Jeszcze raz pytam, czy chcecie żeby to opowiadanie było trochę fan fiction czy żeby było normalne, napiszcie w komach, zapraszam do czytania: Czasami życie nas atakuje. Rzuca nam pod nogi różne przeszkody, o które mamy się potknąć, przez które upadamy, ale nie ważne jest to ile razy upadniesz, ważne jest to ile razy się podniesiesz. Błędy, które popełnisz nie są ważne, ważne jest to co z nimi zrobisz, czy wyniesiesz z nich jakąś naukę, coś co zapobiegnie innym złym zdarzeniom, czy zwyczajnie to olejesz. Mój pokój nigdy nie był miejscem ciszy. W głośnikach zawsze grał rock, ale nie był on ciężki, bardziej wesoły i podnoszący mnie na duchu. Tym razem nie było inaczej. Miałam dziwny wystrój w pokoju, ale mi się podobał. To była mieszanina trzech moich ulubionych kolorów. Niebieski, Fiolet i Czerń grały ze sobą i łączyły się stwarzając dla mnie miejsce, w którym czuję się dobrze i bezpiecznie. Niestety duchota, która tutaj panowała nie dawała mi spokoju. Byłam zmuszona wyjść na balkon. Usiadłam sobie, opierając się o ścianę domu i patrząc na pustą ulicę i dom po drugiej stronie. Kartonów już nie było. Widocznie nowy domownik zdążył wczoraj wszystkie wnieść. Nagle chłopak wyszedł na swój balkon. Udawałam, że go nie widzę. Otworzyłam książkę, którą miałam zamiar zacząć czytać już jakieś 5 minut temu i co chwilę przekręcałam kartkę, z której i tak nic nie zrozumiałam. Nie mogłam się skupić i cały czas czułam jego wzrok na sobie. Nie miałam jednak odwagi spojrzeć na niego. Rozpraszał mnie tak naprawdę nic nie robiąc. Mogłam mu zakazać patrzenia się na mnie, ale to byłoby bezsensu, w końcu i tak siedziałby na tym durnym balkonie. Zamknęłam książkę z zieloną okładką wiedząc, że nic z tego nie będzie i wstałam opierając się o barierkę. Przez chwilkę zatrzymałam wzrok na chłopaku, ale nie dostrzegłam dużo, ponieważ szybko zmieniłam swój kierunek patrzenia. - Cześć sąsiedzie! - Zawołał sympatycznym tonem. Miał specyficzną barwę głosu. Spojrzałam na niego lekko zdenerwowana i uśmiechnęłam się odmachując mu. Siedział na leżaku, z kubkiem w ręku. - Proponuję spotkanie! Nie będziemy się przez całe życie drzeć z domów prawda?! - Spytał z rozbawieniem, a ja spuściłam wzrok uśmiechając się pod nosem. Czemu muszę być taka nieśmiała. Westchnęłam i spojrzałam na niego z uśmiechem. - Jasne! - Zgodziłam się. - W takim razie, chodź do mnie, chyba, że jesteś zajęta wpatrywaniem się w książkę. - Powiedział, a ja jestem tego niemal pewna, że się zarumieniłam, skąd do cholery wiedział, że nawet tej książki dokładnie nie czytałam? - Skąd wiesz, że się w nią wpatrywałam, a nie czytałam?! - Spytałam zaciekawiona marszcząc brwi. - Za szybko przekręcałaś kartki i byłaś spięta. Zakładam, że nie mogłaś się skupić. - Jak!? Jak on zauważył takie szczegóły? Przypatrywał mi się, aż tak intensywnie? - Mogę wiedzieć co cię rozpraszało? - Spytał niewinnie, ale miałam przeczucie, że on wie. - Nie. - Odpowiedziałam od razu. Być może zrobiłam to zbyt szybko i głośno, bo jego uśmiech poszerzył się jeszcze bardziej, jakby już wszystko wiedział. Miał włosy ciemnego blondu, duże usta, troszkę krzywy nos. Z pewnością był wysoki i chudy. Jego luźne spodenki sięgające przed