sobota, 25 lipca 2015

Rozdział 4 Mam Slodyce!!

Emma(nie mylić z dziewczyną Skkf'a) wracała właśnie z misji, która raczej się udała...Szybko dotarła na miejsce... Była to ulica ciemna i zaniedbana, na której plątało się wiele ćpunów. Na szczęście Emma pokazała kto tu rządzi i raczej nikt jej nie zaczepiał, bo się jej bał...Zakręciła w lewo gdzie był ślepy zaułek. Odkryła właz od kanalizacji i weszła do środka...Bardzo dobrze znała wszystkie korytarze. Wkrótce doszła do metalowych drzwi...Były one zapleśniałe i zardzewiałe. Dziewczyna walnęła pięścią trzy razy w drzwi dzięki czemu otworzyły się one...Weszła do środka. Tu nie było tak jak na zewnątrz. Tu wszystko było nowoczesne...Wszyscy się kręcili chcąc spełnić wymagania swojego szefa. Dziewczyna zdjęła maskę...Różowe włosy wypadły kaskadami na plecy...Oczywiście to była peruka, lecz nikt o tym nie wiedział...Nikt już prawie nie pamiętał jak wyglądała kiedy tu trafiła. Dziewczyna ciągle myślała o tym by umrzeć...Codziennie zabijała jakiś ludzi, ale robiła to tylko dlatego by uratować swoją matkę...Gdyby nie spełniała życzeń swojego szefa jej mama by już nie żyła...robi to tylko dla niej...Weszła do serca tej bazy...Było to biuro szefa...
- Jestem. - powiedziała pusto i podała mu worek z pieniędzmi, które ukradła...Natychmiast przypomniał jej się ten chłopak o zielonych oczach...Czemu go nie zabiła tak jak innych ludzi? Spojrzała na szefa, na jego bezlitosne zielone oczy...W końcu nie wytrzymała.
- Mogę już iść? - spytała, a jej głos rozległ się echem po pomieszczeniu.
- Co ja ci mówiłem!? - spytał głośno...Emmę przeszedł dreszcz...Jeśli była na misji każdy jej ruch był obserwowany...Wszystko dla bezpieczeństwa...
- Czemu go nie zabiłaś? - spytał spokojnie, lecz groźnie...Dziewczyna milczała, bała się cokolwiek odpowiedzieć, ale też nie wiedziała co odpowiedzieć...Dlaczego go nie zabiła?!
- Czemu go nie zabiłaś!!? - wrzasnął podnosząc się z swojego krzesła...Może i Emma była dobrze wyszkolona, ale ten mężczyzna, chociaż w podeszłym wieku, znał jeszcze więcej ruchów od niej...Nie miała szans z nim. Emma spojrzała w podłogę. Czemu go nie zabiła?! Ti pytanie ciągle chodziło jej po głowie...Tylko, że nie umiała na nie odpowiedzieć...Bo co ? Bo popatrzyła w jego paczadła i dlatego go nie zabiła...?
- Jeśli wykonasz jedną misję dam ci szansę. - powiedział patrząc na nią z pogardą...
- Co to za zadanie? - spytała odrywając wzrok od podłogi.
- Masz odnaleźć tego chłopaka i go zabić...Przedstaw mi swój plan... - powiedział...
- A więc zdjęłabym ten kostium...Potem bym się z nim zaprzyjaźniła i przy pierwszej okazji go zabije.. - odpowiedziała bez emocji...
- Dobrze. Zaczniesz jutro. Daję ci miesiąc. Jeśli minie miesiąc, z ty mi nie udowodnisz, że go zabiłaś to twoja mama... - powiedział dziewczynie i wskazał ręką drzwi...Emma wyszła i pokierowała się do swojego pokoju. Wreszcie kamery nie będą jej obserwować...Trzeba się przygotować...Zdjęła szkła kontaktowe i perukę, zmyła makijaż i przebrała się. Spojrzała w lustro...Tak dawno nie widziała siebie...Kiedyś w oczach żywy niebieski, teraz jakby wyblakł...Usta już nie wykrzywiały się w uśmiechu...Tyle się zmieniło przez te lata...Od czasu kiedy tu przybyła wychowywano ją na dziewczynę bez uczuć, bez litości, ale czy to się im udało? Jeszcze jakaś część serca nie była pokryta kamieniem, być może jeszcze kiedyś poczuje miłość...
TYMCZASEM:
Już dwie godziny minęły od chwili kiedy Florek sobie poszedł...Dezy strasznie się nudził..Nagle zadzwonił do niego telefon...Wyciągnął rękę by po niego sięgnąć...W końcu za bardzo się wychylił i upadł na twardą podłogę, jednak szybko wstał co nie było dobrym pomysłem, bo wszystko zaczęło znowu boleć. Odebrał połączenie nie sprawdzając kto dzwoni.
- Halo. - zaczął rozmowę.
- Cześć Czułek!!Przygotuj się, bo robię ci niespodziankę i do ciebie przyjeżdżam!! Pójdziemy se na kebaba, pogramy w gry, pogadamy...! - powiedział podekscytowany głos w komórce. Czułek niestety musiał zniszczyć niespodziankę.
- Kurcze Remek nie mogę dzisiaj... - zaczął...
- Ale ja już jestem w drodze!! Oj nie wygłupiaj się! - powiedział nieco zawiedziony.
- Jestem w szpitalu, pobili mnie, być może wypiszą mnie około 20 00. - powiedział, jednak Remek nie dawał za wygraną.
- O kurczę!! No to przyjdę cię odwiedzić! Poza tym przyjechałem na dwa dni...Mamy czas. - powiedział i rozłączył się za nim Dezy zdążył cokolwiek powiedzieć. Rozejrzał się po pokoju...Wszędzie biało, aż razi w oczy... Postanowił wejść na youtube. Remek coś dodał! Włączył filmik i zaczął oglądać.
- Siema ludzie!! Robię teraz vlog w autobusie! Otóż jadę do Czułka!! Podobno jest w szpitalu...Cóż zobaczymy co u niego...Znaczy ja zobaczę...Wiecie nikt oprócz mnie i jeszcze kilku ludzi nie widziało Czułka bez maski, w końcu to ninja!! To taki krótki filmik, ale uwaga!! Piszemy w komach zdrowia dla Czułka by szybciej wyzdrowiał!! To siema!!
Dezy wszedł w komy:
Czułek jesteś ninja!!! Wyzdrowiejesz! :)
Masterczułku życzę ci zdrowia!!
O kurde ludzie po co piszecie do Czułka by był zdrowy!!?? W końcu to ninja poradzi sobie XD
Dezydery poczuł się lepiej...Nagle drzwi otworzyły się z hukiem i jakiś człowiek podbiegł do Czułka...Okazało się, że był to Rezi.
- Stary co jest!? Jak się czujesz? - spytał Remek...Czułek wyłączył telefon i podniósł się do pozycji siedzącej.
- Jest spoko tylko wiesz troche tu biało... - poskarżył się Dezy.
- Mam slodyce!! - powiedział ciemno włosy i zaczął wyjmować żelki, czekoladki i inne takie rzeczy...
---------------------------------------
Ha!!! Wyrobiłam sie XD Dzięki za wszystkie komy!!! Jak tam Wakacje?

