Dezy biegł szybko przed siebie...Mimo to, że siniaki po tamtym jeszcze się nie zagoiły i trochę to bolało to biegł dalej. Kiedy był w połowie drogi do domu wyjął z kieszeni telefon i wybrał numer. Po chwili usłyszał znajomy głos.
- Słuchaj już do ciebie biegnę! Jak się sprawy mają? - spytał Dezydery ledwo biorąc oddech.
- Nie jest źle... - nagle chłopak przerwał, a Dezy usłyszał Dźwięk rozbijającego się szkła.
- Ale przydała by się twoja pomoc. - powiedział po chwili i się rozłączył. Zaczął biec szybciej...Miał bardzo dobrą kondycję. Po chwili zaczął przebiegać przez ulicę. Samochód jechał bardzo szybko i zatrzymał się tuż przed chłopakiem. Dezy położył dłonie na masce samochodu, odepchnął się nogami i zrobił fikołka, po czym wylądował nogami na asfalcie. Auto zaczęło na niego trąbić, a kierowca nie był zadowolony z tego, że jakiś niewychowany dzieciak przetoczył się po jego aucie, jednak Czułek to zignorował i biegł dalej. Po chwili widział już swój dom. Tym razem wszedł normalnie, przez drzwi. Usłyszał jakieś krzyki z swojego pokoju. Szybko oddychając wparował tam. Florian siłował się z ojczymem... był trochę silniejszy od Florka...Dezy popatrzył na swój pokój i miał już w głowie ułożony plan. Podbiegł do okna i jednym ruchem zerwał firankę z karniszy, następnie podbiegł po krzesło. W między czasie rzucił Skkf'owi firankę by mu za bardzo nie przeszkadzała. Florian przez to, że był zajęty łapaniem materiału o mało co nie dostał z pięści, na szczęście w ostatniej chwili zrobił unik. Czułek podjechał fotelem z tyłu mężczyzny i pchnął go, przez co facet nie mogąc utrzymać równowagi usiadł na krześle. Skkf szybko owinął wokół niego firankę...Na koniec bracia przybili sobie piątki. Czułek podszedł do mężczyzny, który coś wrzeszczał i dotknął materiału.
- Długo to nie wytrzyma. - stwierdził.
- Idź po linę...powinna być gdzieś w garażu. - polecił Dezy, a Florian dość szybko wybiegł z pokoju.
- Czego ode mnie chcecie?! - wydarł się mężczyzna. Czułkowi znów wróciły wspomnienia....Jednak szybko pokręcił głową..To nie jest odpowiednia chwila.
- Prawdy. - powiedział Dezy krzyżując ręce na klatce piersiowej. Mężczyzna przez chwile patrzył na niego pytająco, jednak potem przybrał minę zdenerwowanego.
- Wypuść mnie! - krzyknął.
- Nie. Dopóki nie powiesz nam prawdy. - powiedział Dezy uśmiechając się.
- Jakiej prawdy?! - spytał już zniecierpliwiony mężczyzna. Czułek nie odpowiedział tylko patrzył w stronę drzwi.
- 3...2...1...0 - odliczał Dezydery, a na liczbę 0 jego brat wszedł do pokoju rzucając mu linę. Szybko owinął linę wokół wkurzonego mężczyzny.
- To powiecie w końcu o co wam chodzi!! Wy gnoje jedne! - wydarł się. Florian patrząc na mężczyznę wyobrażał sobie jak jego brat musiał cierpieć z jego powodu. Miał wyrzuty sumienia zdając sobie sprawę, że kazał czekać Dezyderemu do 18 w tym miejscu....
- Chodzi nam o prawdę...Masz powiedzieć ze szczegółami kim tak na prawdę był nasz ojciec oraz kim ty tak na serio byłeś. - powiedział Dezy.. Mężczyzna nie był do tego przekonany...Nie chciał do tego wracać.
- Dam ci piwo. - powiedział Czułek wzdychając.
- No dobra, ale skąd możecie mieć pewność, że powiem wam prawdę? - spytał z iskierkami złości w oczach.
- O to się nie martw. -powiedział Skkf ostro...Florek miał mu za złe, że wdał się w pijactwo..
- No, więc był waszym ojcem i mężem...Zginął w pożarze. - powiedział przekonująco.
- Kłamiesz. - powiedział Florian.
- Mówiłem, że chcemy prawdy inaczej zostaniesz tu do końca życia. - powiedział ostrzegająco Czułek, a jego ojczym zaśmiał się.
- Mówię serio... - powiedział Czułek bez emocji, jednak w środku wszystko w nim buzowało..
- A jeśli nie to się zabiję. Zabiję się i umrę w kłamstwie...Tego chcesz? - spytał szczerze Czułek, któremu już praktycznie łzy stanęły w oczach...Twarz ojczyma złagodniała, jednak po chwili znów przybrała kamienny wyraz.
- A idź se i się zabijaj ile chcesz! - krzyknął. Dezy spojrzał na niego i dostrzegł w oczach coś czego nigdy nie widział...Dostrzegł jakby skruchę...Florek nie wiedział co powiedzieć..Stwierdził, że jego młodszy brat tym razem lepiej da sobie radę od niego.
- Ja wiem, że być może mnie nienawidzisz, że chciałbyś bym zginął, że jesteś na mnie wściekły, że cokolwiek zrobię jest to dla ciebie powód do wydzierania się, ale zrób wyjątek i powiedz: Kim był nasz ojciec? - powiedział Dezy zbliżając się do niego. Mężczyzna westchnął..
- Cóż z kamienia nie jestem... - przyznał ojczym patrząc w oczy Czułka...Wiedział, że teraz jest za późno, że teraz ich przed tym nie uchroni, może i był pijakiem, ale mimo to chciał dla nich dobrze.
- Twój ojciec był szefem tajnej organizacji, oczywiście działała ona przeciwko złu...Ja byłem zaraz po nim...Nie był on dla mnie tylko szefem, ale również przyjacielem i to najlepszym..Wasz ojciec był wojownikiem... - powiedział kiwając na Czułka. - Umiał również czytać w myślach. - dodał zwracając się do Florka. Stwierdził, że musi wykorzystać te dary w dobry sposób noi tak też robił...Wkrótce dołączył do nas jeszcze jeden koleś...Z nim również bardzo się przyjaźniliśmy. Ten trzeci miał moc przenikania przez ściany, umiał również widzieć np co się dzieje w środku domu, mimo tego, że byliśmy na zewnątrz...Czyli po prostu widział i przenikał przez ściany. Pewnego dnia jak to zwykle wybraliśmy się na misję....Wtedy wasz ojciec poległ, jednak powiedział mi coś bardzo ważnego. - powiedział patrząc w podłogę. Bracia usiedli na łóżku słuchając uważnie.
- Mówił, że kocha was ponad życie,by zająć się jego żoną i by uchronić was przed tą organizacją i chociaż nie widział swojego syna na oczy to od razu wiedział jaki będzie...Wiedział, że na pewno będzie postępować dobrze i sprawiedliwie i mimo tego, że chciał was uchronić przed tą organizacją to wiedział, że pewnego dnia i tak uratujecie świat... - zakończył. Czułek i Florek spojrzeli na siebie i milczeli...Nie wiedzieli co powiedzieć...
- Nie zapomnieliście o czymś? - spytał ojczym próbując rozluźnić atmosferę...
- Cóż ja niestety nie dałem rady was ochronić....Wiem, że poległem...Alkohol mnie wciągnął.. - powiedział z smutkiem.
"Rozwiązać go?" w głowie Czułka pojawił się głos w Floriana. Czułek pokiwał twierdząco głową. Nadal oboje milczeli i myśleli nad tym co właśnie usłyszeli. Po chwili ojczym był już na wolności.
- I co mamy teraz zrobić? - spytał Dezy po długiej chwili ciszy.
- Sam lepiej zdecydujesz co będzie dla ciebie lepsze...Musze wam jeszcze powiedzieć coś o waszych mocach... - powiedział z widocznym zmieszaniem nie wiedząc od czego zacząć.
- Wasz ojciec miał moc wojownika po swoim ojcu zaś moc czytania w myślach odkrył sam... - zaczął urywając na chwilkę.
- Wy też macie po jednej mocy i nie wiem kiedy to może zdarzyć się nawet w tej sekundzie odkryjecie swoją drugą moc...Niestety musicie sami to zrobić...Sami to odkryć. - zakończył..
- Tylko jak? To może być cokolwiek... - zauważył Florek już trochę się w tym gubiąc.
- Kiedy nadejdzie czas sam się się dowiesz. - odparł ojczym i wyszedł z pokoju.
- Ja wiem, że ty jesteś na zawołanie jakiegoś kolesia, który przydziela ci jakieś zadanie i ogólnie jesteś ninją, ale potrzeba ci luzu... - powiedział Florek siadając koło brata i kładąc mu rękę na ramieniu. Masterczułek wplótł swoje ręce w włosy...Nie wiedział już co ma robić...Był jakiś zdezorientowany.
- Chyba masz rację. - przyznał Czułek po długim namyśle.
- Słuchaj jutro idziemy na miasto do wesołego miasteczka...Co ty na to? - spytał Florek. Dezy natychmiast pomyślał o Remku...Przecież on nadal tu jest i będzie przez jeszcze jeden dzień.
- Remka też zabierzemy. - odparł Skkf czytając mu w myślach.
- O ty głupku! Ładnie to tak cały czas czytać w myślach co?! - spytał Dezy w żartach i zaczął nawalać Floriana poduszką bez żadnej litości. Skkf nie mógł się utrzymać na nogach, bo zaczął się jeszcze głośno śmiać. W końcu upadł na podłogę, a Dezy stojąc nad nim zaczął go jeszcze mocniej nawalać.
- Koniec! - zarządził Florek wyrywając bratu poduszkę z rąk. Skkf zaczął się poodnosić, jednak potknął się i znów wylądował na podłodze...W końcu dostali obaj strasznej głupawki i zaczęli się śmiać. Po chwili Dezy też dołączył do brata i razem tak się chichrali leżąc na podłodze. Brzuch ich już strasznie bolał od tego, ale któryś z nich ciągle przypominał to zdarzenie, a wtedy znów zaczynali się śmiać.
- Ja.. - zaczął Czułek wycierając łzy śmiechu.
- Ja już nie mogę. - powiedział na jednym tchu...
- Zaraz zobaczymy! - odparł Skkf i zaczął go łaskotać w stopy.
- Nie!!! - krzyczał Czułek śmiejąc się. Kiedy udało mu się wstać zaczął uciekać do okna, otwierając je i wyskakując przez nie. Zanim Skkf zaczął wstawać Czułek był już na świeżym powietrzu i to na boso...Po chwili Florian również wyskoczył przez okno..
- Ej to chyba nie był dobry pomysł wyskakując przez to okno. - powiedział Florian kiedy po jego gołej stopie zaczęła chodzić mrówka.
- Nie marudź! - fuknął Czułek, złapał brata za ramię i wyszedł z nim na chodnik.
- Dawaj śpiewamy! - powiedział Czułek.
- Ale co? - spytał rozbawiony Florek.
- Jak to co? Pójdę booosoo!!! - odpowiedział śpiewając. Razem tak chodzili na bosaka po chodniku śpiewając "Pójdę boso". Co z tego, że ludzie na nich dziwnie patrzyli?
------------------------------------------------------------
Pisać komy!
:'D
OdpowiedzUsuńDzięki, przez ciebie mam teraz te piosenkę w głowie xd
OdpowiedzUsuńCiesz się, że to akurat tę piosenkę masz w głowie, bo miała być jeszcze inna piosenka...Gorsza XD
UsuńPójdę bosso!
OdpowiedzUsuńRozdział fajny, jak każdy xd
Ps. Wpadnij na mojego bloga xd
Usuńhttp://mysterioussprint.blogspot.com/?m=1
Szacun dla Czułka :*
OdpowiedzUsuńDzisiaj tez miałam taką głupawke. Razem z moimi przyjaciółmi stwierdzilimy, że będziemy jeździć po całym mieście w takich ,,koronach" z McDonalds XD Ten wzrok ludzi...
OdpowiedzUsuńCyzia