kolana jeszcze bardziej podkreślały jego długie, chude nogi. - To co przyjdziesz? - Spytał zachęcająco, a ja w końcu się zgodziłam. Weszłam do środka, tylko po to, by zaraz wyjść z domu i skierować się do budynku na przeciwko. Idąc przez ulicę czułam jak słońce grzeje moje plecy. Gdy przeszłam już na drugą stronę chłopak czekał na mnie w drzwiach. Dopiero teraz zobaczyłam jego szaro-zielone oczy. Był jeszcze wyższy niż mi się wydawało, a usta miał naprawdę duże. Od razu podał mi rękę. Szybko odwzajemniłam gest ściskając jego dłoń, która była ciepła. Ech, nic dziwnego, skoro jest 30 stopni w cieniu... - Dezydery, ale wolę Dezy. - Przedstawił się z uśmiechem czekając na mnie. Nerwowo założyłam kosmyk włosów za ucho. - Sammy...Znaczy Samantha, ale wolę Sammy, lub Sam, zresztą możesz mówić jak chcesz, mi tam obojętnie. - Gratulacje, nawet przedstawić się nie umiesz. Chłopak wyglądał na rozbawionego, a ja chyba przypominałam buraka, przynajmniej z koloru. - Jasne. - Powiedział po cichu, chyba bardziej do siebie niż do mnie i otworzył szerzej drzwi dając mi tym samym pozwolenie na wejście. Mały przedpokoik w kolorze beżowym prowadził do dosyć wąskiego i krótkiego korytarza. Zaraz na lewo był salon, do którego nie było drzwi, tylko ogromne wejście w kształcie łuku, a po prawej była kuchnia z jadalnią. Na końcu korytarza ujrzałam jeszcze jakieś drzwi, ale nie miałam pojęcia co za nimi jest. Poszłam za Dezym do salonu, gdzie jak się okazało są również schody na górę. Na środku pomieszczenia znajdowała się czarna kanapa i parę pudeł. Tylko tyle? Pokój wydawał się być duży i strasznie pusty z jedną kanapą. Odcień ścian był po prostu brzydki, bo blado żółty. Spojrzałam pytająco na chłopaka, a ten wzruszył ramionami. - Dopiero się wprowadziłem. Mam trochę roboty. Pomalowanie ścian, wstawienie mebli. Sama rozumiesz. - Wytłumaczył, a ja miałam ochotę walnąć się w twarz. To przecież oczywiste. Kto miałby od razu wszystko gotowe po jednym dniu mieszkania w nowym budynku? - Tak, doskonale rozumiem. - Stwierdziłam. Chłód panujący w mieszkaniu był przyjemny. - Chcesz kawy czy czegoś? - Spytał, a ja pokręciłam głową patrząc na otwarte pudła i chcąc dostrzec jak najwięcej tak by Dezy tego nie zobaczył. - Nie martw się, żadnych broni, listy ofiar czy seks zabawek raczej tam nie znajdziesz. - Powiedział. Moje policzki zaatakował rumieniec, a w sercu miałam mały niepokój. Spojrzałam na niego niepewnie. Strasznie trudno było mi rozpoznać czy mówi poważnie. - Hej! Ja tylko żartowałem, jak chcesz możesz sobie pooglądać. W tych pudłach są tylko zdjęcia, sprzęt do nagrywania i gry. Na pewno nie chcesz niczego? Mam zapas lodów na co najmniej tydzień. - Spytał jeszcze raz stając w progu pokoju. Uśmiechał się promiennie. Chłopak mimo tego, że bardzo szczupły sprawiał wrażenie ruchliwego, zdeterminowanego i wesołego. Podobało mi się to. Czułam się bardzo dobrze w jego towarzystwie, chociaż troszkę mnie onieśmielał, ale to mogłam zwalić tylko na moją cholerną nieśmiałość. - No dobra. - Zgodziłam się, a on pokazał mi kciuki, po czym zniknął w drugim pomieszczeniu. Ja tymczasem przeglądałam pudła z grami. Miał ich bardzo dużo i większości nie znałam. Postanowiłam jednak nie robić wrażenia ciekawskiej i odwróciłam się z zamiarem pójścia na kanapę. Rozglądając się szłam powoli i oczywiście nie zauważyłam jednego z pudeł. Natychmiast się o nie potknęłam. Na szczęście nie przewróciłam się, ale po pokoju rozniosło się straszne echo, nic dziwnego skoro pomieszczenie jest praktycznie puste. Po chwili do pomieszczenia wszedł Dezy z dwoma szklankami lodów i łyżeczkami. - Wywaliłaś się? - Spytał z rozbawieniem podając mi porcję lodów. Spojrzałam na niego nieco zawstydzona. - Nie, ale się potknęłam. - Przyznałam, a on tylko się zaśmiał. Boże, czy ja muszę tak drętwo odpowiadać? Może chociaż powiedziałabym coś śmiesznego albo no nie wiem, coś ciekawego? Na początku znajomości rozmowy są zwykle niepewne, ponieważ nie wiesz nic o drugiej osobie i nie wiesz czy ona chce, żeby coś o niej wiedzieć. Czy to ma sens? Dla mnie chyba ma. Dezy jednak jest inny. Jest zabawny i interesujący, ale jednocześnie nie przekracza granic, ani nie jest wścibski. - Sory, powinienem w końcu te pudła wynieść, ale stwierdziłem, że nie będę sobie blokował korytarza dopóki nie pojadę po farby, kiedy pomaluję już ściany będę mógł ustawić meble i wreszcie rozpakować te pudła. - Wytłumaczył patrząc z dziwnym błyskiem na ścianę tego pokoju. Zgaduję, że ma już pomysł na aranżację tego miejsca. Po dłuższej chwili postanowiłam się w końcu odezwać. - Masz sporo gier. Jesteś kolekcjonerem? - Spytałam. Na twarzy chłopaka pojawił się uśmiech. Miał minę mówiącą: Dobra pytanie. - Nie. Gram tylko w mniejszość, w większość zagrałem tylko kilka razy. - Powiedział. Widać było, że lubi rozmawiać, zamiast odpowiadać krótko rozwijał swoje wypowiedzi i tłumaczył. Nagle usłyszałam jakąś piosenkę, której nie znałam. Dezydery mówiąc "przepraszam cię" odebrał telefon. Obserwowałam uważnie jak wstaje z kanapy i słuchając kogoś po frugiej stronie chodzi sobie w prawo i w lewo...Czyli nie tylko ja łażę po domu z telefonem jak bym miała ADHD? - Nie wierzę. Dopiero co się przeprowadziłem, a ty już mnie potrzebujesz. - Powiedział z Wiedziałemżetakbędzie miną, po czym zaśmiał się ciepło. - Dobra, dobra już jadę. - Powiedział jeszcze i rozłączył się. Spojrzał na mnie przepraszającym wzrokiem nadal się uśmiechając. - Sory, ale muszę podwieźć siostrę na lotnisko. Jej chłopak wyprowadził się jakiś miesiąc temu do Anglii i Ola chce go bardzo odwiedzić. Normalnie nie pozwoliłbym jej tam jechać, no bo halo!! Moja młodsza siostra sama w Anglii z jakimś typem dwa lata od niej starszym? Na szczęście mam tam znajomego, który będzie jej przyzwoitką, więc nie mam się co martwić. Wrócę wieczorem, może pójdziemy wtedy do lasu czy coś, co ty na to? - Mówił szybko zakładając buty i chowając portfel w kieszeni. Kiedy spojrzał na mnie wyczekująco w końcu się odezwałam. - Może być. - Stwierdziłam uśmiechając się i wychodząc z domu. Po chwili patrzyłam jak chłopak odjeżdża srebrnym BMW. Czekaj, czy ja się przypadkiem nie zgodziłam na spacer po lesie?! Kurwa, a co jeśli to pedofil, który chce mnie zgwałcić, albo zamordować? Ty idiotko, dopiero co go poznałaś, a już zgadzasz się na spacery w miejscu oddzielonym od cywilizacji. I to w dodatku wieczorem. Nie no genialna jesteś. Przeszłam przez ulicę i otworzyłam drzwi. Moja starsza siostra od razu na mnie naskoczyła. - I co!? Jest przystojny? Ile ma lat? Sądząc po tym dużym domu na dobrą pracę, może jest sławny, a może jest młodym pisarzem! To byłoby zajebiste! Mieć chłopaka pisarza, który pisze dla ciebie książki i wiersze, ty przecież kochasz książki. Pewnie podbiłby tym twoje serce! Opowiedz mi coś o nim! Albo nie! Sama zgadnę! To mądry, wysoki chłopak z dobrym wykształceniem. Jest zabawny i zachowuje się wobec ciebie miło i opiekuńczo, prawi ci komplementy i jest niezwykle uroczy. - Jej słowotok nigdy nie przestanie mnie zadziwiać. Spiorunowałam ją wzrokiem. Znam Dezego od godziny! Wiem jedynie jak wygląda i można powiedzieć, że rozpoznałam kilka jego cech, nic więcej. Mogę tylko zgadywać jaki jest dokładnie. - Mary, dopiero go poznałam, nie wiem jaki jest i eejj!! Chyba nie masz zamiaru bawić się w swatkę, prawda? - Spytałam dobrze znając jej odpowiedź. Chcę być jedynaczką... - Nie mam zamiaru się w nikogo bawić. Chcę tylko wiedzieć, czy go nie zajęłaś i czy jest przystojny. - Powiedziała, a ja od razu wiedziałam o co jej chodzi. - Mary, ja go nie zajęłam, nie jestem taka i nie śpieszno mi jeśli chodzi o związki. Ale kurde sis on jest młodszy od ciebie o....No nie wiem, ale wydaje się być w moim wieku. - Tłumaczyłam jej. - No i co? Niektóre mają chłopaków, którzy są młodsi od nich o 10 lat. - Przybiłam sobie facepalma i przepchnęłam się, by wejść do środka. Nagle zazdrościłam wszystkim jedynakom.
Każdy chodzi do szkoły lub chodził. Szkoła jest jak prawo dżungli, przetrwa najsilniejszy i nie chodzi nawet o sprawność fizyczną, jeśli masz mocną psychikę i spryt możesz wygrać. Mój znajomy Łukasz niedawno sprawił, że cała szkoła śmiała się z największego popularsa w tej szkole, co najlepsze nie poniósł konsekwencji. Jego plan był tak dobrze zaplanowany, że nikt nawet nie pomyślałby o tym, że on to zrobił. W końcu to tylko kujon, który uwielbia chemię. Łukasz wbrew pozorom jest sarkastycznym dupkiem, który na wszystkich z klasy ma jakiegoś haka, dlatego jeszcze nigdy od nikogo mu się nie dostało. Jest niemal nietykalny. Na szczęście jestem jego dosyć dobrym "znajomkiem". W każdym razie chodzi o to, że jeśli się postarasz możesz być w szkole kim tylko chcesz. W życiu też tak jest, więc pomimo nienawiści do szkoły w jakiś sposób ona uczy. Jest dosyć brutalna, ale czy życie też takie nie jest? - Sammy! Chodź tam! - Zuzka wzięła mnie pod rękę ciągnąc w stronę chyba najwyższej karuzeli w tym parku. Dreszcz przebiegł po moim kręgosłupie i jestem pewna, że zrobiłam się blada jak ściana. - Okey, w takim razie potrzymam ci torebkę, a ty baw się dobrze. - Powiedziałam nieco przerażona. - Nie ma mowy! Kupiłam już dwa bilety. Idziesz ze mną. - Zarządziła, a ja patrzyłam na nią zdezorientowana. Myślałam, że się przesłyszałam, ale zanim zdążyłam jakkolwiek zareagować, pasy od kolejki górskiej już się zamykały. Pisnęłam zaskoczona patrząc na Zuzkę z przerażeniem. - Chcę wyjść! - Krzyknęłam, ale było za późno, bo kolejka już startowała. Moje serce przyśpieszyło. Biło z zawrotną prędkością, nawet nie wiem czy nie szybciej od prędkości kolejki. Bałam się. Nogi zaczęły mi drżeć. Wiedziałam, że jestem bezbronna i, że nie mogę nic zrobić. Poczułam jak wysoko jestem dopiero w chwili kiedy byliśmy już na najwyższym punkcie kolejki gdzie miała ona potem zjechać szybko w dół, w pozycji prawie, że pionowej. Zamarłam. Zacisnęłam palce mocno na barierce, a usta przegryzłam do krwi. Skuliłam się i zacisnęłam mocno oczy. Czułam jak szarpie mną na boki i jakby grawitacja nagle przestała istnieć. Mam cholerny lęk wysokości! Kolejka zatrzymała się, a ja otworzyłam oczy. Siedziałam wyprostowana, oddychając szybko i patrząc na wprost. - Widzisz? Nie było tak źle. - Powiedziała towarzyszka siedząca obok. Popatrzyłam na nią jak na idiotkę. - A może było. - Powiedziała z dozą niepewności i winy w głosie. - Okey, żyję i nic mi nie jest, więc nie jest tak źle. - Stwierdziłam zdyszanym głosem. Serce nadal biło mi mocno, a stres nadal mnie trzymał, jednak poczułam pewną ulgę, ogromną ulgę. Wysiadłam z kolejki i miałam ochotę położyć się na ziemi. Dopiero teraz poczułam skurcz w żołądku i zawroty w głowie. Szybko usiadłam na pobliskiej ławeczce. Zuzanna przyłączyła się do mnie z uśmiechem patrząc na park rozrywki. - Nienawidzę cię. - Poinformowałam ją, ale ona tylko się zaśmiała nic sobie z tego nie robiąc. Oczywiście ogólnie to jej nie nienawidzę, tylko jakoś w tamtym momencie naszła mnie chęć przywalenia jej czymś ciężkim w łeb. Na przykład taką łopatą. Przez kilka minut uspokajałam swoje bijące serce po czym wreszcie zaczęłyśmy wracać do naszych domów. Rozdzieliłyśmy się już na samym początku. W końcu mieszkamy w dwie zupełnie przeciwne strony. Pomachałam jej, po czym zaczęłam iść w swoją stronę. Słońce świeciło mocno dając z siebie wszystko. Na podwórkach widziałam bawiące się dzieci, które z całych sił wykorzystywało początek wakacji. Powietrze było suche, a ja marzyłam, by dotrzeć do domu i zaszyć się w swoim pokoju. Nie lubiłam takich upałów. Moje stopy po niewielkim czasie zaczęły mnie piec. Widocznie podeszwa sandałków nagrzała się od chodnika, na który cały czas świeciło słońce. Po paru minutach wreszcie zobaczyłam swój dom. Był dosyć duży, ale nie dziwię się. Nie dość, że mieszka tam moja czteroosobowa rodzinka, to jeszcze dziadkowie. Otworzyłam drzwi. Mieszkanie wydawało się być puste. Weszłam do środka i zdjęłam buty. Na boso przeszłam cały korytarz i weszłam do salonu, gdzie było wyjście na tyły domu. Tak jak myślałam, wszyscy tam siedzieli. Dziadek wylegiwał się na hamaku, babcia prowadziła konwersację z mamą, a moja siostra rozłożyła sobie koc i opalała się w samym stroju kąpielowym. Tata pracował dzisiaj do wieczora, więc go nie było. Westchnęłam i poszłam do łazienki, czułam się źle w takie upały, a prysznice były zawsze zbawienne. Kiedy już się umyłam dołączyłam do rodziny, którą kocham mimo wszystko. Dziadek można powiedzieć, że jest uparty, on wie najlepiej i zawsze pierwszy pcha się do pracy. Nie wiem z czego to wynika, być może bycie emerytem mu się znudziło, babcia za to jest spokojną, opanowaną kobietą. Wszystko przyjmuje z zimną krwią. Ma bardzo dobre rady. Mama jest bardzo opiekuńcza i wszystkim się przejmuje. Stres towarzyszy jej często. Mój tata uwielbia żartować i ma w zanadrzu mnóstwo żartów. No i moja siostra Mary. Szkoda gadać. Ma 26 lat i nadal mieszka z nami. Nie ma męża. Po tym jak rzuciła swojego chłopaka nie chce szukać nikogo innego. To nie tak, że tamten chłopak złamał jej serce czy coś, po prostu lubi być sama. Jest fanem imprez oraz jedno nocnych przygód. Jest bardzo pewna siebie i lubi majstrować przy samochodach. Być może to dlatego jest sama. Faceci lubią być samodzielni i pokazywać jak bardzo męscy są, ale to trochę trudne kiedy twoja dziewczyna jest jeszcze bardziej męska. Mary jest piękną kobietą. Wysoka, z długimi nogami, jest szatynką. Ma blade zielone oczy, ładną cerę, a jeśli chodzi o jej usta to nie jeden facet o nich marzył. Nie są może bardzo duże, ale bardzo ładne, Mary uwielbia podkreślać je mocno malinową szminką.
Przykucnęłam przy niej i popchnęłam w bok. - Przesuń się trochę. - Powiedziałam. Mary spojrzała na mnie dziwnie, ale w końcu się przesunęła. Położyłam się obok niej. Nie rozumiem. Ona umie leżeć na słońcu kilka godzin, a ja nie umiem wytrzymać kilku minut. - Jak tam sis? - Spytała mnie swoim ciepłym głosem. - Gorąco. - Jęknęłam tylko w odpowiedzi. Mary się zaśmiała odwracając głowę w moją stronę. - Na przeciwko wprowadził się jakiś chłopak, może go odwiedzisz? Pewnie ciężko mu zawrzeć jakieś znajomości. - Zaproponowała Mary poruszając swoimi brwiami. Posłałam jej wątpiący wyraz twarzy, ale ona chyba oczekiwała odpowiedzi, bo wpatrywała się we mnie. - Maaary, wiesz, że jestem nieśmiała, poza tym czy ty chcesz się mnie pozbyć? - Spytałam oskarżycielsko siadając, bo naprawdę miałam już dość tego słońca. - Rozgryzłaś mnie. - Przyznała, a ja prychnęłam podnosząc się z kocyka. Mama uśmiechnęła się tylko do mnie nie zaczynając ze mną nawet rozmowy, a ja weszłam z powrotem do domu. Najpierw skierowałam się do kuchni. Włączyłam radio, po czym tanecznym krokiem ruszyłam do szafki, z której wyjęłam wysoką szklankę. Wykonałam zgrabny obrót i postawiłam naczynie na blacie. Robiąc "schodki" znalazłam się na poziomie zamrażalki. Wyjęłam z niej kostki lodu i kręcąc biodrami wyprostowałam się. Wyjęłam jeszcze z lodówki cytrynę, a po drodze do blatu i mojej szklanki zerwałam jeszcze kilka listków mięty. Wrzuciłam 4 kostki lodu do szklanki i popatrzyłam na nie zastanawiając się nad jeszcze jedną kostką. Ostatecznie w szklance znalazło się 6 kostek lodu. Nucąc pod nosem wlałam do szklanki oranżadę. Wrzuciłam wszystkie listki mięty i wycisnęłam prawie całą cytrynę, lubiłam kwaśne rzeczy. Odłożyłam resztę lodu do zamrażalki, a pozostałości po cytrynie wyrzuciłam. Robiąc jeszcze jeden obrót odsunęłam szufladę i wyjęłam z niej słomkę, którą wsadziłam do napoju. Chwyciłam w dłoń szklankę, która była już lodowata i powoli zaczęłam pić rozmyślając nad tym kto wprowadził się naprzeciwko. Ten dom stał pusty od ponad 5 lat. W końcu zaczęłam iść do mojego pokoju gdzie usiadłam na łóżku, oparta o ścianę. Wyjęłam spod poduszki książkę i zaczęłam ją czytać. Zostało mi tylko 100 stron, więc skończę ją szybko, dobrze, że mam kolejne pięć książek, bo chyba bym się zanudziła. Jestem molem książkowym, pożeram książki jak lody w lato. Wszyscy mi się dziwią, no bo jak można czytać w wolnym czasie?! Dla większości książki nie są przyjemnością. Światło wpadające przez drzwi balkonowe przeszkadzało mi. Wstałam z ociąganiem, by opuścić rolety, a wtedy zobaczyłam dom na przeciwko. Zazwyczaj opustoszały i cichy. Teraz jednak stało przed nim wiele pudeł. Wytężyłam wzrok i zobaczyłam chłopaka, który wyszedł z mieszkania. Sięgnął po kolejne pudło, a ja przyglądałam mu się ciekawie. Nie wiem czy był wysoki, ale z pewnością był szczupły. Kiedy wyprostował się z pudłem w rękach, spojrzał prosto na mnie. Spanikowałam i skoczyłam na bok potykając się o dywan. Próbowałam się złapać parapetu, ale tylko pogorszyłam sprawę, bo ściągnęłam doniczkę z kaktusem. - Debilka. - Skarciłam sama siebie powoli podnosząc się na kolana. To nie wyglądało dobrze. Ziemia powchodziła w błękitny dywan i jestem pewna, że szybko się jej stamtąd nie pozbędę. Kaktus wypadł na podłogę i pewnie zaraz zdechnie, biedna roślina, a doniczka była rozbita na pięćset milionów kawałeczków. Jesteś genialna Samantha'o Brown!! ------------------------------------- THE END PROLOGU :D Mam nadzieję, że się podobało :D JESZCZE JEDNO WAŻNE PYTANIE DO WAS: CZY CHCECIE, ŻEBY TO OPOWIADANIE BYŁO TROSZKĘ SCIENCE FICTION, CZY MOŻE ŻEBY BYŁO NORMALNE?
A oto nasza główna bohaterka :) Opowiem wam troszkę o niej. Jest średniej wysokości, ma szczupłą sylwetkę, włosy do łopatek, pełne, malinowe usta i czekoladowe oczy. Kocha czytać książki, jest nieco nieśmiała, ale kiedy już kogoś dobrze zna jest sobą, czyli tą szaloną nastolatką. Jest miła i lubi pomagać, ale to nie znaczy, że brakuje jej ironii czy troszkę zadziorności. Jest uparta. Panicznie boi się wysokości, w zasadzie od zawsze. Jej pełne imię to Samatha Brown, ale większość nazywa ją "Sammy". Jest pochodzenia angielskiego, ale gdy miała kilka miesięcy jej rodzice zarządzili przeprowadzkę do Polski. Jest szarą myszką w szkole i nie lubi się zbytnio wyróżniać. Jej ulubiony komplet ubrań to jeansy, trampki, czarna bokserka i koszula w kratę. Jeszcze nigdy nie była w związku i na razie nie śpieszy jej się.
Słuchajcie nie wiem czemu, ale straciłam wenę na to opowiadanie, nie wiem co mogłabym w nim zapisać. Niby mam wymyśloną całą fabułę i miałam nawet 2 część, ale nie umiem ubrać tego w słowa. Nie chcę jednak was smucić, chociaż pewnie już to zrobiłam, za co bardzo przepraszam. Wyzywam się teraz w myślach od najgorszych i wy w komentarzach też możecie, pozwalam wam, poza tym zawsze chwalicie moje rozdziały, więc teraz macie prawo mnie powyzywać, bo dalszego ciągu prawdopodobnie nie będzie ALE ALE ALE ALE ALE ALE ALE!!!!! (ALE, ZAWSZE MUSI BYĆ) NIE ZOSTAWIĘ WAS TAK Z NICZYM!!! Proponuję nowe opowiadanie o Masterczułku co wy na to? I mam układ nie do odrzucenia. TO WY ZADECYDUJECIE O CHARAKTERZE I WYGLĄDZIE GŁÓWNEJ BOHATERKI :D No dobra, więc jak chcecie to piszcie swoje propozycje na główną bohaterkę (nie zapominajcie mnie powyzywać) w komentarzach. Czekam na przynajmniej 3 komentarze, albo 2. Myślę, że tyle wystarczy. Obiecuję, że popracuję nad wyglądem bloga, żeby był estetycznie, bo jak dla mnie jest na razie troszkę chaotycznie, a playlistę usunę i do każdego rozdziału z osobna będę dodawać jedną piosenkę, żeby był klimacik, a nie!