piątek, 24 lipca 2015

Sen...

Rozdział pojawi się jutro, ale teraz muszę podzielić się z wami dwoma dziwnymi snami o Masterczułku...Nie no w sumie jeden był normalny...
Pierwszy Sen:
Chodzę po jakimś sklepie i stwierdzam, że byłby fajny na zrobienie impry...Ale takiej innej impry...Właściciel sklepu się zgodził, więc zaczynam wszystko ustawiać...Pomagają mi w tym koleżanki z mojej klasy, zaczynamy rozwieszać ulotki z tą imprą i stwierdziliśmy, że to będzie też coś takiego jak mam talent, że każdy może pokazać to co umie...Nagle dzwoni do mnie jakiś nieznany nr...Odbieram i okazuję się, że dzwoni Masterczułek i mówi, że wpadnie na tą imprę (WTF) Noi postanowiliśmy, że on wybierze te najlepsze talenty i, że rozda im jakieś tam koszulki...Wszyscy zaczęli przychodzić i impra się zaczęła...Masterczułek wybrał te talenty i nagle nie wiem jakim cudem...W tym sklepie pojawiła się scena i Dezy na nią wlazł, a i zapomniałam powiedzieć, że on cały czas był przebrany za ninję! I nagle z tej impry zrobiło się coś jak Meet up.. Dezy ogłosił, że będzie śpiewał różne swoje piosenki na zamówienie...Na początku było znowu mam bana potem Kopię diaxy i Trevor świrem jest...Po chwili ogłosił coś co wstrząsnęło wszystkich...
- Słuchajcie ludzie ta maska jest tak gorąca, że chyba czas ją zdjąć. Wiem, że połowa ludzi mnie znienawidzi za to, że zdjąłem maskę, ale ten strój mi trochę przeszkadza...Jednak zanim to zrobię, chciałbym podziękować mojemu bratu... - powiedział i wtedy zza kurtyny wyszedł Skkf.
- Remigiuszowi, Michałowi... - zza kurtyny wyszli Multi i Rezi.
- Oraz jeszcze wielu innym za wsparcie. - dodał, a zza kurtyny wyszło jeszcze sporo youtuberów..
- Dobra to ja pójdę to zdjąć, a yotuberzy zrobią żywe Q&A !! - ogłosił i poszedł gdzieś...Po paru minutach Masterczułek wrócił...Miał na głowie kwadratowe pudło.
- Gotowi!!? - krzyknął, a wszyscy zaczęli odliczać od dziesięciu. Kiedy doszli do zera Czułek zdjął pudło i wszyscy zaczęli piszczeć...Potem Masterczułek zaśpiewał refren nowej piosenki kot przemierzający wszechświat na plasterku bekonu...Na koniec robili sobie selfie z widzami i rozdawali im autografy i koniec....
----------------------------------
To był ten normalniejszy sen XD
Sen drugi:
Mój tata jest tajnym agentem i wyrusza na misję...Zabiera mnie ze sobą. Przyjechaliśmy do jakiegoś miasta..Tata idzie do sklepu, a ja co widzę?! Czułka widze!! Wychodzę z auta, a raczej wypadam z auta XD i biegnę do Czułka...Zrobiłam se z nim selfie, a ona nagle proponuje mi, żebym poszła do niego na obiad...Nagle dostaje SMS'a od taty, że misja będzie bardziej niebezpieczna niż myślał i muszę zostać w tym mieście co akurat fajnie się złożyło. Po drodze do domu dowiedziałam się o nim bardzo dużo rzeczy, ale on o mnie praktycznie nic nie wiedział, oprócz tego, że mam na imię Patrycja XD W domu Masterczułka czuję się całkiem swobodnie co jest najdziwniejsze, bo zazwyczaj w obcym domu boję się odezwać czy zrobić cokolwiek XD Dezy i ja zostajemy przyjaciółmi...Ciągle się tylko wygłupiamy i śmiejemy...Przy okazji poznałam Reziego, Multiego, Skkf'a, Mandzia i Stuu....Nagle przychodzi SMS, że mój tata umarł w misji...Postanowiłam dokończyć jego misję...Mówię, żeby Masterczułek ze mną nie szedł, jednak kiedy już docieram na miejsce zza drzew wychodzą: Czułek, Rezi, Multi, Skkf, Mandzio i Stuu(LOL) Ja zginęłam, jednak potem stałam się duchem i spotkałam tatę...Razem z nim obserwowaliśmy walkę pomiędzy złem, a youtuberami...Youtube wygrał!! To było dziwne, ponieważ potem do mojego grobu ciągle przychodzili ci youtuberzy i zostawiali śmieszne rzeczy...Np: Fan Art, koszulkę, starą kamerę i ogólnie takie dziwne rzeczy...Ci wszyscy youtuberzy postanowili nagrać filmik przy moim grobie i wtedy oni mnie zobaczyli jako duch i tak se żyli ze mną...Czyli duchem...
-----------------------------------------
Mega porąbany sen!! Wiem, że pewnie na te sny znajdzie się wiele hejterów, ale nie wincie mnie tylko moją psychikę, która jest zryta!!!

piątek, 17 lipca 2015

Rozdział 3 Jestem Genialny!!

Po chwili był już w domu. Ściągnął z siebie koszulkę i położył się na łóżku...
- Muszę wymyślić coś żeby szybciej się przebierać podczas akcji...- powiedział do siebie...Zakładanie w kółko tego stroju robiło się męczące...Nagle znów przyszedł SMS...Ktoś obrabowuje bank...
- Okey...Czas na ninja!!! - powiedział do siebie, założył koszulkę i wyskoczył przez okno...Droga minęła dość szybciej...Zobaczył furgonetkę, w którą jakaś kobieta pakowała worki...Pewnie były w środku pieniądze z banku...Zobaczył, że jej oczy są inne. Musiała mieć szkła kontaktowe, poza tym była bardzo mocno umalowana(chodzi tylko o oczy). Włosy miała schowane w maskę, podobną do maski Czułka...Ogólnie cała ubrana była na czarno. W końcu ruszył do niej. Stanął za nią.
- Okradasz bank? Po co? - spytał, jednak ona zrobiła tylko salto w tył, przez co Dezy dostał w głowę. Upadł na twardą ulicę. "Powinienem być ostrożniejszy" - pomyślał. Nagle dziewczyna wyjęła miecz. Zamachnęła się na niego, jednak on zdążył przeturlać się nieco dalej i uniknąć ciosu. Szybko podniósł się i zaszedł ją od tyłu. Już miał zaatakować, ale ona nagle się odsunęła. Po raz pierwszy miał do czynienia z bardzo wyćwiczoną osobą. Dziewczyna nawet nie wiadomo kiedy powaliła go na ziemię. Teraz Dezy nie miał gdzie uciec. Dziewczyna przesunęła mieczem po jego szyi. Po chwili widać było strużkę krwi. Masterczułek nie wiedział co zrobić. Bał się poruszyć czy cokolwiek zrobić. Dziewczyna zamachnęła się i już miała zadać ostateczny cios, jednak spojrzała w jego oczy...Były takie zielone i hipnotyzujące... Widać było strach, jednak były takie ciepłe...Pełne czułości. Ona natomiast miała oczy miała bezlitosne, a może nie do końca... Przecież zabiła już tylu ludzi..Czemu jego nie mogła?
- Na co czekasz! Zabij mnie!! Jeśli da ci to satysfakcję to zabij!! - krzyknął Dezy...Miał dość tego czekania...Serce dziewczyny słysząc to zaczęło krzyczeć. W końcu nie wytrzymała...Zabrała miecz i odjechała...Słowa chłopaka trafiły do niej bardzo dobrze...Jeśli da ci to satysfakcję to zabij! Czy zabijanie bezradnych ludzi daje jej satysfakcję? Nie wiedziała. Dobra wróćmy do ninjy! Dezy leżał nadal na chodniku oszołomiony...Całe życie przeleciało mu przed oczami...Dopiero teraz uświadomił sobie z czym wiążę się bycie bohaterem...Czemu akurat on nim był? Powoli zaczął wstawać...Czuł wszystkie siniaki, skaleczenie na szyi strasznie piekło i w dodatku strasznie bolała go głowa od tego kopniaka. Nagle poczuł coś ciepłego na dolnej wardze. Dotknął jej dłonią i zobaczył krew. Po chwili coś go zatkało i zaczął się dusić krwią. Przeszedł jakieś dwa kroki kurczowo trzymając się za brzuch gdzie miał ogromnego siniaka. Nie wytrzymał...Miał mroczki przed oczami i w końcu upadł na ziemię. Nie czuł już bólu gdy spotkał się z ziemię. Nagle usłyszał głos karetki. Zaczął zastanawiać się kto po nią zadzwonił, a potem zapadła gęsta i cicha ciemność. Obudził się w jasnym pokoju. Czuł ból...Był poobijany. Po jego lewej stronie przy łóżku stała kroplówka, a dalej stolik na kółkach z strzykawkami, proszkami i syropami. Na ten widok wzdrygnął się. Nagle drzwi się otworzyły i do pokoju wszedł lekarz. Kiedy tylko zobaczył, że Dezy nie śpi mocno się zdziwił.
- Już wstałeś?! Myślałem, że poleżysz tak jeszcze z dzień! - mówił szybko. Zaraz po tych słowach do pokoju wbiegł Florek, a za nim jego dziewczyna. Florek podbiegł do brata.
- O kurde!! Martwiłem się! Nic ci nie jest? Co się stało? - zaczął obsypywać go pytaniami.
- Florek... Uspokój się. Dezy na pewno wszystko ci wyjaśni, ale może daj mu najpierw dojść do słowa. - powiedziała Emi uspokajając swojego chłopaka.
- Masz rację...Więc opowiadaj bracie. - powiedział Florian i zamknął się na dłuższą chwilę.
- Po prostu mnie pobili...Ty wezwałeś karetkę? - spytał po chwili...Jeśli widział go w stroju ninjy to koniec!
- Nie...Zrobił to jakiś facet. Czeka w poczekalni...Jak chcesz to mogę wyjść i go zawołać na chwilę. - odpowiedział Florian.
- Tak...Zawołaj go. - powiedział Czułek zastanawiając się kim jest ten facet. Florek i Emi wyszli, a po chwili mężczyzna w czarnym garniturze wszedł.
- Dzień dobry Dezydery. - powiedział poważnie, jednak jego głos był przyjazny i sympatyczny.
- Skąd zna pan moje imię? - zdziwił się Dezy...
- Wiem nawet gdzie mieszkasz....Wiesz jakoś musiałem wysłać ci to pudełko parę lat temu... Twój numer telefonu również mam...Wiesz inaczej SMS-ów się nie wyśle. - powiedział z uśmiechem.
- To pan!! To pan dał mi ten strój i te SMS to wszystko pan zrobił!! - ucieszył się Czułek...Wreszcie mógł zobaczyć kto dał mu tę pracę. Kiedy przypomniał sobie o dzisiejszym zdarzeniu mina mu zrzedła.
- Przepraszam pana...Dzisiaj pana zawiodłem. - powiedział ze wstydem Dezy.
- Wcale nie! Masz niezwykłe umiejętności! Posiadasz umiejętność oceny sytuacji, umiesz chodzić po dachach...Bardzo szybko się wspinasz i ogólnie masz sporą kondycję. Umiesz salto w tył, w przód też!! Wszystko to masz rozwinięte bardzo dobrze...Jedynie atak trzeba dopracować, ale to moja wina, zamiast wziąć cię od razu do agencji i szkolić to pomyślałem byś sam się tego nauczył...A skąd byś się miał tego nauczyć?! Nie miałeś żadnego wzoru. - powiedział. Masterczułek zamilkł.
- Tylko pamiętaj...Nikomu nie możesz powiedzieć kim jesteś. - powiedział ostrzegająco.
- Nawet bratu? - spytał, a facet się zaśmiał. Dezy nie rozumiał jego poczucia humoru.
- Twój brat dawno już o tym wie. - powiedział, a Czułek strasznie się zdziwił...Skąd Skkf o tym wie?
- Ale skąd?! - spytał szybko Czułek.
- Wiesz...Nie tylko ty masz umiejętności...Twój brat umie czytać w myślach i z tego co wiem to nieźle wyćwiczył tą umiejętność...Planujemy wziąć go do agencji...Przydałby nam się...Poza tym każdy super bohater ma swojego pomocnika...Pomagałby ci! Wyćwiczylibyśmy go! - mówił facet...Czułek nie był do tego przekonany ani troche...Dobra to, że jego brat czyta w myślach to nie zdziwiło go za bardzo, ale ma działać razem z nim o nie!! Na dzisiejszej misji Dezy prawie zginął!
- Co?! Nie zgadzam się! - zaprzeczył Dezydery.
- Ale jak to? Coś pomiędzy wami się stało, że tak się nie lubicie? - jego szef nie zrozumiał o co chodzi Dezyderemu.
- Nie, bardzo się lubimy, ale wystarczy, że ja jestem w to wplątany...Mój brat wreszcie ułożył sobie życie! Ma swój dom, a teraz nawet dziewczynę!! Myślę, że jest szczęśliwy. - powiedział Dezy stanowczo...Nie chciał psuć bratu życia.
- Oj Dezy i tak kiedyś padnie takie pytanie czy chce do nas dołączyć. Poza tym twój ojciec też miał was i zginął, ale wybrał to, gdyż chciał pomagać ludziom! - powiedział facet.
- Co wiesz o moim ojcu!!! - spytał Dezy podnosząc się szybko z łóżka, nie zwracał uwagi na ból. Podszedł do mężczyzny.
- Co wiesz o moim ojcu? - spytał spokojniej Dezy. Jego ojciec zginął przecież przez wypadek...Znaczy chyba...Sam tego nie widział, był jeszcze w brzuchu mamy... Wszyscy mówili, że zginął w pożarze. Sąsiadom zapalił się dom i wszyscy musieli im pomagać...Okazało się, że w środku została jedna osoba...Ojciec Czułka wszedł do środka i wyprowadził osobę, jednak wszedł jeszcze raz by upewnić się, że nikogo tam nie było...Wtedy zawalił się na niego sufit...Straż pożarna przyjechała nieco za późno i nie zdążyła go uratować... To było szczęście w nieszczęściu, ponieważ dwa dni później urodził się Dezy... Florianowi też tak mówiono.
- Praktycznie to nic. - skłamał mężczyzna...Zdziwił się, że jeszcze nikt mu nie powiedział kim tak na prawdę był jego tata.
- Ty coś wiesz! Powiedz. I tak się dowiem. - powiedział Dezy...
- Ja nic nie wiem. - kłamał mężczyzna.
- Muszę już iść. - powiedział nagle i wyszedł zostawiając Czułka samego...Dezydery położył się na łóżku...Co jest z jego ojcem?? Zaraz!!! To wszystko się  łączy!! "Ja jestem piorunomen"! "Opowiedzieć wam historię o dwóch chłopcach....Jeden z nich nazywał się Dezy i był wojownikiem, a drugi nazywał się Florian i czytał w myślach..." Jego ojczym!!! On musiał coś wiedzieć!! Musiał! Nie powiedziałby bez powodu, że Florian czyta w myślach, a Dezy jest wojownikiem!! To ma sens!! Ojczym musiał znać ich prawdziwego ojca! To jego trzeba się pytać!! On wie więcej niż się wydaje!!
- Jestem genialny. - powiedział cicho Dezy...
-----------------------------------------------------------------
Koniec 3 rozdziału!! Proszę o komy!! Pewnie ten rozdział jest bardzo chaotyczny, ale dużo wnosi do opowiadania :D

sobota, 11 lipca 2015

Rozdział 2 Nie jesteś zły..Tylko twoje problemy cię przerastają...

Dezy posprzątał kawałki szkła i wszedł na komputer, by zmontować odcinek. Kiedy już to zrobił postanowił iść spać. Wstał dosyć wcześnie.
- Kurde mam wolne od szkoły to oczywiście nie mogę pospać! - miał wolne, ponieważ jego klasa wyjechała na tydzień na wycieczkę szkolną....No prócz niego. Wszedł na kompa i zaczął czytać komy pod swoimi filmikami. Uśmiechnął się do siebie...Kiedy ktoś pisze miłe rzeczy o twoich materiałach lub o tobie to tak cieplutko w serduszku... W końcu znudziło mu się to i zaczął myśleć...W sumie mógłby znokautować swojego ojczyma jednym ruchem...W końcu jest ninją....Tylko, że on jest bardzo dobrym ninją... Postanowił, że będzie używał przemocy tylko w ważnych sprawach. A czy to jest ważna sprawa? Chyba nie... Poza tym przecież ten człowiek był kiedyś dobry...tylko zszedł na złą stronę. Dezy pamiętał kiedy to w wieku sześciu lat bawił się z nim klockami...
- Zróbmy taką wieżę!!! Ja to umiem taką do gwiazd budować! - mówił zielonooki chłopiec o błyszczących, zielonych oczkach.
- Taa jasne jeżeli to tylko do połowy twojego wzrostu hehe! - zaśmiał się jego brat.
- A wiesz co? Zróbmy taką wieżę...Tylko musisz mi pokazać jak to się robi... - powiedział ojczym.
- Dobra! Najpierw musisz zacząć od dołu... - mówił podekscytowany Dezuś.
- Serio?! Na serio trzeba zbudować od dołu? - zaśmiał się jego brat...Taak uwielbiali sobie dokuczać i się spierać, jednak kiedy jeden z nich był krzywdzony to drugi bronił swojego brata.
- No tak! - powiedział Dezy nie wyczuwając sarkazmu.
- No dobra budujemy? Florian czy zechciałbyś nam pomóc? - zaproponował ojczym. Chłopak udając, że nie chce im pomagać usiadł.
Dezydery zaśmiał się na to wspomnienie. Nagle przypomniała mu się pewna burzowa noc.
Booom!! Błyskawica przedarła niebo. Nagle w domu zgasło światło. Po ciemku zielonooki przedostał się do łóżka Floriana. Usiadł na miękkiej pościeli.
- Florek śpisz? - spytał Dezy.
- Nie. - odpowiedział jego brat. Nagle zapalił latarkę i okazało się, że Florek siedzi w rogu łóżka. Dezydery szybko się do niego przysunął.
- A jeśli piorun w nas walnie? - spytał Dezy.
- Ej no żaden piorun w nas nie walnie! - odpowiedział szybko Florian.
- Skąd wiesz!? - spytał sześciolatek. Nagle do pokoju wbiegł ich ojczym...Miał na szyi zawiązane prześcieradło co wyglądało jakby był bohaterem.
- Ponieważ ja jestem Piorunomen i was uratuję!! Opowiedzieć wam historię o dwóch chłopcach, którzy uratowali świat? - spytał. Chłopcy się zaśmiali.
- Tak opowiedz! - krzyknął Dezy.
- A więc jeden z nich nazywał się Dezy i był wojownikiem, a drugi nazywał się Florian i posiadał moc czytania w myślach....
Chłopak zaśmiał się...
- Kurczę serio jest taki Dezy co jest wojownikiem! - powiedział do siebie leżąc na łóżku. Szkoda, że nie mógł powiedzieć nawet swojemu bratu czym się zajmuję...W końcu nastała 12 00. Czułek wyszedł z pokoju i wyjął mleko z lodówki, po czym wsypał do niego płatki...Kiedy zjadł śniadanie umył się pod prysznicem i zaczął się szykować do spotkania z Florkiem. Oczywiście jak zwykle wylazł oknem i poszedł w stronę parku. Florek już tam był.  Dezy zrobił niedźwiadka z bratem, po czym zaczęli rozmawiać.
- Cześć! - przywitał się Czułek.
- Hejo! - odpowiedział Florian. Obok niego stała średniego wzrostu, brązowowłosa dziewczyna.
 - A ty ślicznotko to kto? - spytał uśmiechnięty Dezy.
- Emma Nowakowska, a ty to Dezydery Skowron. - powiedziała i podała rękę Dezyderemu. Była niezwykle sympatyczna i na pewno była dobrą osobą.
- Tak. Bardzo mi miło. - odpowiedział zielonooki z uśmiechem.
- Słuchaj Dezy.... - zaczął Florek.
- Skończyłem z drzewami!! Emi to moja dziewczyna! - powiedział na jednym oddechu. Dezy był bardzo zaskoczony, a także dumny z brata.
- Przyznaję jestem zaskoczony...O kurdę nie no gratuluję ci!! Jestem z ciebie dumny!! - wyznał Dezydery. Czuł w środku, że Emi to na prawdę dziewczyna dla Florka...Robi bardzo dobre wrażenie, a poza tym ninja bardzo znał się na ludziach.
