sobota, 11 czerwca 2016

Rozdział 2 Nachalny blondyn, nowa znajoma, kolejny blondyn i definicja słodkości...



Ludzie często są ślepi. Nie zauważają tego co cenne, a jeśli coś posiadają narzekają na to nie widząc w tym zalet, których tak naprawdę jest więcej i to one powinny być godne uwagi. Niestety niektórzy patrząc na dobry uczynek jakiejś osoby, prychają i nie zwracają na to uwagi, ale kiedy ta osoba popełni błąd wszyscy od razu się interesują kpiąc z niej i oczerniając. Nikt nie jest idealny. Zalety są najważniejsze, a wady trzeba akceptować. Tak już jest, a raczej powinno być. Siedziałam na balkonie obserwując niebo. Wieczór...Czyli kiedy? Każdy inaczej postrzega czas. Och, czemu ja się tak tym przejmuje? Przecież jak nie pójdziemy dzisiaj na ten spacer to nic się nie stanie. Wstałam z balkonu od razu czując ciepły wiatr. Spojrzałam nieco w dół. O matko...Przez chwilkę zakręciło mi się w głowie, ale szybko się opanowałam i weszłam do środka chcąc się przebrać i wyjść pojeździć na rolkach, nie będę tu przecież tkwić przez pół dnia, by nie spóźnić się na spotkanie z Dezym. Mam dużo czasu, dopiero południe. Wyjęłam z szafy czarną bluzkę na cienkie ramiączka i krótkie spodenki z wysokim stanem. Przebrałam się szybko i byle jak spięłam włosy do góry. Wzięłam moje niebiesko-białe rolki i zbiegłam na dół. Wyszłam przed dom i usiadłam na schodku zakładając rolki. Zapięłam je mocno, po czym wstałam. Zaczęłam lekko się odpychać i po chwili byłam już na drodze. Słońce grzało mocno, a ja już wiedziałam, że rolki w taki upał to nie był najlepszy pomysł. Stopy dosłownie paliły, ale stwierdziłam, że to aż tak bardzo mi nie przeszkadza. Westchnęłam i przyśpieszyłam chcąc poczuć stawiające mi opór powietrze. Jechałam coraz szybciej patrząc na chmury. Zawsze uwielbiałam na nie patrzeć, były piękne, niczym puchate obłoki, nie zawsze białe, o coraz to różniejszym kształcie. Jadąc ujrzałam kilka znajomych twarzy ze szkoły, ale zbytnio się tym nie przejęłam. Nie miałam jakichś bardzo zażyłych kontaktów z klasą. Nie potrzebowałam ich. Oczywiście byłam miła, czasami się z nimi śmiałam i w ogóle, ale nigdy z nikim się nie przyjaźniłam. No dobra...Była taka jedna dziewczyna kiedy jeszcze chodziłyśmy do gimnazjum, ale idąc do liceum rozdzieliłyśmy się. Mieszkamy dość daleko, więc nie opłaca się jechać taki kawał tylko po to by porozmawiać przez jedną godzinę. Urwałyśmy kontakt, ale nigdy nie zerwałyśmy przyjaźni. Może za kilka lat spotkamy się w jakiejś restauracji ze swoimi mężami i dziećmi pijąc wino i śmiejąc się z dawnych czasów. Tak, to miła perspektywa. 
Zanim zdążyłam jakkolwiek zareagować leżałam już na ziemi. Czułam piekące mnie łokcie i obolały tyłek. Podniosłam się z pleców i siedząc na chodniku spojrzałam na łokcie, które niestety pozdzierane były do krwi. O matko! Serio musiałam wjechać na ten pieprzony słup!? Jęknęłam kiedy podnosiłam się z twardej powierzchni. To, że miałam rolki w ogóle nie ułatwiało sprawy nawet ją pogarszając, bo przez kilka sekund nie mogłam złapać równowagi. Oparłam się o słup, który był przyczyną mojego upadku i westchnęłam. Kilka krótszych kosmyków wylazło z niedbałego koka i wpadając mi do oczu. Gdzieś z boku słyszałam głośny śmiech. Nie wiedząc czemu miałam wrażenie, że śmieją się ze mnie. W sumie to czemu tu się dziwić!? Przed chwilą wpadłam na słup, kto by się nie śmiał? Z dobranictakiegosięniestało miną spojrzałam na blondyna o szarych oczach, który nadal głośno się śmiał patrząc na mnie. Na pewno był dobrze zbudowany, miał kwadratową szczękę, duży nos i wąskie usta. Debil. Nie wiem jakiego był wzrostu bo siedział, ale zakładałam, że był średni, być może troszkę wyższy ode mnie. 
- Uważaj, bo się udusisz. - Mruknęłam nieco wkurzona. Już miałam jechać, ale chłopak wstał zagradzając mi drogę. Uśmiechnął się fałszywie. 

