Czułek dostał SMS'a...Znów jakaś sprawa!! Dezy wyszedł i postanowił się nie przebierać, ponieważ miał iść tylko do tego ich biura...Wszedł do środka i wszedł do windy. Przeczytał, że musi wybrać piętro numer -1, jednak takiego tu nie było. Odczytał jeszcze raz kilka razy SMS'a, ale nie było w nim błędy. Dezy zaczął przyglądać się guziczkom. Pod guziczkami był jakby taki wyróżniający się prostokąt. Dotknął go, a ten obrócił się pokazując guzik nr. -1. Nacisnął guzik. Winda zjechała na dół bardzo szybko, Dezy czuł to. Drzwi rozsunęły się ukazując ciemne pomieszczenie. Praktycznie nic nie widział. Wszedł do pomieszczenia, a winda zasunęła się za nim i odjechała. Nagle ktoś go zaatakował. Dezy wyczuł to i zrobił unik. Światło nagle się zapaliło, a oczom Dezego ukazała się ogromna sala. Było tam kilka stolików...Każdy zajmował się czymś innym. Na jednym stało dużo komputerów, na drugim jakieś chyba laboratorium, w następnym widać było różnego rodzaju bronie...Było tu również dużo drzwi do innych pokoi...Ogólnie sala była w kolorze białym. Było tu pusto, jednak Dezy wiedział, że tu ktoś jest, w końcu go zaatakowano. Nagle Czułek zauważył, że w jego stronę leci piłka tenisowa. Wystawił rękę i ją złapał. Kompletnie nie wiedział o co chodzi. Nagle jedne drzwi się otworzyły. Dezy stanął pozycji bojowej. Nadal w ręku trzymał piłkę tenisową. Za drzwi wyszedł jego szef, który był w szpitalu!
- Niezły refleks panie Skowron. - powiedział z uśmiechem. Dezy wyluzował i stanął normalnie.
- Ale tego już się nie spodziewasz. - powiedział, a chłopak patrzył na niego z przymrużonymi oczami nie wiedząc o co chodzi.
- O co...? - zaczął, jednak przerwała mu wybuchająca piłka w dłoni.
- Ała! - krzyknął, jednak to nie było coś poważnego.
- Chodź. - powiedział jego szef. Chłopak po chwili się ruszył i przyspieszył kroku, by iść równo.
- Ta sala jest jakby wystawą. Pokazuje co stworzyli nasi pracownicy, a te drzwi to oddzielne sektory, w których projektuje się stroje, bronie, jakieś fajne bajery oraz substancje takie jak gaz łzawiący i tego typu rzeczy. Tu natomiast....- przerwał i zatrzymał się przed dużymi stalowymi drzwiami. Wpisał kod i drzwi odtworzyły się. Dezy był na prawdę zdziwiony tym co się tutaj dzieję.
- Tu natomiast jest sala ćwiczebna...To tutaj będziesz trenował, jeśli oczywiście zechcesz. - powiedział jego szef. Po jego wzroku można było wywnioskować, że nie spodziewał się odmowy.
- Muszę to przemyśleć. - odpowiedział Dezy. Był na prawdę pod wrażeniem.
- Rozumiem, jeśli już zdecydujesz to wiesz gdzie mnie szukać. Jak chcesz możesz jeszcze pozwiedzać to miejsce...Jednak masz czas tylko do 19 00. Po tej godzinie zamykamy i nie da się stąd wyjść, chyba, że poczekasz do 6 00. - powiedział i zanim Dezy mrugnął okiem jego już nie było... Chłopak zaczął chodzić z miejsca na miejsce oglądając wszystko uważnie...Dotychczas myślał, że takie bronie są możliwe tylko w Science Fiction, a tu proszę! Ten czas bardzo szybko mu minął i musiał wyjść, bo przecież o 19 00 już zamykając...Miał 10 minut. Odłożył jakiś dziwny mechanizm i wyszedł budynku.. Poszwędał się jeszcze po parku rozmyślając o tym co przed chwilą się stało i wrócił do domu. Poszedł prosto do swojego pokoju. Miał zamiar pójść spać, jednak w jego łóżku ktoś był...To była Emma! Chłopak uśmiechnął się na ten widok i poszedł spać do salonu.
O jak słodko. Wiedziałam że się nie wkurzy za to ze ona tam śpi. Fajny rozdział i czekam na kolejny
OdpowiedzUsuń