- Dzięki...Wiesz z Emi jestem jakiś miesiąc...Chciałem ci to powiedzieć wcześniej, ale nie był okazji. - przyznał.
- Spoko. - odpowiedział Dezy...Nagle do jego komórki przyszedł SMS. Otworzył go.
"Na ulicy ***** jakiś chłopak żąda 10000 zł. Jeśli ten drugi mu ich nie da to on zabije dziewczynę".
Wiadomość była krótka.
- Kurczę muszę już iść. - powiedział zmieszany. Popatrzył na Emi.
- Oki...Pewnie jeszcze zdążymy się poznać. - uśmiechnęła się. Spojrzał na Floriana. Florek patrzył na niego tak jakby o wszystkim wiedział. Przez chwilę Dezydery bał się myśleć o misji...Ale potem stwierdził, że to niedorzeczne...Skkf nie umie czytać w myślach! Wszedł za budynek i zmienił tylko podkoszulek i założył bluzę z krawacikiem. W czasie skakania po dachach założył słuchawki i włączył komórkę...Nie ma to jak dobra muza. Był na miejscu. Dwóch facetów...Jeden w kominiarce z nożem przy szyi brązowowłosej dziewczyny...Drugi facet prosił o zostawienie dziewczyny...Nie miał tylu pieniędzy, by ją uratować. 
- No cześć! - powiedział Czułek zeskakując z dachu.
- Nie podchodź, albo ją zabiję!! - krzyknął facet.
- Spokojnie! Ej słuchaj po co ją zabijać? To tylko kasa...Na co ci potrzebna? Ludzie z sercem nie robią czegoś takiego bez powodu... - powiedział i strzelił w dziesiątkę! To był jego słaby punkt.
- Nic nie rozumiesz!! Nie wiesz jak to jest mieszkać w domu z chorą żoną, która jest w ciąży...Słuchaj...Ja nie chcę stracić ani jej ani dziecka, ale muszę dużo za to zapłacić!! Ja wcale nie chcę zabijać tej dziewczyny i nie zrobię tego jeśli ten idiota da mi te cholerne pieniądze!! - wydarł się. Jego ofiara miała strach w oczach, jej oczy wręcz błagały by ją uwolnić.
- Co myślisz, że skoro jesteś super bohaterem to morderców trzeba zamknąć? Zabić?! - mówił mężczyzna. 
- Nie jestem super bohaterem...Jestem zwykłym człowiekiem, który chce pomóc...Nawet tym najgorszym. - powiedział Czułek, po czym zdjął kaptur i maskę, obciągając ją n szyję.
- Widzisz? Zwykły nastolatek trochę wiedzący co to jest życie. Sam wiele przeżyłem... Matka każdego dnia coraz bardziej cierpi...Ojciec nie żyje....A ojczym coraz więcej pije...Rozumiem cię jestem z tobą...Pomogę ci tylko odłóż nóż. - mówił Dezy powoli podchodząc do mężczyzny. Kiedy był na wyciągnięcie ręki od niego powoli wyciągnął dłoń i wziął nóż. Dziewczyna szybko uciekła do drugiego faceta.
- I co? Teraz pewnie wsadzisz mnie do paki! - powiedział z złością, ale też smutkiem w oczach.
- Nie. Po co? Nie jesteś zły...Masz tylko trochę problemów, które cię przerosły. - powiedział Dezydery.
- Słuchaj zaprowadź mnie do swojego domu... - powiedział Czułek...Bardzo chciał mu pomóc, ale musiał się upewnić, że to co mówi to prawda. Marek...Bo tak miał na imię ten facet posłusznie zaprowadził go do siebie...Marek wiedział, że Dezydery jest zwykłym nastolatkiem, który pragnie zmienić świat. Wpuścił go do środka...W głównym pokoju, czyli salonie leżała widocznie schorowana kobieta...
- Oki...Jutro postaram się coś dla ciebie zrobić...Ale obiecaj mi, że nigdy, ale to nigdy nie zdradzisz jak wyglądam bez maski okey!? - spytał Dezydery zakładając maskę i kaptur.
- Oczywiście, ale ja nie pamiętam...Jak ty wyglądałeś bez maski? Nie mam pojęcia? Ty w ogóle masz twarz? - zaczął żartować.
- Dzięki. - powiedział Czułek i wyszedł z domu...Spisał adres po czym wysłał pierwszego SMS swojemu szefowi, którego zresztą nigdy na oczy nie widział. Po paru minutach przyszedł kolejny SMS:
" Okey..Jutro wyślemy mu pieniądze...Brawo Ninjo jak na razie dobrze sobie radzisz :D"
Czułkowi zrobiło się cieplutko....Fajnie wiedzieć, że jego szef tak uważa :D
-------------------------------------------------
Kolejny rozdział za nami...I muszę wam podziękować za komentarze :D Na początku rozdziału napisałam, że fajnie kiedy komuś podoba się twoja praca...Tak cieplej w serduszku :) Mi też jest bardzo cieplutko w sercu dlatego jeszcze raz bardzo dziękuję !!

wtorek, 7 lipca 2015

Rozdział 1 Nie chcę!!

2 lata później:
Do pokoju Dezyderego zaglądały pierwsze promienie słońca. Chłopak zaczął się powoli budzić.
(Jak śpi to wygląda jak Skkf <3)
Otworzył oczy i usiadł, po czym nastąpił duuuży ziew.
- Zapowiada się słoneczny dzień. - powiedział do siebie patrząc na okno...Nagle do pokoju wszedł jego ojczym. Dezy zerwał się szybko na nogi.
- Cześć synu. - powiedział do Czułka ledwo zachowując równowagę.
- Hej... - odpowiedział niepewnie Dezy.
- No co boisz się mnie? Masz... - powiedział i wyciągnął zza pleców butelkę piwa.
- Nie, dzięki ja nie piję. - odpowiedział chłopak odsuwając od siebie butelkę.
- To co ty? Chłop czy baba? - spytał stojąc na chwiejących się nogach.
- Baba. - odpowiedział szybko Czułek...Już wolał być babą niż zniżać się do poziomu pijaków...
- Synek nie denerwuj mnie! Masz to wypić...Stawiam ci tu...Wrócę za godzinę. - powiedział, postawił butelkę na komodzie i wyszedł.
- Oj Florian ratuj! - powiedział cicho... Florian wyprowadził się jakieś dwa lata temu kiedy skończył pełnoletność...Obiecał Dezyderemu, że jak tylko ten też ukończy osiemnaście lat przeprowadzi się do niego...Dezy podszedł do pełnej butelki i otworzył ją. Podszedł do okna i wylał na trawnik całą zawartość.
- Super...Będę miał pijany trawnik. - mruknął do siebie i odstawił pustą butelkę na komodę. Po chwili przyszedł do niego SMS:
"Dziewczyna chce skoczyć z budynku...Jest policja, ale niezbyt dobrze sobie radzą..Oto adres: *******"
- To niedaleko. - przyznał i szybko włożył swój strój. Założył trampki i był gotowy...Kiedyś działał w japonkach, ale niestety się popsuły [*], a inne nie spełniały jego wymagań. Wyszedł przez okno jak to miał w zwyczaju...Wiedział, że trzeba działać szybko. Wszedł na dach...Budynki były poustawiane blisko siebie co ułatwiało mu zadanie. Skakał z dachu na dach. W końcu dotarł na miejsce. Na dachu wieżowca stała dziewczyna, która była już na krawędzi...Policja ustawiała trampolinę, by przeżyła na co Czułek wywrócił teatralnie oczami. Wyjął z pasa swój pistolet z liną i wystrzelił linę na dach..Na końcu miała haczyk, dzięki czemu zaczepiła się o krawędź. Dezy sprawdził czy lina jest dobrze zaczepiona i zaczął się wspinać zaskakująco szybko. Już był na dachu. Dziewczyna coraz bardziej miała chęć do skoczenia.
- Ej...Skakaniem z wysokości nic nie zdziałasz. - powiedział Dezy zbliżając się do dziewczyny.
- Nie podchodź! Bo skoczę! - zaszantażowała dziewczyna nie odwracając się nawet do niego..Cała drżała.
- Słuchaj, a rodzina? Przyjaciele? - spytał jej. W oczach dziewczyny pojawiły się łzy.
- Nie mam nikogo! Wszyscy zginęli w wypadku samochodowym! Dalsza rodzina jest za granicą! A przyjaciele? Jeśli ludzie, którzy śmieją się z ciebie, przezywają, upokarzają to są przyjaciele to mam ich bardzo wielu...Widzisz?! Nie mam dla kogo żyć! Nikt mnie nie potrzebuje ! - powiedziała płacząc.
- No dobra, ale jeśli nie chcesz żyć dla siebie to żyj dla mnie! Praca super bohatera nie jest łatwa! Wiesz ilu ludzi mam na sumieniu, bo nie zdążyłem, bo za późno zareagowałem!? Każda uratowana osoba to mój sukces! - powiedział stanowczo jednak spokojnie. Dziewczyna cały czas stała do niego tyłem. Podszedł cicho...Serce biło mu bardzo szybko...Bał się zrobić cokolwiek szybkiego...Co jeśli ona skoczy? Kiedy był bardzo blisko celu, złapał ją za ramiona i zaczął się z nią cofać do tyłu. Ona odwróciła się nagle i przytuliła ninję.
- Dziękuję, ale przyjaciele nadal nie dadzą mi spokoju. - powiedziała.
- Słuchaj pokaż im, że nie interesuje cię to...Oni cię prowokują! Robią to specjalnie...Pokaż im, że się tym nie przejmujesz...Potem spróbuj się z kimś zaprzyjaźnić i po prostu pokaż jaka jesteś na prawdę. - powiedział masterczułek uśmiechając się.
- Dziękuję. - powiedziała szczerze.
- Chodźmy na dół. - zaproponował i zaprowadził dziewczynę na dół. Wrócił do domu przez okno i przebrał się w normalne ciuchy. Zaczął SMS-ować z bratem.
Florek: Jak tam?
Dezy: Jakoś leci, ale ojczym zmusza mnie do picia tego ochydztwa. 
Florek: Wytrzymaj...Jeszcze tylko rok :)
Dezy: Raczej AŻ ROK !! :(
Florek: Dobrze wiesz, że dopóki nie masz osiemnastu lat musiałbym pójść z tym na policję i w ogóle...A poza tym wątpię, żeby potem sąd przykazał mi opiekę nad tobą.
Dezy: Wiem...Jesteś jeszcze za mały, żeby mnie pilnować.
Florek: Raczej ty jesteś za mały na to by samemu się sobą zająć :D Słuchaj jutro wpadnę do twojego miasta...Muszę ci powiedzieć o czymś ważnym...Spotkajmy się w parku o 14 00.
Dezy: Oki to do jutra braciszku :P
Florek: Do jutra :P :P
Kiedy Dezy odłożył telefon do jego pokoju znów przyszedł ojczym
- O widzę, że wypiłeś! Masz drugą. - powiedział.
- Nie chcę! - krzyknął zdenerwowany Dezy zdając sobie sprawę, że to był błąd.
- Masz! - podniósł głos.
- Nie!! - Dezy już nie wytrzymał.
- Masz!!! - krzyknął mężczyzna i rzucił o ścianę butelką z piwem tuż obok Dezyderego. Szkło rozprysłao się trafiając odłamkami szkła w Czułka... Ojczym trzasnął drzwiami zamykając je na klucz.
- No dzięki. - powiedział z sarkazmem Dezy. Miał draśnięcie na policzku...Jednak z ręką gorzej. Jeden wielki odłamek szkła wbił mu się w skórę.
- Ałć... - syknął kiedy zaczął wyjmować odłamek szkła z ręki. Na szczęście zrobił to jednym szybkim ruchem co tak bardzo nie bolało. Krew zaczęła się sączyć z ręki. Podszedł szybko do szafki wyjmując jako taką apteczkę. Przemył ranę i założył bandaż. Większych obrażeń nie dostał...
--------------------------------
Koniec pierwszego rozdziału!!! Trochę długo to trwało, ale coś tam wymyśliłam i jest spoko :D Jeśli czytasz to komentuj!

poniedziałek, 6 lipca 2015

Przywitanie + prolog

Cześć, będę prowadzić opowiadanie o Masterczułku (Dezyderym)...Co by jeszcze powiedzieć? Rozdziały nie mają określonej pory dodawania...To chyba tyle, więc zaczynamy !!!
PROLOG
- Cześć! - krzyknęła czternastoletnia dziewczyna wchodząc do domu i rzucając plecak na kanapę. Nikt jej nie odpowiedział. Weszła do kuchni i tam ujrzała uśmiechniętą, czarnowłosą kobietę.
- Cześć mamo. - powiedziała przytulając się do kobiety.
- Hej. Jak tam w szkole? - spytała matka...
- Dobrze dostałam czwórkę z matmy! - pochwaliła się czarnowłosa. Kobieta uśmiechnęła się. Ich dom był dosyć skromny i mały, ale wystarczał dla nich...W końcu tylko dwie osoby tu mieszkają.
- Cieszę się Emmo. - powiedziała wesoło mama. Czternastolatka pobiegła szybko do swojego pokoju. Usiadła przy biurku i odpaliła komputer...Włączyła muzykę i zaczęła odrabiać lekcje. Nagle przyszedł dziwny SMS:
"Emmo pod twoim łóżkiem jest pudło. Wyjmij je."
Dziewczyna trochę zdziwiona zajrzała pod łóżko...Rzeczywiście było tam pudło. Wyciągnęła je i otworzyła. Był tam jakiś dziwny strój...Tak jakby jakiejś wojowniczki oraz list.
"Kiedy zrozumiesz zadzwoń pod ten nr. *********"
Niebieskooka Emma bardzo się tym zdziwiła, ale to zignorowała i nie zadzwoniła pod adres...Nie próbowała nawet tego zrozumieć...Pewnego dnia Emma i jej mama znikły bez śladu. Nikt nie wie co się stało...Dlatego stwierdzono, że już nie żyją.
W tym czasie:
Kolejny nudny dzień....Stwierdził zielonooki piętnastolatek wracając z kolegami do domu...Po chwili koledzy odłączyli się  skręcając do swoich domów, więc Dezy został sam. Dzisiaj czuł się wyjątkowo do d*py...Jego brata właśnie pobito, a on nie mógł nic zrobić skąd o tym wiedział? Szkoła Floriana była bardzo blisko szkoły Dezyderego...Wieści szybko się rozchodzą. Poza tym czuł, że jest całkowicie nikomu nie potrzebny...Matka cóż jest bardzo zapracowana, a ojczym? No  zazwyczaj chodzi po nochach na imprezy...Uwierzcie...Nie wraca w dobrym stanie. Wreszcie wrócił do domu...Florek już tam był...Zwolniono go z lekcji. Dezy podszedł do brata.
- Jak się czujesz? - spytał smutno zielonooki.
- Bywało lepiej, ale nie ma co narzekać. - powiedział z trudem...Miał rozciętą wargę, podbite oko i kilka siniaków na ręce.
- Co jest? Jakoś smutno wyglądasz... - spytał Florian chociaż i tak wiedział, że Dezy mu tego nie powie...Cóż...Tak jak myślał tak się stało.
- Nic. - odpowiedział i poszedł do swojego pokoju. Zaczął rozwiązywać zadanie domowe z matmy, lecz nie mógł się skupić...Co chwilę coś odwracało jego uwagę. Po chwili zaczął patrzeć na niebieską ścianę.
- Ta ściana jest stanowczo za niebieska. - powiedział do siebie i się zaśmiał. Wrócił do zadania i znów to samo... Przez okno było widać przelatującego ptaszka, a to szczekanie psa, a to kosiarka, a to jego brat nagle wszedł do pokoju.
- AAAAAA!!! - wkurzył się Dezy rzucając ołówek na środek pokoju.
- Spokojnie chciałem się dowiedzieć czemu jesteś taki smutny... - powiedział Florian.
- Kanapki. - odpowiedział bez zastanowienia się Dezy.
- Ty rzeczywiście masz coś z głową. - zaśmiał się Florek i podszedł do brata.
- Nie wiem co się dzieje! Dosłownie słyszę wszystkie odgłosy...Wszystko mnie rozprasza! Mam tego dość!! - wyznał zielonooki trzymając głowę na rękach opartych o biurko.
- Co to? Zadanie z matmy? - spytał Florek. Dezy potwierdził. Florian postanowił mu pomóc i razem odrobili zadanie.
- Dobra to ja idę do siebie. - powiedział Florek i wyszedł słysząc jeszcze " Dzięki". Nagle Dezy dostał wiadomość. Bez zastanowienia odczytał ją.
"Zajrzyj pod łóżko i otwórz to pudło"
WTF?! Myślał Dezy, ale mimo to zrobił to dziwne zadanie i otworzył pudełko. Zobaczył dziwną koszulkę z jakby przymocowaną maską, bluzę i krawat. Ubrał te rzeczy i przejrzał się w lustrze.
- No świetnie! I mam w tym niby chodzić?! Nikt nie będzie widział jaki jestem przystojny i żadna laska na mnie nie poleci! - zbulwersował się Dezy patrząc w lustro. Założył kaptur i zrobił groźną minę...Wyglądał jak prawdziwy wojownik.
- Chyba się przyzwyczaję. - powiedział do siebie i się uśmiechnął. W prawdzie nie wiedział jeszcze co to miało znaczyć, ale bardzo go to zaciekawiło...
-----------------------------------------
A więc prolog mamy za sobą...Jeśli czytasz to proszę skomentuj  :D  Jak będą jakieś anonimki to proszę o to by wymyśliły sobie jak będą się nazywać...Dzięki temu będę wiedzieć ile osób to czyta :)