czwartek, 30 czerwca 2016

Rozdział 3 Szkoła, tajemnicze tajemnice i zboczenie...


Znacie ten niezręczny moment, kiedy nie wiesz co powiedzieć, jak zacząć? Często ludzie uważają, że nieśmiali nie chcą towarzystwa, ale to nieprawda. Oni wstydzą się odrzucenia czy jakiejś kompromitującej sytuacji. Chcą tego uniknąć, dlatego są zestresowani i uważają na każde swoje słowo. Ci Ludzie nie zawierają znajomości szybko, więc powinno się im pomóc. Chyba, że spotka się ze sobą dwóch nieśmiałych ludzi...Cóż, to już nie mój problem. 
- Szkoda, że nie widziałaś mojej siostry. Cieszyła się jakby dostała jednorożca. Mam nadzieję, że ten typ będzie o nią dbał. - Zaczął rozmowę luźnym krokiem idąc wyznaczoną ścieżką. Nie było wiatru, ale cienie drzew były wystarczającym ochłodzeniem. 
- Polubiłabyś ją. - Stwierdził po chwili z namysłem patrząc na mnie. Jego nie skrywany i szczery uśmiech peszył mnie, ale z drugiej strony nie chciałam żeby zniknął. 
- Myślisz, że jestem zbyt nadopiekuńczy? Może powinienem dać jej wolną rękę, a zamiast tego nasłałem na nią mojego kumpla. Praktycznie muszę się o nią martwić za dwóch. Florek mieszka na drugim końcu kraju, odwiedza nas kilka razy w miesiącu. - Mówił z zamyśloną miną. Wygląda wtedy tak zabawnie. Ewidentnie typ optymisty pasuje do niego bardziej niż typ nerda, chociaż sądząc po tej kolekcji gier...
- Florian? - Zapytałam zabierając wreszcie głos. Muszę się przełamać, w końcu Dezy wygląda na dosyć wyrozumiałego człowieka, nic się nie stanie, jeśli powiem coś źle. 
- Florian to mój starszy brat. - Odpowiedział krótko nie rozwijając się za wiele. 
- Rozumiem. - Mruknęłam pod nosem. Muszą być w podobnym wieku. Szłam ostrożnie, ale najwidoczniej to i tak nie miało znaczenia, bo zanim zdążyłam jakkolwiek zareagować leżałam plecami na ziemi widząc rozbawioną twarz towarzysza. Świetnie Sammy! Nie umiesz przeżyć dnia bez jakiejś wpadki? Zarumieniona przyjęłam dłoń Dezego, którą zaoferował w ramach pomocy. Dopiero teraz poczułam lekki ból w okolicach pleców, tyłka, a także lewego łokcia. Nie ma się co cieszyć z tego, że nic nie widać. Siniaki powinny wyjść za parę dni. Dobra dziewczyno, trzeba się przełamać. Nie możesz cały czas milczeć. 
- Co powiesz na to, by spotkać się jutro o 15.00 gdzieś? Wiesz, musisz mnie jakoś przeprosić. za to, że mnie nie złapałeś. - Stwierdziłam, a na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech, a przede wszystkim szczery. Otworzenie się przed chłopkiem nie zdaje się być tak trudne jak przy innych. Dezy zamyślił się zwalniając nieco tempa. Spojrzał na mnie z grymasem na twarzy i już znałam odpowiedź. Może mnie nie lubi, albo stwierdził, że jestem żałosna z tym swoim tekstem, ale z drugiej strony przecież się uśmiechnął...
- Sory, ale od południa przyjadą do mnie znajomi pomagać mi z malowaniem domu. - przyznał wzruszając ramionami, a ja od razu się uspokoiłam. Jestem mega głupia i znana z tego, że od razu myślę, że to ja zrobiłam coś nie tak, że to przeze mnie. szybko jednak pozbierałam swoje myśli, żeby były w miarę poukładane. 
- To dobrze, bo ja już myślałam, że może oglądasz szkołę. - Zażartowałam, bo ten serial to chyba najgorszy szajs i nie rozumiem czemu tak dużo osób go ogląda. Ja obejrzałam tylko raz, by pocisnąć bekę, ale nawet pośmiać się nie można, bo to po prostu żałosne. Czy dzisiejsze pokolenia chodzące do gimnazjum są aż tak głupie? Dezy spojrzał na mnie nie wiedząc chyba zbytnio o co mi chodzi. Czy wszyscy chłopcy tak wolno przetwarzają?
- No szkoła leci o 15.00. Nie mów, że nie oglądasz. Ta genialna gra aktorska i w ogóle. Marek, dlaczego mnie zdradziłeś!? - Spytałam dramatycznie imitując płacz, co bardziej brzmiało jakbym się czymś dławiła. Dezy przystanął patrząc na mnie obojętnie i przez chwilę myślałam, że on nie ma bladego pojęcia o co mi chodzi. 
- Sory, Kaśka, ale wiesz znudziłaś mi się. - Stwierdził monotonnie wczuwając się w rolę i musiałam przyznać, że wyglądał bardziej wiarygodnie niż ci co grają w tym serialu. 
- Jak mogłeś! Ja myślałam, że mnie kochałeś! - Podniosłam głos żywo gestykulując i patrząc na niego rozpaczliwym wzrokiem. 
- Ta ja też, a teraz sory, ale muszę iść. Mam poważny problem, bo nie wiem czy kupić loda waniliowego czy czekoladowego. Wiesz jakbym kupił czekoladowego ktoś by stwierdził, że jestem rasistowski, a waniliowego smaku nie lubię. - Powiedział tak poważnie, że ciężko mi było nie wybuchnąć śmiechem. 
- Wiesz co? Zrywam z tobą!! - Powiedziałam z wyraźną satysfakcją, ale nadal udając szloch, który w rzeczywistości był powstrzymywanym śmiechem. Dezy spojrzał na mnie zszokowany uchylając usta, by po chwili je zamknąć. 
- To my byliśmy razem? - Spytał jakby był jakimś zagubionym dzieckiem i nie wytrzymałam. Parsknięcie było tylko początkiem mojego ataku śmiechu. Dezy dołączył do mnie bardzo szybko. 
- Twoja gra aktorska jest lepsza od tego gówna jakieś 100 razy. - Skomplementowałam go szczerze nadal mając na twarzy oznaki wcześniejszego śmiechu. Chłopak się zarumienił i wyglądał tak uroczo w tamtej chwili, że...Ej dziewczyno zwolnij trochę! Wyglądał uroczo i tyle, nic więcej. Zwykły niewinny rumieniec, też mi coś. Ja umiem rumienić się co pięć sekund. 
- Nie przesadzaj. Jedyna sztuka w jakiej grałem to Romeo i Julia i w dodatku byłem wtedy drzewem. - Oznajmił nie mówiąc wszystkiego, ale to nie mój cel, by wypytywać o coś o czym człowiek rozmawiać nie chce. 
- Zakładam w takim razie, że to było świetne drzewo. - Chłopak zaśmiał się dźwięcznie, jedną ręką drapiąc się po karku. Jego śmiech również był uroczy, ale tylko uroczy. Nie mówię od razu, że idealny, albo, że chcę go słyszeć codziennie, ale to nie jest też wykluczone...OCH Sammy! Miałam ochotę przybić sobie piątkę, najlepiej w twarz....Rozgrzanym żelazkiem. O matko to serio by bolało. Nieważne...
- A więc jutro malujesz swój domek. - Zagadałam chcąc się upewnić. Dezy kiwnął głową wzdychając. 
- Okey, w takim razie mam wziąć swój pędzel, czy masz jakiś dodatkowy? - Zagaiłam. Rozmowa z nim nie sprawiała mi żadnych trudności co o dziwo było dziwne....O dziwo, dziwne. Idealne dobieranie słów. To zdanie w ogóle miało sens? Moje myśli urwały się, bo twarz Dezego rozpromieniła się jak tęcza po deszczu. Chyba mnie polubił, skoro tak zareagował na wieść, że mu pomogę. Po chwili zorientowałam się, że jego tęczówki bezczelnie wpatrują się w moje i, że ja patrzyłam się o wiele za długo niż powinnam. Speszona odwróciłam wzrok. Nic się nie stało, nikt nic nie zauważył, a to nie miało w ogóle miejsca. 
- Często obdarzasz wszystkich swoim intensywnym spojrzeniem czy może jestem zbyt tajemniczy i próbujesz coś ze mnie wyczytać? - Nikt nie zauważył...Świetnie. Spuściłam głowę jeszcze bardziej mając ochotę przywalić sobie czymś mocnym w twarz. Klawiatura się nada. Gorzej będzie, jeśli się popsuje. 
- Tak w sekrecie to ci powiem, że... - Poczułam jego oddech na szyi i usta prawie, że stykające się z moim uchem. Zawał, palpitacja serca! Cokolwiek! W każdym razie serce bije na pewno za szybko. Dreszcz przeszedł mnie po plecach i był tak przyjemny jak wchodzenie do letniej wody w środku upału. 
- Jestem ninją. - Wyszeptał. Ruch jego ust był na tyle duży, że musnął wargą moje ucho i kolejny dreszcz wstrząsnął mnie na tyle, że musiałam poruszyć ramionami. W końcu się odsunął, a ja odetchnęłam z ulgą. Jestem prawie pewna, że nie dostrzegł tego co tu zaszło i, że nie pogrążyłam się. Kiedy sens jego słów dotarł do mnie roześmiałam się. To było tak absurdalne. 
- A ja jestem Catwoman. - Stwierdziłam z rozbawieniem. Nawet nie wiem kiedy zaczęło się powolutku ściemniać. Nas to jednak nie obchodziło, nawet kiedy zaczynało robić się chłodno. Pomimo ciepłych dni, noce były dosyć zimne. Obeszliśmy chyba cały las zanim Dezy odprowadził mnie pod drzwi domu co było nieco śmieszne, bo mieszkał na przeciwko i jestem pewna, że stamtąd bardzo wyraźnie by widział co robię. Właśnie! muszę w pokoju zasunąć rolety! Nie będzie mnie cham podglądał jak się będę przebierać. Dezy może nie jest chamem, zbokiem czy kimś innym i nawet mu przez myśl takie coś nie przeszło, ale chłopak to chłopak i koniec. Kiedy tylko otworzyłam drzwi Mary zaczęła mnie napastować swoimi pytaniami, które zignorowałam. 
- Całowaliście się z języczkiem czy bez? Zaprosił cię na kolacje? Jesteście razem? EEEEJ!!! - Krzyknęła gdy drzwi od mojego pokoju zatrzasnęły się tuż przed jej twarzą. Dość tego!! Podeszłam do okna, by zasłonić rolety i wtedy zobaczyłam go bez koszulki. Wpatrywałam się tak i nie wiedziałam co zrobić. Po prostu mnie sparaliżowało kiedy zaczynał ściągać swoje spodenki! Jeeeeezu....Sammy ty zboku! Nie chcesz być podgląda, a co robisz?! W sumie popatrzeć chyba można, a z tej odległości i tak za dużo nie widać, poza tym, że ma strasznie długie nogi i...i...Ja pierdole! Zasłoniłam szybko rolety, bo poważnie patrzenie na to jak zdejmuje bokserki byłoby już totalnym zboczeniem! 
- Sammy ty świnio, ty chamie, ty zboku... - Wyzywałam się po cichu. Sytuacja jednocześnie była przerażająca i komiczna. 
-----------------------------
jest kolejny rozdział, który miał być o wiele wcześniej, ale kilka dni temu kiedy chciałam dokończyć ten rozdział klawiatura mi wysiadła i dopiero wczoraj kupiłam nowa :P Od razu mówię, że do serialu szkoła nic nie mam i do osób oglądających ją tez nie. To nie moja sprawa kto co lubi, a nasza bohaterka nie za za bardzo przepada za serialem i tyle. Jak myślicie, Sammy się zauroczyła czy może to wynika z jej nieśmiałości? I co sądzicie o tym zboczeniu?

sobota, 11 czerwca 2016

Rozdział 2 Nachalny blondyn, nowa znajoma, kolejny blondyn i definicja słodkości...



Ludzie często są ślepi. Nie zauważają tego co cenne, a jeśli coś posiadają narzekają na to nie widząc w tym zalet, których tak naprawdę jest więcej i to one powinny być godne uwagi. Niestety niektórzy patrząc na dobry uczynek jakiejś osoby, prychają i nie zwracają na to uwagi, ale kiedy ta osoba popełni błąd wszyscy od razu się interesują kpiąc z niej i oczerniając. Nikt nie jest idealny. Zalety są najważniejsze, a wady trzeba akceptować. Tak już jest, a raczej powinno być. Siedziałam na balkonie obserwując niebo. Wieczór...Czyli kiedy? Każdy inaczej postrzega czas. Och, czemu ja się tak tym przejmuje? Przecież jak nie pójdziemy dzisiaj na ten spacer to nic się nie stanie. Wstałam z balkonu od razu czując ciepły wiatr. Spojrzałam nieco w dół. O matko...Przez chwilkę zakręciło mi się w głowie, ale szybko się opanowałam i weszłam do środka chcąc się przebrać i wyjść pojeździć na rolkach, nie będę tu przecież tkwić przez pół dnia, by nie spóźnić się na spotkanie z Dezym. Mam dużo czasu, dopiero południe. Wyjęłam z szafy czarną bluzkę na cienkie ramiączka i krótkie spodenki z wysokim stanem. Przebrałam się szybko i byle jak spięłam włosy do góry. Wzięłam moje niebiesko-białe rolki i zbiegłam na dół. Wyszłam przed dom i usiadłam na schodku zakładając rolki. Zapięłam je mocno, po czym wstałam. Zaczęłam lekko się odpychać i po chwili byłam już na drodze. Słońce grzało mocno, a ja już wiedziałam, że rolki w taki upał to nie był najlepszy pomysł. Stopy dosłownie paliły, ale stwierdziłam, że to aż tak bardzo mi nie przeszkadza. Westchnęłam i przyśpieszyłam chcąc poczuć stawiające mi opór powietrze. Jechałam coraz szybciej patrząc na chmury. Zawsze uwielbiałam na nie patrzeć, były piękne, niczym puchate obłoki, nie zawsze białe, o coraz to różniejszym kształcie. Jadąc ujrzałam kilka znajomych twarzy ze szkoły, ale zbytnio się tym nie przejęłam. Nie miałam jakichś bardzo zażyłych kontaktów z klasą. Nie potrzebowałam ich. Oczywiście byłam miła, czasami się z nimi śmiałam i w ogóle, ale nigdy z nikim się nie przyjaźniłam. No dobra...Była taka jedna dziewczyna kiedy jeszcze chodziłyśmy do gimnazjum, ale idąc do liceum rozdzieliłyśmy się. Mieszkamy dość daleko, więc nie opłaca się jechać taki kawał tylko po to by porozmawiać przez jedną godzinę. Urwałyśmy kontakt, ale nigdy nie zerwałyśmy przyjaźni. Może za kilka lat spotkamy się w jakiejś restauracji ze swoimi mężami i dziećmi pijąc wino i śmiejąc się z dawnych czasów. Tak, to miła perspektywa. 
Zanim zdążyłam jakkolwiek zareagować leżałam już na ziemi. Czułam piekące mnie łokcie i obolały tyłek. Podniosłam się z pleców i siedząc na chodniku spojrzałam na łokcie, które niestety pozdzierane były do krwi. O matko! Serio musiałam wjechać na ten pieprzony słup!? Jęknęłam kiedy podnosiłam się z twardej powierzchni. To, że miałam rolki w ogóle nie ułatwiało sprawy nawet ją pogarszając, bo przez kilka sekund nie mogłam złapać równowagi. Oparłam się o słup, który był przyczyną mojego upadku i westchnęłam. Kilka krótszych kosmyków wylazło z niedbałego koka i wpadając mi do oczu. Gdzieś z boku słyszałam głośny śmiech. Nie wiedząc czemu miałam wrażenie, że śmieją się ze mnie. W sumie to czemu tu się dziwić!? Przed chwilą wpadłam na słup, kto by się nie śmiał? Z dobranictakiegosięniestało miną spojrzałam na blondyna o szarych oczach, który nadal głośno się śmiał patrząc na mnie. Na pewno był dobrze zbudowany, miał kwadratową szczękę, duży nos i wąskie usta. Debil. Nie wiem jakiego był wzrostu bo siedział, ale zakładałam, że był średni, być może troszkę wyższy ode mnie. 
- Uważaj, bo się udusisz. - Mruknęłam nieco wkurzona. Już miałam jechać, ale chłopak wstał zagradzając mi drogę. Uśmiechnął się fałszywie. 

Po chwili parsknął, a ja nagle miałam ochotę walnąć go w mordę. Zastanówmy się dlaczego. Zamiast mi pomóc śmiał się ze mnie, uśmiecha się tak jakby mówił: Jestem lepszy od wszystkich, zrozum to, no i parsknął mi w twarz! To chyba wystarczające powody. 
- A ty uważaj, bo następnym razem możesz nie mieć takiego szczęścia i zamiast słupa, będzie to przejeżdżający samochód. - Swoimi tekstami natychmiast przypomniał mi Dezego, ale Dezy był inny. Był sympatyczny i miły, a ja z jakiegoś powodu nie umiałam się na niego złościć. Miał coś w sobie takiego pozytywnego, natomiast ten tutaj przede mną przedstawiciel płci przeciwnej widocznie z tej grupy debili i dupków zrobił to tak szyderczo, a sama jego postawa zdawała się kpić ze mnie i mną gardzić. To było złe. On był zły. 
- Bardzo śmieszne, a teraz się przesuń, bo przypadkiem mogę w ciebie wjechać i całkowicie przypadkiem uderzyć cię w twarz. - Powiedziałam pewnie, co całkowicie było do mnie nie podobne. Normalnie nie odezwałabym się do niego słowem, spuściła głowę i odjechała speszona. Coś jednak nie pozwalało mi tego zrobić. Chłopak mnie wkurzył, a ja naprawdę nie miałam ochoty z nim rozmawiać, a tym bardziej słuchać jego rad, pouczeń i kpin ze mnie. Chłopak zaśmiał się dźwięcznie, ale ani trochę sympatycznie, a ja miałam go po dziurki w nosie. Do głowy wpadł mi pewien bardzo brzydki pomysł. Dziewczyna, która nas mijała nieco mi pomogła, chyba od razu zorientowała się o co chodzi i jestem jej naprawdę wdzięczna. 
- O cześć Klaudia! - Zaczepiłam ją i ukradkiem kiwnęłam na chłopaka, który najwidoczniej był nieco zagubiony zmianą sytuacji. 
- No cześć kochanie. - Odpowiedziała przytulając się do mojego boku. Nie do końca chodziło mi od razu o udawanie pary lesbijek, ale w sumie to podziałało chyba nawet lepiej. Chłopak był ewidentnie zdezorientowany, a ja miałam ochotę wybuchnąć śmiechem. 
- Ma pan jakiś problem? - Spytała dziewczyna, a chłopak zmieszany pokręcił głową odchodząc. 
- Dziękuję ci bardzo. - Powiedziałam z uśmiechem do nieznajomej. Była wzrostem podobna do mnie. Była szczupła, a wygląd miała słodki i niewinny. Czarne, falowane włosy z podpiętą do tyłu grzywką były ładnie pofalowane i lekko podniesione u nasady, leciutki makijaż podkreślający jej głębokie, niebieskie oczy i sukienka sięgając do połowy uda w delikatnym odcieniu różu. Na nogach miała beżowe sandałki, które miały strasznie dużo pasków, były na płaskiej podeszwie. 

- Nie ma za co. Tak przy okazji jestem Anastazja, możesz mi mówić Ana. - Przedstawiła się z uśmiechem. 
- Miło mi, ja jestem Samantha, ale wolę Sammy, lub Sam, wyprzedzając twoje pytanie, tak, urodziłam się za granicą. - Powiedziałam wesoło zapominając o pościeranych łokciach i bolącym tyłku. Po chwili do dziewczyny podszedł wysoki chłopak, a raczej mężczyzna. Muszę przyznać, że był naprawdę przystojny. Byli siebie warci. Piękna dziewczyna i przystojny facet. Pocałował ją w policzek, a potem spojrzał na mnie. Woow, serio był gorący, ale cóż, nie gustuję w takim typie, a sama uroda mi nie wystarcza.
Lekko speszona uśmiechnęłam się. W ogóle co za ironia, znów blondyn. 
- To jest Sammy, przed chwilą naszedł ją jakiś nachalny facet. Pomogłam jej udając, że jesteśmy parą. - Wytłumaczyła brunetka...Woow, serio musieli mieć do siebie sporo zaufania skoro mówią sobie o takich rzeczach. 
- To jest mój chłopak Marcin. - Przedstawiła nas sobie. Chłopak zaśmiał się i uścisnął lekko moją dłoń. 
- Nie chcę przeszkadzać, więc już pojadę. Mam jeszcze parę spraw do zrobienia. Może się jeszcze zobaczymy, kiedyś. - Powiedziałam nerwowo. Dziwnie było mi towarzyszyć parze, czułam się jak 5 koło u wozu i było mi dosyć niezręcznie. 
- Wcale nie przeszkadzasz, ale skoro musisz coś zrobić... - Powiedziała Ana. Uśmiechnęłam się do niej, a ona odwzajemniła uśmiech. Po chwili byłam już w drodze powrotnej. To były szalone chwile mojego życia i na samą myśl chciało mi się śmiać. Najlepsza była mina tego dupka, kiedy ja i Ana udawałyśmy parę. Chłopak był totalnie zawiedziony i zagubiony. Kiedy byłam już pod domem rozejrzałam się nieco kątem oka zerkając również na dom naprzeciwko. Wyglądał pusto, a samochodu nie było. Dezy jeszcze nie wrócił i w sumie to nic dziwnego. Jest dosyć wcześnie. Nie wiedzieć dlaczego wyczekiwałam go z dużym podekscytowaniem. Może jest to spowodowane moją nieśmiałością i samotnością? Lubię towarzystwo, ale nie umiem zawierać znajomości co może wydawać się hipokryzją.Westchnęłam patrząc na kubek soku. Opuszkami palców okrążałam obwód szklanki. Dla niektórych ta szklanka jest pół pusta, dla innych pół pełna, a znów dla jeszcze innych nie ma to najmniejszego znaczenia. Jak ja postrzegam tą szklankę? Jak na razie widzę tylko pomarańczowy sok, co z tego, że jest nalany tylko do połowy? Lepsze to niż nic. W końcu nie wytrzymałam i na raz wypiłam cały sok, który nie do końca zaspokoił moje pragnienie, ale cóż, to jeden z uroków lata. Wstałam z krzesła nie wiedząc co mogłabym jeszcze porobić. Czas wlekł się i ciągnął, a ja nie należałam do cierpliwych osób. Dla zabicia czasu włączyłam film, a dokładniej komedię co okazało się bardzo dobrym sposobem na zabicie czasu. Film odciągał moją uwagę od czegokolwiek i rozśmieszył mnie. Niestety nie obejrzałam całego, bo usłyszałam dzwonek do drzwi. Wstając z kanapy spodziewałam się swojej siostry, która zniknęła nie wiadomo gdzie. Rodzice byli jeszcze w pracy, więc to nie mogli być oni. Otworzyłam drzwi chcąc wydrzeć się na Mary i spytać, gdzie do chuja była, ale głos zamarł mi w gardle kiedy zobaczyłam czyjąś szyję, moja siostra jest raczej niższa i nie wygląda tak męsko mimo wszystko. Spojrzałam w górę szybko odnajdując zielone tęczówki Dezego. Zajebiście! Miałaś tak dużo czasu, a i tak nie zdążyłaś się obrobić, bo jednak chciałabym jakoś wyglądać, lepiej się uczesać i odpowiednio ubrać. 
- Dezy co ty tutaj robisz? - Spytałam zbita z tropu. Dopiero gdy chłopak się zaśmiał zorientowałam się co powiedziałam. Ja pierdole serio? No pomyślmy co on tutaj może robić!? Może po prostu chce skorzystać z toalety hmm? Jego przyjście tutaj na pewno nie jest powiązane z tym, że mieliśmy iść na spacer. 
- O jezu, sory. Jestem chora umysłowo. Przyzwyczaisz się. - Naprawdę musiałam to powiedzieć? No, Dezy, dzwoń po psychologa, a nie tak stoisz. Zawsze mogę cię zadźgać nożem czy coś. Przybiłam sobie mentalną piątkę. W twarz...Krzesłem. Chłopak zaśmiał się serdecznie, a w jego oczach pojawiły się iskierki rozbawienia. 
- W takim razie idealnie się dobraliśmy. Dwa pojeby, jak pięknie. - Stwierdził z taką poważną miną, że ciężko mi było powstrzymać śmiech. 
- Masz rację. - Potwierdziłam z uśmiechem patrząc na niego. Zwykłe trampki, luźne spodenki za kolano i biała koszulka z dekoltem w serek. Jego włosy tworzyły artystyczny nieład, a słońce padające na nie sprawiało, że chłopak wydawał się być bardzo jasnym blondynem. 
- Las nie ucieknie, ale chyba powinniśmy już iść, jeśli potem nie chcemy chodzić po nocy, bo nie chcemy prawda? - Spytał z lekką niepewnością w oczach. Wyglądał słodko z miną, która zadaje mi ciche pytanie. To, że mówię, że jest słodki nic nie oznacza tak? Przecież gdybym powiedziała psu, że jest słodki nie oznaczałoby to tego, że od razu wyjdę za niego za mąż czy coś. 
- Oczywiście, że nie chcemy. - Odpowiedziałam wychodząc z domu i zamykając za sobą drzwi. Szykuje się ciekawy wieczór. 
----------------------------
Kolejny rozdział :D Jak się podoba? Pisać komy, bo mam łącznie 69, a ta liczba naprawdę dobrą liczbą nie jest. W ogóle jak podobają się rozdziały? Chcecie dłuższe, albo coś?