Czułek z pizzeri wrócił dość późno. Emmy nigdzie nie było...Znikła...Postanowił ją poszukać, bo na prawdę martwił się o nią. Założył strój ninjy i wyszedł. Miał przeczucie, że coś się stało, coś poważnego. Czy znalazł dziewczynę? Tak...Znalazł ją w klubie w jednym z pokoi. Naszedł ją jakiś facet i on miał broń palną. Emma siedziała w koncie. Bała się, że strzeli. Wtedy do środka wparował Dezy przyszpilając faceta do ściany i zabierając mu broń. Mężczyzna uciekł...
- Emma nic ci nie jest!? - zielonooki pobiegł do wystraszonej dziewczyny i wziął ją na ręce.
- Puść mnie. - powiedziała drżącym głosem. Bała się Dezego, ale czemu? Co zrobił jej tamten facet że się bała?
- Emma nie bój się. Nic ci nie grozi. Jesteś bezpieczna. Obiecuję że już nic ci się nie stanie. - mówił kojącym i uspakajającym głosem. Prawie szeptał a jego ruchy były wolne jakby się bał że jego impulsywność wystraszy dziewczynę.
- Boję się. - powiedziała prawie nie słyszalne.
- Naprawdę nie masz czego... Wracamy do domu obejrzymy jakąś komedie albo coś. - jego głos i dotyk był dla niej najlepszym lekarstwem. W domu byli już po paru minutach. Dezy był bardzo ciekawy co ten facet chciał od niej i co jej zrobił, ale wiedział, że rozmowa na ten temat sprawi Emmie ból tak więc siedział cicho. Ułożył dziewczynę na kanapie, a sam poszedł do kuchni zrobić kanapki. Zaczęły męczyć go myśli o rodzicach...Gdzie oni są? Matka mogła pójść do koleżanki i u niej nocować, często tak robiła, ale ojczym? Po chwili blondyn wrócił do czarnowłosej z jedzeniem. Coś bardzo go niepokoiło. Sam nie wiedział co, ale coś było nie tak...Nagle zadzwonił telefon. Chłopak odebrał. To co usłyszał wprawiło go w osłupienie. Wiedział, że coś jest nie tak i miał rację. Gdy usłyszał kolejne zdanie upuścił telefon. Oczy mu się zaszkliły, a dłonie miał tak mocno zaciśnięte, że wbijał sobie paznokcie w skórę.
- Idziemy do szpitala! - powiedział po chwili. Głos mu się łamał. Kto mógł zrobić coś takiego!? "Zabije gnoja, który to zrobił! " pomyślał. Wyszedł z domu i zaczął biec. Nie zważał na panujące ciemności, na chłodny wiatr, nie zwracał uwagi na nic. Oczy tak szczypały, że nie wytrzymał. Kilka łez poleciało razem z wiatrem. Miał ochotę płakać. Usiąść w kącie i płakać. Nie mógł uwierzyć w to co się stało. Jak to możliwe, że ktoś go pobił!? Że jest z nim tak źle? I że muszą go operować!?
- Cholera! - krzyknął gdy przebiegł przez pasy i samochód prawie go przejechał. Nie wiedział czy Emma biegnie za nim, czy zdezorientowana siedzi w domu. Nie obchodziło go to. Biegł dalej mimo to, że nogi odmawiały posłuszeństwa. Wbiegł na parking szpitala, a potem do budynku. Bał się, że nie zdąży...Ale zdążył. Wbiegł bez pozwolenia do gabinetu lekarza.
- Co z nim!? - krzyknął dysząc. Jego serce zaraz wyrwie się z piersi.
- Z kim? - spytał doktor.
- No z moim bratem!! Florianem Skowronem! - krzyknął nadal dysząc jak pies.
- Trzeba szybko wykonać transfuzję krwi, inaczej jego życie może być bardzo zagrożone. - powiedział poważnie patrząc w kartę swojego pacjenta.
- No to transfuzujcie tą krew! - powiedział młody Skowron nadal nie wierząc w to, że ktoś pobił jego brata, co najgorsze Dezy obawiał się, że to jest ktoś z kim np: kiedyś walczył. Nie chciał wciągać brata w całe to zakręcone i niebezpieczne życie bohatera, ale najwyraźniej nie udało mu się.
- Tego nie da się zrobić od tak. Najpierw musimy znaleźć dawcę co nie będzie najłatwiejsze. Pański brat posiada rzadką grupę krwi. - powiedział smutno.
- Mamy tą samą grupę krwi, więc zgłaszam się!! - krzyknął Dezy. Nie umiał się uspokoić, ani racjonalnie myśleć.
- Dobrze, przyniosę papiery, które pan podpisze i będziemy mogli pobrać krew. - powiedział mężczyzna i wyszedł na krótko z gabinetu. Dezydery czekał siedząc w poczekalni na te zasrane papiery. Myślał, że mijają godziny chociaż tak na prawdę minęło 5 minut.
- Pan Dezydery Skowron? - spytała brązowowłosa pielęgniarka.
- Tak. - powiedział szybko.
- To dokumenty dotyczące transfuzji krwi, niech pan je wypełni, a potem pójdzie pan na salę numer 3. - wytłumaczyła z uśmiechem i odeszła. Dezy na kolanach zaczął wypełniać kartki. Ręka mu się trzęsła z pośpiechu i strasznie bazgrał, ale to w tej chwili nie jest ważne. Nawet nie zauważył, że Emma tutaj jest i siedzi obok niego. Pobiegła tu od razu za chłopakiem, ale ten jakoś tego nie dostrzegł. Nagle blondyn zerwał się z krzesła i pobiegł do sali numer trzy. Oddał papiery jakiejś pani. Potem ta sama pani kazała mu usiąść na krześle. Po paru minutach krew była pobrana. Wszystko było już przygotowane do operacji Florka. Dezy czekał przed salą operacyjną cały w nerwach. Czuł się bardzo słabo, to pewnie przez pobranie krwi.
"Dzięki za krew bracie" usłyszał w swojej głowie chłopak. To pewnie Skkf!! Skontaktował się z nim!
"E tam to drobiazg" pomyślał, ale kolejnej myśli swojego brata już nie usłyszał. Widocznie cała ta transfuzja się zaczęła...
- Boże Dezy no!! Dałeś tą krew i wszystko będzie okey co sie tak denerwujesz!? Nic mu nie będzie przecież. - powiedziała Emma już nieco zirytowana tym, że Czułek chodzi w tę i z powrotem mamrocząc coś pod nosem.
- Emma...Ja wiem, że nic mu nie będzie. - odpowiedział szczerze trochę się uspokajając. Dziewczyna nic z tego nie rozumiała. Popatrzyła na niego pytająco, lecz on to zignorował. Czarnowłosa postanowiła nie pytać. Dezy usiadł na krześle i zaczął intensywnie myśleć. Co jeśli to ktoś kogo zna? Co jeśli wpakował brata w straszne bagno? Teraz zielonooki nie był już pewny niczego. Jeszcze niedawno był niemal pewny tego, że zgłosi sie do tej organizacji, a teraz? Teraz sam już nie wie co ma robić. Czy mieszać sie we wszystkie te sprawy? Nie lepiej byłoby zrezygnować i zostać normalnym chłopakiem? Najwyraźniej nie było mu to dane. Gdyby los chciał żeby był zwykły to nie dałby mu takiej okazji, takiego daru... Nie miał do tego wszystkiego siły, ale nie mógł się tak po prostu poddać choćby nie wiem co. Patrzenie w biel płytek już go bardzo znużyła, ale mimo to siedział czekając aż to coś się skończy. Nagle z sali wyszedł mężczyzna w białym kitlu. Dezy poddenerwowany wstał.
- I co? - spytał, a lekarz odpowiedział, że transfuzja powiodła się. Już bardziej uspokojony z powrotem usiadł na krześle.
- Emma nic ci nie jest!? - zielonooki pobiegł do wystraszonej dziewczyny i wziął ją na ręce.
- Puść mnie. - powiedziała drżącym głosem. Bała się Dezego, ale czemu? Co zrobił jej tamten facet że się bała?
- Emma nie bój się. Nic ci nie grozi. Jesteś bezpieczna. Obiecuję że już nic ci się nie stanie. - mówił kojącym i uspakajającym głosem. Prawie szeptał a jego ruchy były wolne jakby się bał że jego impulsywność wystraszy dziewczynę.
- Boję się. - powiedziała prawie nie słyszalne.
- Naprawdę nie masz czego... Wracamy do domu obejrzymy jakąś komedie albo coś. - jego głos i dotyk był dla niej najlepszym lekarstwem. W domu byli już po paru minutach. Dezy był bardzo ciekawy co ten facet chciał od niej i co jej zrobił, ale wiedział, że rozmowa na ten temat sprawi Emmie ból tak więc siedział cicho. Ułożył dziewczynę na kanapie, a sam poszedł do kuchni zrobić kanapki. Zaczęły męczyć go myśli o rodzicach...Gdzie oni są? Matka mogła pójść do koleżanki i u niej nocować, często tak robiła, ale ojczym? Po chwili blondyn wrócił do czarnowłosej z jedzeniem. Coś bardzo go niepokoiło. Sam nie wiedział co, ale coś było nie tak...Nagle zadzwonił telefon. Chłopak odebrał. To co usłyszał wprawiło go w osłupienie. Wiedział, że coś jest nie tak i miał rację. Gdy usłyszał kolejne zdanie upuścił telefon. Oczy mu się zaszkliły, a dłonie miał tak mocno zaciśnięte, że wbijał sobie paznokcie w skórę.
- Idziemy do szpitala! - powiedział po chwili. Głos mu się łamał. Kto mógł zrobić coś takiego!? "Zabije gnoja, który to zrobił! " pomyślał. Wyszedł z domu i zaczął biec. Nie zważał na panujące ciemności, na chłodny wiatr, nie zwracał uwagi na nic. Oczy tak szczypały, że nie wytrzymał. Kilka łez poleciało razem z wiatrem. Miał ochotę płakać. Usiąść w kącie i płakać. Nie mógł uwierzyć w to co się stało. Jak to możliwe, że ktoś go pobił!? Że jest z nim tak źle? I że muszą go operować!?
- Cholera! - krzyknął gdy przebiegł przez pasy i samochód prawie go przejechał. Nie wiedział czy Emma biegnie za nim, czy zdezorientowana siedzi w domu. Nie obchodziło go to. Biegł dalej mimo to, że nogi odmawiały posłuszeństwa. Wbiegł na parking szpitala, a potem do budynku. Bał się, że nie zdąży...Ale zdążył. Wbiegł bez pozwolenia do gabinetu lekarza.
- Co z nim!? - krzyknął dysząc. Jego serce zaraz wyrwie się z piersi.
- Z kim? - spytał doktor.
- No z moim bratem!! Florianem Skowronem! - krzyknął nadal dysząc jak pies.
- Trzeba szybko wykonać transfuzję krwi, inaczej jego życie może być bardzo zagrożone. - powiedział poważnie patrząc w kartę swojego pacjenta.
- No to transfuzujcie tą krew! - powiedział młody Skowron nadal nie wierząc w to, że ktoś pobił jego brata, co najgorsze Dezy obawiał się, że to jest ktoś z kim np: kiedyś walczył. Nie chciał wciągać brata w całe to zakręcone i niebezpieczne życie bohatera, ale najwyraźniej nie udało mu się.
- Tego nie da się zrobić od tak. Najpierw musimy znaleźć dawcę co nie będzie najłatwiejsze. Pański brat posiada rzadką grupę krwi. - powiedział smutno.
- Mamy tą samą grupę krwi, więc zgłaszam się!! - krzyknął Dezy. Nie umiał się uspokoić, ani racjonalnie myśleć.
- Dobrze, przyniosę papiery, które pan podpisze i będziemy mogli pobrać krew. - powiedział mężczyzna i wyszedł na krótko z gabinetu. Dezydery czekał siedząc w poczekalni na te zasrane papiery. Myślał, że mijają godziny chociaż tak na prawdę minęło 5 minut.
- Pan Dezydery Skowron? - spytała brązowowłosa pielęgniarka.
- Tak. - powiedział szybko.
- To dokumenty dotyczące transfuzji krwi, niech pan je wypełni, a potem pójdzie pan na salę numer 3. - wytłumaczyła z uśmiechem i odeszła. Dezy na kolanach zaczął wypełniać kartki. Ręka mu się trzęsła z pośpiechu i strasznie bazgrał, ale to w tej chwili nie jest ważne. Nawet nie zauważył, że Emma tutaj jest i siedzi obok niego. Pobiegła tu od razu za chłopakiem, ale ten jakoś tego nie dostrzegł. Nagle blondyn zerwał się z krzesła i pobiegł do sali numer trzy. Oddał papiery jakiejś pani. Potem ta sama pani kazała mu usiąść na krześle. Po paru minutach krew była pobrana. Wszystko było już przygotowane do operacji Florka. Dezy czekał przed salą operacyjną cały w nerwach. Czuł się bardzo słabo, to pewnie przez pobranie krwi.
"Dzięki za krew bracie" usłyszał w swojej głowie chłopak. To pewnie Skkf!! Skontaktował się z nim!
"E tam to drobiazg" pomyślał, ale kolejnej myśli swojego brata już nie usłyszał. Widocznie cała ta transfuzja się zaczęła...
- Boże Dezy no!! Dałeś tą krew i wszystko będzie okey co sie tak denerwujesz!? Nic mu nie będzie przecież. - powiedziała Emma już nieco zirytowana tym, że Czułek chodzi w tę i z powrotem mamrocząc coś pod nosem.
- Emma...Ja wiem, że nic mu nie będzie. - odpowiedział szczerze trochę się uspokajając. Dziewczyna nic z tego nie rozumiała. Popatrzyła na niego pytająco, lecz on to zignorował. Czarnowłosa postanowiła nie pytać. Dezy usiadł na krześle i zaczął intensywnie myśleć. Co jeśli to ktoś kogo zna? Co jeśli wpakował brata w straszne bagno? Teraz zielonooki nie był już pewny niczego. Jeszcze niedawno był niemal pewny tego, że zgłosi sie do tej organizacji, a teraz? Teraz sam już nie wie co ma robić. Czy mieszać sie we wszystkie te sprawy? Nie lepiej byłoby zrezygnować i zostać normalnym chłopakiem? Najwyraźniej nie było mu to dane. Gdyby los chciał żeby był zwykły to nie dałby mu takiej okazji, takiego daru... Nie miał do tego wszystkiego siły, ale nie mógł się tak po prostu poddać choćby nie wiem co. Patrzenie w biel płytek już go bardzo znużyła, ale mimo to siedział czekając aż to coś się skończy. Nagle z sali wyszedł mężczyzna w białym kitlu. Dezy poddenerwowany wstał.
- I co? - spytał, a lekarz odpowiedział, że transfuzja powiodła się. Już bardziej uspokojony z powrotem usiadł na krześle.
Jej rozdział XD Zajebiste, mam nadzieję że z Florkiem będzie już tylko lepiej, o co ja się martwię to Eskacz jemu nic nie będzie
OdpowiedzUsuńCzekam na nexta Weny
Uwielbiam to czytać i czekam na kolejny rozdział ;)
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńChamska autoreklama: (Mam na nią pozwolenie)
OdpowiedzUsuńZapraszam na mojego bloga: http://jednadziewczynaduzoproblemow.blogspot.com/
Floreeeeek !!!!!!!!!!!!! Nieeeeee :(
OdpowiedzUsuń