Po chwili parsknął, a ja nagle miałam ochotę walnąć go w mordę. Zastanówmy się dlaczego. Zamiast mi pomóc śmiał się ze mnie, uśmiecha się tak jakby mówił: Jestem lepszy od wszystkich, zrozum to, no i parsknął mi w twarz! To chyba wystarczające powody. 
- A ty uważaj, bo następnym razem możesz nie mieć takiego szczęścia i zamiast słupa, będzie to przejeżdżający samochód. - Swoimi tekstami natychmiast przypomniał mi Dezego, ale Dezy był inny. Był sympatyczny i miły, a ja z jakiegoś powodu nie umiałam się na niego złościć. Miał coś w sobie takiego pozytywnego, natomiast ten tutaj przede mną przedstawiciel płci przeciwnej widocznie z tej grupy debili i dupków zrobił to tak szyderczo, a sama jego postawa zdawała się kpić ze mnie i mną gardzić. To było złe. On był zły. 
- Bardzo śmieszne, a teraz się przesuń, bo przypadkiem mogę w ciebie wjechać i całkowicie przypadkiem uderzyć cię w twarz. - Powiedziałam pewnie, co całkowicie było do mnie nie podobne. Normalnie nie odezwałabym się do niego słowem, spuściła głowę i odjechała speszona. Coś jednak nie pozwalało mi tego zrobić. Chłopak mnie wkurzył, a ja naprawdę nie miałam ochoty z nim rozmawiać, a tym bardziej słuchać jego rad, pouczeń i kpin ze mnie. Chłopak zaśmiał się dźwięcznie, ale ani trochę sympatycznie, a ja miałam go po dziurki w nosie. Do głowy wpadł mi pewien bardzo brzydki pomysł. Dziewczyna, która nas mijała nieco mi pomogła, chyba od razu zorientowała się o co chodzi i jestem jej naprawdę wdzięczna. 
- O cześć Klaudia! - Zaczepiłam ją i ukradkiem kiwnęłam na chłopaka, który najwidoczniej był nieco zagubiony zmianą sytuacji. 
- No cześć kochanie. - Odpowiedziała przytulając się do mojego boku. Nie do końca chodziło mi od razu o udawanie pary lesbijek, ale w sumie to podziałało chyba nawet lepiej. Chłopak był ewidentnie zdezorientowany, a ja miałam ochotę wybuchnąć śmiechem. 
- Ma pan jakiś problem? - Spytała dziewczyna, a chłopak zmieszany pokręcił głową odchodząc. 
- Dziękuję ci bardzo. - Powiedziałam z uśmiechem do nieznajomej. Była wzrostem podobna do mnie. Była szczupła, a wygląd miała słodki i niewinny. Czarne, falowane włosy z podpiętą do tyłu grzywką były ładnie pofalowane i lekko podniesione u nasady, leciutki makijaż podkreślający jej głębokie, niebieskie oczy i sukienka sięgając do połowy uda w delikatnym odcieniu różu. Na nogach miała beżowe sandałki, które miały strasznie dużo pasków, były na płaskiej podeszwie. 

- Nie ma za co. Tak przy okazji jestem Anastazja, możesz mi mówić Ana. - Przedstawiła się z uśmiechem. 
- Miło mi, ja jestem Samantha, ale wolę Sammy, lub Sam, wyprzedzając twoje pytanie, tak, urodziłam się za granicą. - Powiedziałam wesoło zapominając o pościeranych łokciach i bolącym tyłku. Po chwili do dziewczyny podszedł wysoki chłopak, a raczej mężczyzna. Muszę przyznać, że był naprawdę przystojny. Byli siebie warci. Piękna dziewczyna i przystojny facet. Pocałował ją w policzek, a potem spojrzał na mnie. Woow, serio był gorący, ale cóż, nie gustuję w takim typie, a sama uroda mi nie wystarcza.
Lekko speszona uśmiechnęłam się. W ogóle co za ironia, znów blondyn. 
- To jest Sammy, przed chwilą naszedł ją jakiś nachalny facet. Pomogłam jej udając, że jesteśmy parą. - Wytłumaczyła brunetka...Woow, serio musieli mieć do siebie sporo zaufania skoro mówią sobie o takich rzeczach. 
- To jest mój chłopak Marcin. - Przedstawiła nas sobie. Chłopak zaśmiał się i uścisnął lekko moją dłoń. 
- Nie chcę przeszkadzać, więc już pojadę. Mam jeszcze parę spraw do zrobienia. Może się jeszcze zobaczymy, kiedyś. - Powiedziałam nerwowo. Dziwnie było mi towarzyszyć parze, czułam się jak 5 koło u wozu i było mi dosyć niezręcznie. 
- Wcale nie przeszkadzasz, ale skoro musisz coś zrobić... - Powiedziała Ana. Uśmiechnęłam się do niej, a ona odwzajemniła uśmiech. Po chwili byłam już w drodze powrotnej. To były szalone chwile mojego życia i na samą myśl chciało mi się śmiać. Najlepsza była mina tego dupka, kiedy ja i Ana udawałyśmy parę. Chłopak był totalnie zawiedziony i zagubiony. Kiedy byłam już pod domem rozejrzałam się nieco kątem oka zerkając również na dom naprzeciwko. Wyglądał pusto, a samochodu nie było. Dezy jeszcze nie wrócił i w sumie to nic dziwnego. Jest dosyć wcześnie. Nie wiedzieć dlaczego wyczekiwałam go z dużym podekscytowaniem. Może jest to spowodowane moją nieśmiałością i samotnością? Lubię towarzystwo, ale nie umiem zawierać znajomości co może wydawać się hipokryzją.Westchnęłam patrząc na kubek soku. Opuszkami palców okrążałam obwód szklanki. Dla niektórych ta szklanka jest pół pusta, dla innych pół pełna, a znów dla jeszcze innych nie ma to najmniejszego znaczenia. Jak ja postrzegam tą szklankę? Jak na razie widzę tylko pomarańczowy sok, co z tego, że jest nalany tylko do połowy? Lepsze to niż nic. W końcu nie wytrzymałam i na raz wypiłam cały sok, który nie do końca zaspokoił moje pragnienie, ale cóż, to jeden z uroków lata. Wstałam z krzesła nie wiedząc co mogłabym jeszcze porobić. Czas wlekł się i ciągnął, a ja nie należałam do cierpliwych osób. Dla zabicia czasu włączyłam film, a dokładniej komedię co okazało się bardzo dobrym sposobem na zabicie czasu. Film odciągał moją uwagę od czegokolwiek i rozśmieszył mnie. Niestety nie obejrzałam całego, bo usłyszałam dzwonek do drzwi. Wstając z kanapy spodziewałam się swojej siostry, która zniknęła nie wiadomo gdzie. Rodzice byli jeszcze w pracy, więc to nie mogli być oni. Otworzyłam drzwi chcąc wydrzeć się na Mary i spytać, gdzie do chuja była, ale głos zamarł mi w gardle kiedy zobaczyłam czyjąś szyję, moja siostra jest raczej niższa i nie wygląda tak męsko mimo wszystko. Spojrzałam w górę szybko odnajdując zielone tęczówki Dezego. Zajebiście! Miałaś tak dużo czasu, a i tak nie zdążyłaś się obrobić, bo jednak chciałabym jakoś wyglądać, lepiej się uczesać i odpowiednio ubrać. 
- Dezy co ty tutaj robisz? - Spytałam zbita z tropu. Dopiero gdy chłopak się zaśmiał zorientowałam się co powiedziałam. Ja pierdole serio? No pomyślmy co on tutaj może robić!? Może po prostu chce skorzystać z toalety hmm? Jego przyjście tutaj na pewno nie jest powiązane z tym, że mieliśmy iść na spacer. 
- O jezu, sory. Jestem chora umysłowo. Przyzwyczaisz się. - Naprawdę musiałam to powiedzieć? No, Dezy, dzwoń po psychologa, a nie tak stoisz. Zawsze mogę cię zadźgać nożem czy coś. Przybiłam sobie mentalną piątkę. W twarz...Krzesłem. Chłopak zaśmiał się serdecznie, a w jego oczach pojawiły się iskierki rozbawienia. 
- W takim razie idealnie się dobraliśmy. Dwa pojeby, jak pięknie. - Stwierdził z taką poważną miną, że ciężko mi było powstrzymać śmiech. 
- Masz rację. - Potwierdziłam z uśmiechem patrząc na niego. Zwykłe trampki, luźne spodenki za kolano i biała koszulka z dekoltem w serek. Jego włosy tworzyły artystyczny nieład, a słońce padające na nie sprawiało, że chłopak wydawał się być bardzo jasnym blondynem. 
- Las nie ucieknie, ale chyba powinniśmy już iść, jeśli potem nie chcemy chodzić po nocy, bo nie chcemy prawda? - Spytał z lekką niepewnością w oczach. Wyglądał słodko z miną, która zadaje mi ciche pytanie. To, że mówię, że jest słodki nic nie oznacza tak? Przecież gdybym powiedziała psu, że jest słodki nie oznaczałoby to tego, że od razu wyjdę za niego za mąż czy coś. 
- Oczywiście, że nie chcemy. - Odpowiedziałam wychodząc z domu i zamykając za sobą drzwi. Szykuje się ciekawy wieczór. 
----------------------------
Kolejny rozdział :D Jak się podoba? Pisać komy, bo mam łącznie 69, a ta liczba naprawdę dobrą liczbą nie jest. W ogóle jak podobają się rozdziały? Chcecie dłuższe, albo coś?










3 komentarze: