wtorek, 7 lipca 2015

Rozdział 1 Nie chcę!!

2 lata później:
Do pokoju Dezyderego zaglądały pierwsze promienie słońca. Chłopak zaczął się powoli budzić.
(Jak śpi to wygląda jak Skkf <3)
Otworzył oczy i usiadł, po czym nastąpił duuuży ziew.
- Zapowiada się słoneczny dzień. - powiedział do siebie patrząc na okno...Nagle do pokoju wszedł jego ojczym. Dezy zerwał się szybko na nogi.
- Cześć synu. - powiedział do Czułka ledwo zachowując równowagę.
- Hej... - odpowiedział niepewnie Dezy.
- No co boisz się mnie? Masz... - powiedział i wyciągnął zza pleców butelkę piwa.
- Nie, dzięki ja nie piję. - odpowiedział chłopak odsuwając od siebie butelkę.
- To co ty? Chłop czy baba? - spytał stojąc na chwiejących się nogach.
- Baba. - odpowiedział szybko Czułek...Już wolał być babą niż zniżać się do poziomu pijaków...
- Synek nie denerwuj mnie! Masz to wypić...Stawiam ci tu...Wrócę za godzinę. - powiedział, postawił butelkę na komodzie i wyszedł.
- Oj Florian ratuj! - powiedział cicho... Florian wyprowadził się jakieś dwa lata temu kiedy skończył pełnoletność...Obiecał Dezyderemu, że jak tylko ten też ukończy osiemnaście lat przeprowadzi się do niego...Dezy podszedł do pełnej butelki i otworzył ją. Podszedł do okna i wylał na trawnik całą zawartość.
- Super...Będę miał pijany trawnik. - mruknął do siebie i odstawił pustą butelkę na komodę. Po chwili przyszedł do niego SMS:
"Dziewczyna chce skoczyć z budynku...Jest policja, ale niezbyt dobrze sobie radzą..Oto adres: *******"
- To niedaleko. - przyznał i szybko włożył swój strój. Założył trampki i był gotowy...Kiedyś działał w japonkach, ale niestety się popsuły [*], a inne nie spełniały jego wymagań. Wyszedł przez okno jak to miał w zwyczaju...Wiedział, że trzeba działać szybko. Wszedł na dach...Budynki były poustawiane blisko siebie co ułatwiało mu zadanie. Skakał z dachu na dach. W końcu dotarł na miejsce. Na dachu wieżowca stała dziewczyna, która była już na krawędzi...Policja ustawiała trampolinę, by przeżyła na co Czułek wywrócił teatralnie oczami. Wyjął z pasa swój pistolet z liną i wystrzelił linę na dach..Na końcu miała haczyk, dzięki czemu zaczepiła się o krawędź. Dezy sprawdził czy lina jest dobrze zaczepiona i zaczął się wspinać zaskakująco szybko. Już był na dachu. Dziewczyna coraz bardziej miała chęć do skoczenia.
- Ej...Skakaniem z wysokości nic nie zdziałasz. - powiedział Dezy zbliżając się do dziewczyny.
- Nie podchodź! Bo skoczę! - zaszantażowała dziewczyna nie odwracając się nawet do niego..Cała drżała.
- Słuchaj, a rodzina? Przyjaciele? - spytał jej. W oczach dziewczyny pojawiły się łzy.
- Nie mam nikogo! Wszyscy zginęli w wypadku samochodowym! Dalsza rodzina jest za granicą! A przyjaciele? Jeśli ludzie, którzy śmieją się z ciebie, przezywają, upokarzają to są przyjaciele to mam ich bardzo wielu...Widzisz?! Nie mam dla kogo żyć! Nikt mnie nie potrzebuje ! - powiedziała płacząc.
- No dobra, ale jeśli nie chcesz żyć dla siebie to żyj dla mnie! Praca super bohatera nie jest łatwa! Wiesz ilu ludzi mam na sumieniu, bo nie zdążyłem, bo za późno zareagowałem!? Każda uratowana osoba to mój sukces! - powiedział stanowczo jednak spokojnie. Dziewczyna cały czas stała do niego tyłem. Podszedł cicho...Serce biło mu bardzo szybko...Bał się zrobić cokolwiek szybkiego...Co jeśli ona skoczy? Kiedy był bardzo blisko celu, złapał ją za ramiona i zaczął się z nią cofać do tyłu. Ona odwróciła się nagle i przytuliła ninję.
- Dziękuję, ale przyjaciele nadal nie dadzą mi spokoju. - powiedziała.
- Słuchaj pokaż im, że nie interesuje cię to...Oni cię prowokują! Robią to specjalnie...Pokaż im, że się tym nie przejmujesz...Potem spróbuj się z kimś zaprzyjaźnić i po prostu pokaż jaka jesteś na prawdę. - powiedział masterczułek uśmiechając się.
- Dziękuję. - powiedziała szczerze.
- Chodźmy na dół. - zaproponował i zaprowadził dziewczynę na dół. Wrócił do domu przez okno i przebrał się w normalne ciuchy. Zaczął SMS-ować z bratem.
Florek: Jak tam?
Dezy: Jakoś leci, ale ojczym zmusza mnie do picia tego ochydztwa. 
Florek: Wytrzymaj...Jeszcze tylko rok :)
Dezy: Raczej AŻ ROK !! :(
Florek: Dobrze wiesz, że dopóki nie masz osiemnastu lat musiałbym pójść z tym na policję i w ogóle...A poza tym wątpię, żeby potem sąd przykazał mi opiekę nad tobą.
Dezy: Wiem...Jesteś jeszcze za mały, żeby mnie pilnować.
Florek: Raczej ty jesteś za mały na to by samemu się sobą zająć :D Słuchaj jutro wpadnę do twojego miasta...Muszę ci powiedzieć o czymś ważnym...Spotkajmy się w parku o 14 00.
Dezy: Oki to do jutra braciszku :P
Florek: Do jutra :P :P
Kiedy Dezy odłożył telefon do jego pokoju znów przyszedł ojczym
- O widzę, że wypiłeś! Masz drugą. - powiedział.
- Nie chcę! - krzyknął zdenerwowany Dezy zdając sobie sprawę, że to był błąd.
- Masz! - podniósł głos.
- Nie!! - Dezy już nie wytrzymał.
- Masz!!! - krzyknął mężczyzna i rzucił o ścianę butelką z piwem tuż obok Dezyderego. Szkło rozprysłao się trafiając odłamkami szkła w Czułka... Ojczym trzasnął drzwiami zamykając je na klucz.
- No dzięki. - powiedział z sarkazmem Dezy. Miał draśnięcie na policzku...Jednak z ręką gorzej. Jeden wielki odłamek szkła wbił mu się w skórę.
- Ałć... - syknął kiedy zaczął wyjmować odłamek szkła z ręki. Na szczęście zrobił to jednym szybkim ruchem co tak bardzo nie bolało. Krew zaczęła się sączyć z ręki. Podszedł szybko do szafki wyjmując jako taką apteczkę. Przemył ranę i założył bandaż. Większych obrażeń nie dostał...
--------------------------------
Koniec pierwszego rozdziału!!! Trochę długo to trwało, ale coś tam wymyśliłam i jest spoko :D Jeśli czytasz to komentuj!

5 komentarzy: