zaoferował w ramach pomocy. Dopiero teraz poczułam lekki ból w okolicach pleców, tyłka, a także lewego łokcia. Nie ma się co cieszyć z tego, że nic nie widać. Siniaki powinny wyjść za parę dni. Dobra dziewczyno, trzeba się przełamać. Nie możesz cały czas milczeć.
- Co powiesz na to, by spotkać się jutro o 15.00 gdzieś? Wiesz, musisz mnie jakoś przeprosić. za to, że mnie nie złapałeś. - Stwierdziłam, a na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech, a przede wszystkim szczery. Otworzenie się przed chłopkiem nie zdaje się być tak trudne jak przy innych. Dezy zamyślił się zwalniając nieco tempa. Spojrzał na mnie z grymasem na twarzy i już znałam odpowiedź. Może mnie nie lubi, albo stwierdził, że jestem żałosna z tym swoim tekstem, ale z drugiej strony przecież się uśmiechnął...
- Sory, ale od południa przyjadą do mnie znajomi pomagać mi z malowaniem domu. - przyznał wzruszając ramionami, a ja od razu się uspokoiłam. Jestem mega głupia i znana z tego, że od razu myślę, że to ja zrobiłam coś nie tak, że to przeze mnie. szybko jednak pozbierałam swoje myśli, żeby były w miarę poukładane.
- To dobrze, bo ja już myślałam, że może oglądasz szkołę. - Zażartowałam, bo ten serial to chyba najgorszy szajs i nie rozumiem czemu tak dużo osób go ogląda. Ja obejrzałam tylko raz, by pocisnąć bekę, ale nawet pośmiać się nie można, bo to po prostu żałosne. Czy dzisiejsze pokolenia chodzące do gimnazjum są aż tak głupie? Dezy spojrzał na mnie nie wiedząc chyba zbytnio o co mi chodzi. Czy wszyscy chłopcy tak wolno przetwarzają?
- No szkoła leci o 15.00. Nie mów, że nie oglądasz. Ta genialna gra aktorska i w ogóle. Marek, dlaczego mnie zdradziłeś!? - Spytałam dramatycznie imitując płacz, co bardziej brzmiało jakbym się czymś dławiła. Dezy przystanął patrząc na mnie obojętnie i przez chwilę myślałam, że on nie ma bladego pojęcia o co mi chodzi.
- Sory, Kaśka, ale wiesz znudziłaś mi się. - Stwierdził monotonnie wczuwając się w rolę i musiałam przyznać, że wyglądał bardziej wiarygodnie niż ci co grają w tym serialu.
- Jak mogłeś! Ja myślałam, że mnie kochałeś! - Podniosłam głos żywo gestykulując i patrząc na niego rozpaczliwym wzrokiem.
- Ta ja też, a teraz sory, ale muszę iść. Mam poważny problem, bo nie wiem czy kupić loda waniliowego czy czekoladowego. Wiesz jakbym kupił czekoladowego ktoś by stwierdził, że jestem rasistowski, a waniliowego smaku nie lubię. - Powiedział tak poważnie, że ciężko mi było nie wybuchnąć śmiechem.
- Wiesz co? Zrywam z tobą!! - Powiedziałam z wyraźną satysfakcją, ale nadal udając szloch, który w rzeczywistości był powstrzymywanym śmiechem. Dezy spojrzał na mnie zszokowany uchylając usta, by po chwili je zamknąć.
- To my byliśmy razem? - Spytał jakby był jakimś zagubionym dzieckiem i nie wytrzymałam. Parsknięcie było tylko początkiem mojego ataku śmiechu. Dezy dołączył do mnie bardzo szybko.
- Twoja gra aktorska jest lepsza od tego gówna jakieś 100 razy. - Skomplementowałam go szczerze nadal mając na twarzy oznaki wcześniejszego śmiechu. Chłopak się zarumienił i wyglądał tak uroczo w tamtej chwili, że...Ej dziewczyno zwolnij trochę! Wyglądał uroczo i tyle, nic więcej. Zwykły niewinny rumieniec, też mi coś. Ja umiem rumienić się co pięć sekund.
- Nie przesadzaj. Jedyna sztuka w jakiej grałem to Romeo i Julia i w dodatku byłem wtedy drzewem. - Oznajmił nie mówiąc wszystkiego, ale to nie mój cel, by wypytywać o coś o czym człowiek rozmawiać nie chce.
- Zakładam w takim razie, że to było świetne drzewo. - Chłopak zaśmiał się dźwięcznie, jedną ręką drapiąc się po karku. Jego śmiech również był uroczy, ale tylko uroczy. Nie mówię od razu, że idealny, albo, że chcę go słyszeć codziennie, ale to nie jest też wykluczone...OCH Sammy! Miałam ochotę przybić sobie piątkę, najlepiej w twarz....Rozgrzanym żelazkiem. O matko to serio by bolało. Nieważne...
- A więc jutro malujesz swój domek. - Zagadałam chcąc się upewnić. Dezy kiwnął głową wzdychając.
- Okey, w takim razie mam wziąć swój pędzel, czy masz jakiś dodatkowy? - Zagaiłam. Rozmowa z nim nie sprawiała mi żadnych trudności co o dziwo było dziwne....O dziwo, dziwne. Idealne dobieranie słów. To zdanie w ogóle miało sens? Moje myśli urwały się, bo twarz Dezego rozpromieniła się jak tęcza po deszczu. Chyba mnie polubił, skoro tak zareagował na wieść, że mu pomogę. Po chwili zorientowałam się, że jego tęczówki bezczelnie wpatrują się w moje i, że ja patrzyłam się o wiele za długo niż powinnam. Speszona odwróciłam wzrok. Nic się nie stało, nikt nic nie zauważył, a to nie miało w ogóle miejsca.
- Często obdarzasz wszystkich swoim intensywnym spojrzeniem czy może jestem zbyt tajemniczy i próbujesz coś ze mnie wyczytać? - Nikt nie zauważył...Świetnie. Spuściłam głowę jeszcze bardziej mając ochotę przywalić sobie czymś mocnym w twarz. Klawiatura się nada. Gorzej będzie, jeśli się popsuje.
- Tak w sekrecie to ci powiem, że... - Poczułam jego oddech na szyi i usta prawie, że stykające się z moim uchem. Zawał, palpitacja serca! Cokolwiek! W każdym razie serce bije na pewno za szybko. Dreszcz przeszedł mnie po plecach i był tak przyjemny jak wchodzenie do letniej wody w środku upału.
- Jestem ninją. - Wyszeptał. Ruch jego ust był na tyle duży, że musnął wargą moje ucho i kolejny dreszcz wstrząsnął mnie na tyle, że musiałam poruszyć ramionami. W końcu się odsunął, a ja odetchnęłam z ulgą. Jestem prawie pewna, że nie dostrzegł tego co tu zaszło i, że nie pogrążyłam się. Kiedy sens jego słów dotarł do mnie roześmiałam się. To było tak absurdalne.
- A ja jestem Catwoman. - Stwierdziłam z rozbawieniem. Nawet nie wiem kiedy zaczęło się powolutku ściemniać. Nas to jednak nie obchodziło, nawet kiedy zaczynało robić się chłodno. Pomimo ciepłych dni, noce były dosyć zimne. Obeszliśmy chyba cały las zanim Dezy odprowadził mnie pod drzwi domu co było nieco śmieszne, bo mieszkał na przeciwko i jestem pewna, że stamtąd bardzo wyraźnie by widział co robię. Właśnie! muszę w pokoju zasunąć rolety! Nie będzie mnie cham podglądał jak się będę przebierać. Dezy może nie jest chamem, zbokiem czy kimś innym i nawet mu przez myśl takie coś nie przeszło, ale chłopak to chłopak i koniec. Kiedy tylko otworzyłam drzwi Mary zaczęła mnie napastować swoimi pytaniami, które zignorowałam.
- Całowaliście się z języczkiem czy bez? Zaprosił cię na kolacje? Jesteście razem? EEEEJ!!! - Krzyknęła gdy drzwi od mojego pokoju zatrzasnęły się tuż przed jej twarzą. Dość tego!! Podeszłam do okna, by zasłonić rolety i wtedy zobaczyłam go bez koszulki. Wpatrywałam się tak i nie wiedziałam co zrobić. Po prostu mnie sparaliżowało kiedy zaczynał ściągać swoje spodenki! Jeeeeezu....Sammy ty zboku! Nie chcesz być podgląda, a co robisz?! W sumie popatrzeć chyba można, a z tej odległości i tak za dużo nie widać, poza tym, że ma strasznie długie nogi i...i...Ja pierdole! Zasłoniłam szybko rolety, bo poważnie patrzenie na to jak zdejmuje bokserki byłoby już totalnym zboczeniem!
- Sammy ty świnio, ty chamie, ty zboku... - Wyzywałam się po cichu. Sytuacja jednocześnie była przerażająca i komiczna.
-----------------------------
jest kolejny rozdział, który miał być o wiele wcześniej, ale kilka dni temu kiedy chciałam dokończyć ten rozdział klawiatura mi wysiadła i dopiero wczoraj kupiłam nowa :P Od razu mówię, że do serialu szkoła nic nie mam i do osób oglądających ją tez nie. To nie moja sprawa kto co lubi, a nasza bohaterka nie za za bardzo przepada za serialem i tyle. Jak myślicie, Sammy się zauroczyła czy może to wynika z jej nieśmiałości? I co sądzicie o tym zboczeniu?


